Kalendarz obrzędowy naszych przodków wiązał się z harmonogramem działań w gospodarstwie oraz położeniem słońca na niebie. Słowianie mieli świadomość, kiedy następują przesilenia lub równonoce. W te wyjątkowe dni oddawali cześć przodkom oraz odprawiali obrzędy wegetacyjne. Nie inaczej było w przypadku Wigilii. Obchody przedednia Bożego Narodzenia zbiegają się, a raczej zostały powołane w dniu dawnego pogańskiego święta ku czci Słońca (obchodzonego także w Starożytnym Rzymie), w czas przesilenia zimowego. To wtedy bowiem następował koniec prac polowych, spiżarnia była jeszcze pełna i okoliczności skłaniały, by przebłagać siły natury na przyszłoroczny czas żniw. Oprócz aspektów wegetacyjnych wierzono, że niezwykły czas zmian w przyrodzie jest momentem, w którym świat duchów i zmarłych staje się dostępniejszy. W tych pełnych magii dniach, zwanych u Słowian Szczodrymi Godami, nieodłącznym atrybutem świętowania były rośliny, które przede wszystkim miały zapewniać urodzaj w nadchodzącym roku, ale też pomagały w kontaktach z zaświatami.

Słoma i siano

Ten niepozorny duet był niegdyś zestawem obowiązkowym. W wigilijny wieczór gospodarz przynosił do domu snopek słomy i stawiał go w kącie izby, albo rozsypywał słomę na podłodze lub na stole pod obrusem. Podobnie było z sianem, które wykorzystywano zamiennie. Dziś z tego zwyczaju została nam niemrawa ociupina kilku źdźbeł trawy. Nasi przodkowie zaś nie uznawali półśrodków i kładli grubą warstwę siana lub słomy po to, by zapewnić sobie dostatek i obfite plony. Zwyczaj ten zatem niewiele ma wspólnego z chrześcijaństwem, z czasem umotywowano go jako symbol ubogiego narodzenia Jezusa w stajence. Słoma wykorzystywana była także przy dekoracjach świątecznych. Gwiazdki i krzyże wieszano na ścianach lub zdobiono nimi podłaźniczki. Słowem słomy nie mogło zabraknąć. Z jednej bowiem strony symbolizowała płodność i zapewniała urodzaj, z drugiej wierzono, że ma moc przenoszenia siły magicznej tkwiącej w ziemi, chroniła również przed urokami i chorobami. W niektórych regionach z tego powodu na święta obwiązywano słomą drzewka owocowe, a czasem i ludzie przepasywali się słomianymi łańcuchami w pasie, by zaskarbić sobie zdrowia i pomyślności.

Mak

Do dziś desery z makiem są nieodłącznymi elementami wigilijnego stołu. W zależności od regionu zjadamy makowce, kutie, makiełki i makówki. Mak spożywano tego dnia już w czasach dawniejszych, ponieważ sądzono, że 24 grudnia ludzi odwiedzają duchy przodków (stąd też wolne miejsce przy stole jako pozostałość słowiańskich wierzeń). Mak miał ułatwić kontakt ze zmarłymi, uważano go za środek mediacyjny, który pomagał przekraczać granice między światem żywych i umarłych. Lekko halucynogenne i nasenne właściwości z pewnością w tym pomagały.

Fot. shutterstock
Fot. shutterstock

Orzechy

Orzechy były znakiem pieniędzy i płodności. Ich jedzenie miało dawać finansową pomyślność, wigor i mądrość. Jeszcze nie tak dawno w okresie świątecznym kawalerowie i panny obdarowywali się wzajemnie orzechami jako wyraz najlepszych życzeń.

Owocowy kompot

Kompot z suszu to kompozycja z owoców symbolicznych. Jabłka zapewniały zdrowie i miłość, gruszki - długowieczność, a suszone śliwki odpędzały złe noce.

Aromatyczny kompot z suszu, fot. Shutterstock
Aromatyczny kompot z suszu, fot. Shutterstock

Grzyby

Pierogi z kapustą i grzybami, aromatyczna grzybowa ‒ kto nie lubi naszych postnych dań? Czy jednak tylko postnych? Nie do końca, jak i poprzednie rośliny, grzyby pojawiały się na słowiańskich stołach jeszcze przed tym, gdy Mieszko I wprowadził chrześcijaństwo. Grzyby pochodziły z lasu, czyli miejsca tajemniczego, które dawniej było przestrzenią nieokiełznaną. Las wydawał się czymś niepoznanym i budzącym lęk. Wszystko, co było z nim związane również za takie uchodziło. Grzyby zatem były naznaczone nutką niezwykłości i tajemniczości, przywodziły na myśli świat magiczny, dlatego podobnie jak mak miały funkcję mediacyjną między światem żywych i umarłych.

Wigilijne drzewko

Skoro grzyby otoczone były aurą niezwykłości nie inaczej było w przypadku nieco większych mieszkańców lasów, czyli choinek. Choć dziś choinka, jak żadna inna roślina, lepiej nie symbolizuje Wigilii, to tradycja ta jest dość nowa. Jej początki sięgają XIX wieku. Wtedy to przybyła wpierw do bogatszych polskich domów zza zachodniej granicy, gdzie zdobiła w czasie świątecznym wnętrza protestantów. Przed choinką mieliśmy jednak rdzennie polski, zwyczaj zawieszania u belek w izbie zielonych gałązek. Zwykle pojawiały się one nad drzwiami wejściowymi lub nad stołem. Gałązki mogły mieć różny kształt, a więc mogły tworzyć wieniec czyli podłaźnik, być luźno połączone lub mógł to być sam czubek iglastego drzewka, najczęściej sosny, zawieszany do góry pniem. Iglaste gałązki dekorowano ozdobami ze słomy, papieru, zawieszano jabłka, ciasteczka i orzechy. Innym zwyczajem celebrowanym w czasie Szczodrych Godów przez Słowian było stawianie diducha, czyli pierwszego skoszonego podczas żniw snopa zboża. Diduch stawiany w koncie chaty związany był z kultem przodków, symbolizował ducha opiekuńczego domu i miał zapewniać pomyślność i urodzaj.