Gdyby pieski nie trafiły do nas, to los mógłby je potraktować okrutnie; bo pewnie nie przeżyłyby ostatnich mrozów - powiedziała Nowicka.

Zdaniem pani kierownik zwierzęta narażone były na cierpienie, ponieważ ważące po 3 kg kołtuny na każdym z nich powodowały odparzenia i rany, "które jeszcze długo będą się goić".

- Przyklejający się do skołtunionej sierści śnieg zamieniał się w lód, co powodowało jeszcze większy ciężar i przysparzało im ogromne trudności w poruszaniu się, dlatego łatwo było je złapać i przywieźć do nas - dodała kierownik.

Na początku stan zwierząt nie pozwalał ocenić pracownikom schroniska ich płci.

- Dwie godziny walczyliśmy, by z grubsza ściąć te pakuły. Po wstępnym cięciu ukazały się sympatyczne mordki, które strasznie się cieszyły, że nie mają tego dziadostwa na sobie - komentują pracownice schroniska. Okazało się, że to dwie suczki w wieku ok. 5 i 2 lat, które nazwano Punia i Funia.

Zwierzęta otoczono opieką weterynaryjną i są przygotowywane do adopcji.

- Muszą iść w komplecie, bo żyć bez siebie nie mogą. Wyjazd Funi do weterynarza spowodował rozpacz u Puni - schowała się pod stół i nie chciała wyjść. Po powrocie radości nie było końca - mówią opiekunki.

Pracownicy martwią się, czy znajdzie się "dla nich wspaniały dom, taki na zawsze, taki, który je pokocha i pokaże im, że psie życie może być wspaniałe" - apelują. Zainteresowani mogą się kontaktować pod nr tel. 722 333 376.