Rolnicy-producenci trzody z powiatu piotrkowskiego wybrali się wczoraj na zakupy do dyskontu Biedronka. Chcieli sprawdzić, czy w markecie można kupić polską wieprzowinę. Jak stwierdzili po fakcie, oferta mięsa i produktów wieprzowych była na półkach sklepu naprawdę imponująca. Bez wątpienia polskie znaleźli jednak tylko mięso mielone i kości wieprzowe.

– Naszej akcji nadaliśmy hasło: "Kupujemy tylko z kodem 590", bo te cyfry przy kodzie kreskowym oznaczają produkty zrobione z polskiego mięsa. Oferta jest przebogata, ale znalezienie polskiej wieprzowiny przypomina szukanie igły w stogu siana – mówi Janusz Terka, producent trzody oraz przewodniczący "Solidarności" RI i izb rolniczych w powiecie piotrkowskim.

Uczestnicy akcji zakupili kilka produktów z oznaczeniem, sugerującym że zawierają krajową wieprzowinę, ale tylko na jednym z nich kod wyraźnie wskazywał, że to polskie mięso. W przypadku pozostałych – jak mówią rolnicy – pochodzenie surowca jest wątpliwe. Prawdopodobnie tak oznakowane wędliny i parówki zostały jedynie wytworzone w zarejestrowanym w kraju zakładzie.

– Na półkach można znaleźć wieprzowinę z Hiszpanii, Niemiec czy Belgii. To mięso musiało pokonać czasem wiele tysięcy kilometrów, a mimo to jest tanie. Czy to nie powinno budzić obaw co do jego jakości? – pyta Janusz Terka. – Choć jesteśmy w środku wielkiego zagłębia produkcji trzody, konsument w markecie nie może kupić mięsa od lokalnych producentów. To po prostu absurdalne i chore  – zaznacza.

– Jako rolnicy życzylibyśmy sobie w każdym markecie półki z produktami regionalnymi i uważamy, że konsumentom też to się należy. To dawałoby przecież gwarancje jakości i świeżości produktów – argumentuje związkowiec.

– Namawiamy konsumentów do patriotyzmu, ale jak mają kupować polskie produkty i wspierać polskich rolników, skoro polskiego mięsa w marketach nie ma? Jak mają znaleźć takie produkty, skoro stosowane oznaczenia zwyczajnie wprowadzają w błąd lub dezorientują?

Uczestnicy akcji mówią też, że promocja krajowego mięsa wieprzowego to fikcja, a pieniądze ściągane z rolników na fundusz promocji są najwyraźniej marnotrawione.– 70 procent żywności w takim markecie powinno być wyprodukowane w Polsce. Rząd nie potrafi jednak zadbać ani o interesy rolników, ani konsumentów - uważa rolnik i związkowiec Jacek Wlaźlak.

– Nic nie wskazuje na to, by odpowiednie służby systematycznie i codziennie kontrolowały te tiry z importowanym do nas mięsem. Łatwiej kontrolować nasze gospodarstwa i z rolników czynić przestępców – dodaje.

Piotrkowscy rolnicy podjechali pod Biedronkę starym Ursusem C-360. Jak powiedzieli, traktor ma symboliczne znaczenie.

– Jeśli szybko nic się nie zmieni, to tylko takie maszyny z epoki Gierka nam zostaną, bo wszystkie nowe ciągniki zabiorą nam z gospodarstw komornicy –mówi Wlaźlak. – Niektórzy mają nam za złe, że kupujemy niemieckie czy inne ciągniki, ale przecież polskich ciągników kupić się już nie da. Tak jak Ursus padł, tak i podobny los czeka prawdopodobnie nas. Chcielibyśmy tylko, aby rząd powiedział nam to wprost – dodaje rolnik. – My wyczerpaliśmy już chyba wszystkie dozwolone prawem środki, by o swoich problemach poinformować i nakłaniać rządzących do działania – zaznacza.