Spotkanie w ministerstwie odbyło się w czwartek i trwało około dwie godziny. Delegaci Unii Ziemniaczano-Warzywnej byli zadowoleni z ich przebiegu, ale zaznaczali, że nie ma jeszcze powodów do świętowania.

- Jedyny sukces jak dotąd to fakt, że zostaliśmy poważnie potraktowani i wysłuchani – zastrzega Michał Kołodziejczak, współzałożyciel i przewodniczący Unii Warzywno-Ziemniaczanej. - Mamy nadzieję, że to początek nie tylko rozmów, ale też drogi do realizacji naszych postulatów. Nie wątpimy w dobrą wolę strony rządowej, ale na radość przyjdzie pora, gdy zbliżymy się do wyznaczonych celów.

- Nie odwołaliśmy piątkowych protestów, bo na zmianę planów było już za późno, a poza tym nie wiedzieliśmy jak minister rolnictwa podejdzie do naszych problemów – wyjaśnia lider Unii. – Dziś mamy zapewnienia, że zostaliśmy zrozumiani i rząd chce współpracować. Powołana została grupa robocza, w której znajdą się przedstawiciele rolników, resortu i państwowych służb. Wspólnie mamy wypracować rozwiązania, które pozwolą chronić polski rynek przed niekontrolowanym importem warzyw, przywrócą opłacalność produkcji i umożliwią zbyt naszych produktów.

Na drodze krajowej nr 12 w Błaszkach, w powiecie sieradzkim protestowało w piątek prawie stu rolników. Na trasę krajową nr 25 w Skalmierzycach, między Kaliszem a Ostrowem Wielkopolskim również wyszło wczoraj ponad 100 rolników. Działania Unii Warzywno-Ziemniaczanej poparli producenci z innych powiatów województwa łódzkiego, Wielkopolski i woj. świętokrzyskiego, którzy również przygotowywać zaczęli protesty w swoich gminach.

- W geście dobrej woli skróciliśmy protest w Błaszkach do symbolicznego kwadransa, a potem pojechaliśmy wesprzeć naszych kolegów protestujących pod Ostrowem Wlkp. – dodaje Michał Kołodziejczak. – W ciągu 2-3 dni omówimy dalszą strategię i zdecydujemy, czy zawiesić, czy też kontynuować protesty.