Mładanowicz niedawno na łamach naszego serwisu farmer.pl opisał trudną sytuację na polach z powodu suszy i erozji wietrznej.

Teraz przedstawiamy w jaki sposób udało mu się w krótkim czasie uzyskać dodatkowe „źródło” do nawadnianie warzyw w uprawie ekologicznej, która posłuży do ich podlewania. Tematem zajmiemy się szerzej w następnych artykułach. Zaczynamy od relacji samego rolnika.

Nie trzeba bowiem nikogo przekonywać, zwłaszcza teraz, że Polska należy do grupy państw zagrożonych deficytem wody. Zjawisko suszy nasila się, co widać „gołym okiem”. Rolnictwo i sami producenci rolni doświadczają ogromnych problemów codziennie. Z danych rządowych wynika, że obecnie Polska magazynuje wodę w zbiornikach retencyjnych na poziomie ok. 4 mld m3, co stanowi tylko ok. 6,5 proc. objętości średniorocznego odpływu rzecznego.

- W zdecydowanej większości gospodarstw mamy tereny niewykorzystywane rolniczo. Są tego różne przyczyny, jednym z nich jest podzielenie tych działek rowami. To jest chyba najgorszy możliwy sposób, aby tę wodę zatrzymać. Ja dokonałem zatrzymania wody, tylko i wyłącznie w taki sposób, że zasypałem rów, który oczywiście jest moją własnością. Nie jest to rów przepływowy. To ma znaczenie – mówi w rozmowie z nami Rafał Mładanowicz.

I od razu wyjaśnia dlaczego jest to tak ważne?

- Jeśli zwracamy się do Wód Polskich z pytaniem o budowę zbiornika bądź możliwość zatrzymania wody, zgodnie z przepisami, otrzymujemy odpowiedź, że nie mamy takiego prawa, bo to one są ich właścicielem – dodaje.

I jak uzupełnia, najprostszym sposobem jest zatem poluzowanie przepisów, które będą umożliwiały zatrzymanie wody w jakikolwiek sposób na terenach prywatnych.

Na łąkach – gdzie powierzchnia nieużytków to prawie 8 ha, dzisiaj mam 4 ha lustra wody. Od 30 cm głębokości do 120 cm, fot. R. Mładanowicz
Na łąkach – gdzie powierzchnia nieużytków to prawie 8 ha, dzisiaj mam 4 ha lustra wody. Od 30 cm głębokości do 120 cm, fot. R. Mładanowicz

- Nie mam produkcji zwierzęcej, ale kupując ziemię, kupowałem nieużytki i też łąki nie mając pomysłu na ich wykorzystanie. Nie biorąc do nich żadnych dopłat w ubiegłym roku stwierdziłem, że gdzieś ta woda płynie mi przez 6-7 miesięcy, „idzie” rowem otwartym i ucieka. Dlatego w tamtym roku na jesień stwierdziłem, że zrobię sobie spiętrzenie i zobaczymy, jak woda będzie się nabierać. Co ciekawe okazało się, że w przeciągu dwóch tygodni to się udało. Ale trzeba pamiętać, że wówczas jesienią były opady deszczu – mówi Mładanowicz.

Jak dodaje, rolnik korzystał z nowych przepisów. – „Odbijałem się” po Wodach Polskich, po zlewniach rzek długo. Okazuje się, że u mnie w gminie mam trzy zlewnie rzek, bo podlegam pod Koszalin, Bydgoszcz i Piłę. Część rowu jest w jakiejś zlewni, inna w innej i jak zacząłem temat drążyć, to stwierdziłem, że rezygnuję. Pytanie czy ktokolwiek może mi wprowadzić sankcje za to co zrobiłem. Ale się tym nie przejmuję. Poza tym nie wyrażono mi zgody na wykopanie zbiornika, bo musiałbym wykonać procedury pozwolenia wodno-prawnego (powyżej tysiąca metrów kwadratowych). Ale i tak go wykopałem. On ma ok. 800 m kwadratowych i dwa metry głębokości, które są w najgorszym bagnie w sąsiedztwie łąk – dodaje rolnik.

Zbiornik ma ok. 800 m kwadratowych i dwa metry głębokości, fot. R. Mładanowicz
Zbiornik ma ok. 800 m kwadratowych i dwa metry głębokości, fot. R. Mładanowicz

Jak wygląda sytuacja dzisiaj mimo ogromnej suszy? - Zbiornik jest pełny, zamontowałem prowizoryczny przelew do studni, gdzie nadwyżka wody jest odprowadzana. Blisko trzy tygodnie temu jej stan się zatrzymał, więc się nic nie przelewa, tylko woda odparowuje. Natomiast na łąkach – gdzie powierzchnia nieużytków to prawie 8 ha, dzisiaj mam 4 ha lustra wody. Od 30 cm głębokości do 120 cm – podkreśla Rafał Mładanowicz.

Apeluje, aby każdy właściciel gruntów, rolnik, który ma możliwość zmagazynowania wody, mógł to zrobić w prosty przejrzysty i legalny sposób - oczywiście nie zalewając nikogo. W jego ocenie w ten sposób można zmagazynować miliony sześcienne wody.