Kolejne przypadki ASF dotyczą gospodarstw położonych w powiatach: lubartowskim, hrubieszowskim, tomaszowskim i zamojskim. Utrzymywano w nich od sześciu do 59 świń - w sumie 128 sztuk.

Chorobę potwierdziły wyniki badań przeprowadzonych w krajowym laboratorium referencyjnym ds. ASF, czyli Państwowym Instytucie Weterynaryjnym w Puławach. "Inspekcja Weterynaryjna wdrożyła wszystkie procedury likwidacji ogniska ASF" - napisano w komunikacie.

Dotychczas w tym roku wykryto w Polsce 47 ognisk tej choroby, większość z nich - 31 - w woj. lubelskim. We wtorek w urzędzie wojewódzkim obradował Wojewódzki Zespół Zarządzania Kryzysowego, podczas którego dyskutowano o kierunkach działań oraz zadaniach dla służb, inspekcji i straży w zakresie profilaktyki i zwalczania ASF.

W obradach tych uczestniczył zastępca Głównego Lekarza Weterynarii Mirosław Welz. "Problem jest poważny, choć na szczęście lokalny. Zwalczanie ASF w całym kraju to nie tylko problem inspekcji weterynaryjnej i ministerstwa rolnictwa, ale wszystkich nas. To jest zwalczanie choroby, której skutki stanowią poważny problem ekonomiczny i poważne straty Skarbu Państwa" - powiedział Welz dziennikarzom.

Podkreślił, że oprócz działań mających na celu przerwanie łańcucha zakażeń, poszukiwanie i usuwanie ze środowiska padłych dzików, potrzebna jest intensywna redukcja populacji dzika na Lubelszczyźnie. "Odstrzał jest prowadzony cały czas, ale może on być prowadzony bardziej intensywnie przynajmniej na tych terenach, gdzie występują ogniska choroby" - zaznaczył.

Jego zdaniem potrzebna jest też większa czujność właścicieli gospodarstw w zachowaniu zasad bioasekuracji. "Gospodarstwo powinno być twierdzą nie do zdobycia dla wirusa ASF, ale aby to osiągnąć, populacja dzika musi być w tych rejonach zredukowana" - dodał Welz.

Dyrektor Państwowego Instytutu Weterynaryjnego - Państwowego Instytutu Badawczego w Puławach prof. Krzysztof Niemczuk przypomniał, że głównym rezerwuarem wirusa ASF i głównym źródłem zakażenia są dziki, przede wszystkim padłe. Jak podkreślił, wśród dzików padłych, aż 70 proc. ma ASF. W woj. lubelskim w tym roku na 804 wykryte przypadki tej choroby u dzików, prawie 680 dotyczyło znalezionych padłych zwierząt.

"Te dziki padłe, które wcześniej nie zostały odstrzelone, zalegają w środowisku, na polach, łąkach, w lasach, i ten wirus stamtąd jest zawlekany do gospodarstw. To jest olbrzymie zagrożenie teraz, kiedy mamy intensyfikację prac polowych" - zaznaczył Niemczuk. Przyznał, że to człowiek wprowadza wirusa do swojego gospodarstwa, ale - jak wskazał - "gdyby nie było tak olbrzymiej presji wirusa związanej z obecnością dzików, przede wszystkim padłych, nie mielibyśmy tylu ognisk w naszym województwie".

Wojewoda lubelski Lech Sprawka zapowiedział powołanie zespołu, który wypracuje program walki z ASF na terenie woj. lubelskiego. Jak tłumaczył, program ma obejmować dwa kierunki działań. Pierwszy dotyczy depopulacji dzika, czyli odstrzeliwania tych zwierząt oraz intensyfikacji poszukiwań padłych dzików, zaś drugi - doskonalenia bioasekuracji, czyli edukacji i informowania właścicieli gospodarstw, szczególnie tych mniejszych, o zasadach i znaczeniu zapobiegania wniknięciu wirusa ASF do gospodarstwa. Działania zespołu ma koordynować wicewojewoda lubelski Robert Gmitruczuk.

Sprawka powiedział, że obecnie przygotowywane jest rozporządzanie wojewody o sanitarnym odstrzale dzików.

Wojewoda zaznaczył, że w zwalczanie ASF zaangażowanych jest wiele służb, m.in. Wojsko Obrony Terytorialnej. "Będziemy prosili m.in. WOT o pomoc, aby przy wykorzystaniu m.in. dronów szukać, gdzie są padłe dziki, a przy wykorzystaniu dodatkowo technik termowizyjnych lokalizować, gdzie są żywe dziki" - dodał Sprawka.