Jednym z właścicieli owych spalonych gospodarstw jest Szczepan Wójcik, prezes Instytutu Gospodarki Rolnej, rolnik, hodowca bydła i zwierząt futerkowych, oraz aktywny działacz rolniczy. Trzy pożary trawiły jego gospodarstwa w przeciągu zaledwie 10 dni. W jednym przypadku policja stwierdziła celowe podpalenie i zatrzymała podejrzanego sprawcę. Rolnik zastanawia się jednak, jak wytłumaczyć nagromadzenie nieszczęść w tak krótkim czasie…

Pierwszy pożar miał miejsce 7 listopada br. w gospodarstwie znajdującym się w miejscowości Biały Dwór (woj. wielkopolskie). Spłonęła tam hala produkcyjna, gdzie produkowano karmę dla norek. Przyczyna pożaru nie jest jeszcze znana.

Drugi pożar wybuchł w gospodarstwie rolnym, w miejscowości Stefanów (woj. wielkopolskie), w dniu Święta Niepodległości, czyli 11 listopada br. Straty wyniosły ponad 2,3 mln zł. Spłonęła nowo wyremontowana stodoła, słoma, sianokiszonka oraz nowoczesna przyczepa.

Ostatni pożar miał miejsce 16 listopada br. na fermie norek amerykańskich koło domu Szczepana Wójcika. W ostatnim przypadku przyczyną wybuchu pożaru mogło być według strażaków zwarcie w instalacji elektrycznej.

Komenda Powiatowa Policji (KPP) w Jarocinie, potwierdza celowe podpalenie w przypadku pożaru w gospodarstwie rolnym, w miejscowości Stefanów, które miało miejsce 11 listopada br. Funkcjonariusze z wydziału kryminalnego ustalili, że związek z pożarem mógł mieć 26-letni mieszkaniec gminy znany z działalności przestępczej. Jak podaje KPP w Jarocinie, podczas poszukiwań, funkcjonariusze ustalili miejsce pobytu podejrzanego o podpalenie. Został on zatrzymany i przewieziony do jarocińskiej komendy. Mężczyzna usłyszał zarzut podpalenia. Za popełnione przestępstwo grozi mu kara pozbawienia wolności na okres od 3 miesięcy do 5 lat. Jak podaje KPP w Jarocinie, 26-latek przyznał się do jego popełnienia i złożył stosowne wyjaśnienia.

- Swoje gospodarstwa prowadzimy rodzinnie razem z bratem. Największe straty ponieśliśmy w wyniku podpalenia, które miało miejsce dokładnie w święto niepodległości i był to drugi z trzech pożarów. Wczoraj otrzymałem informację o ogólnych stratach tylko w tym jednym przypadku z 11 listopada br. Wyniosły one ponad 2 miliony 300 tysięcy złotych – mówi Szczepan Wójcik. - Spłonęły: słoma za 1 milion 100 tysięcy złotych, sianokiszonka, nowa przyczepa. Ogień strawił doszczętnie nowo wyremontowaną stodołę i w związku z tym, że była świeżo po przebudowie i remoncie nie zdążyliśmy tego wszystkiego ubezpieczyć. Całe szczęście, że strażakom udało się uratować zwierzęta przez powstrzymanie rozprzestrzeniania się ognia. Straty wynikające z pozostałych dwóch pożarów jeszcze nie są oszacowane – informuje Szczepan Wójcik, prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

- Przy pierwszym pożarze pomyślałem, że to zwykły pech. Drugi pożar, który nastąpił po 4 dniach sprawił, że zacząłem się zastanawiać. Później był telefon z policji, że było to podpalenie, i że zatrzymali w tej sprawie mężczyznę, który przyznał się do winy, ale nie chciał zdradzić motywów – relacjonuje poszkodowany rolnik. -Trzeci pożar wybuchł w gospodarstwie – hodowli norek amerykańskich tuż przy moim domu. Straż pożarna mówi, że tym razem była to sprawa instalacji elektrycznej. Jednak trzy pożary w ciągu kilku dni, w różnych częściach regionu to trochę za dużo jak na zbieg okoliczności.  -Nie chcę tego łączyć z moją aktywnością na polu walki z ekoterroryzmem czy też aktywistami ekologicznymi, skutecznymi działaniami, które prowadziliśmy w obronie hodowli zwierząt na futra, chcę poczekać na ostateczne wyniki śledztw. Nie sadzę też, że ktoś próbuje mnie uciszyć. Jestem daleki od takiego myślenia, jednak zastanawia mnie ten potrójny przypadek. Zastanawia i nie daje spokoju – podsumowuje Szczepan Wójcik, prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.