We wtorek bladym świtem do drzwi ponad 20 rolników z powiatu piotrkowskiego w woj. łódzkim zapukali funkcjonariusze policji. Gospodarzy w kajdankach zawieziono do piotrkowskiej prokuratury na przesłuchania – poinformował Janusz Terka, szef powiatowej izby rolniczej i Solidarności RI, oraz producent trzody. Wśród zakutych w kajdanki rolników znalazła się również córka znanego związkowca Joanna Terka, która w relacji zamieszczonej na fejsbukowym profilu piotrkowskiej Solidarności opowiada o zdarzeniu.

- Policja zapukała do naszych drzwi o 6 rano. Na początku nie wiedzieliśmy o co chodzi. Ciężko myśleć, kiedy jest się w taki sposób wyrwanym ze snu. Okazało się, że jestem oskarżona i będzie się toczyło przeciwko mnie postępowanie - słyszymy w nagraniu. -Mam 24 lata i wiem jak to jest, kiedy nosi się kajdanki. Nie życzę nikomu takiej sytuacji. Wszystko bardzo długo trwało. Najpierw byłam na policji, później w prokuraturze. Wszystkie czynności zakończyły się dopiero po godzinie 14. Musiałam złożyć zeznania i zadecydować, czy przyznaje się do tego, że dzwoniłam do lekarza weterynarii i kazałam mu wystawić świadectwo zdrowia. Zrozumiałam to w ten sposób, że kazałam wystawić świadectwo zdrowia zwierząt w jakiś sposób niezgodny z prawem. Nie rozumiem w ogóle tych oskarżeń, są dla mnie absurdalne. Nie poczuwam się do żadnej winy – stwierdza Joanna Terka.

- Uważam, że w tych czasach, rolnik który jest na końcu tego łańcucha produkcji, jest i będzie gnębiony – mówi na koniec młoda rolniczka. - Rok temu jechaliśmy na policję, w tym roku też jedziemy na policję. Mam w związku z tym uwagę do rządzących: Najpierw gnębiliście starszych teraz młodych, zobaczycie że zostaniecie sami, bo w takim kraju nie da się żyć normalnie.

 

 

Z nieoficjalnych jeszcze informacji wynika, że wczorajsze zatrzymania rolników to efekt śledztwa prowadzonego po zawiadomieniu złożonym przez inspekcję weterynarii. Chodzi w nim o nieprawidłowości popełniane przez lekarzy weterynarii uprawnionych do wystawiania świadectw zdrowia zwierząt.

Rolnicy z powiatu piotrkowskiego kilkukrotnie zgłaszali naszej redakcji rozmaite przypadki patologii w tym zakresie – lekarze nagminnie odmawiali przyjazdu do gospodarstw i badania zwierząt, którym mieli wystawić świadectwa, ale zdarzało się, że domagali się nawet pokrycia fikcyjnych kosztów dojazdu. O takich nadużyciach, zgłaszanych przez rolników, kilkukrotnie pisaliśmy również na łamach Farmera. Prowadzone śledztwo to więc także pokłosie naszych artykułów.

 Według portalu Piotrkowski24, wśród zatrzymanych do wyjaśnienia znalazło się również trzech lekarzy weterynarii. Trudno jednak zrozumieć, czemu rolników, którzy przecież starali się ukrócić łamanie przepisów przez weterynarzy, potraktowano nie jak świadków w sprawie, a jak podejrzanych. Z doniesień, jakie otrzymaliśmy wynika, że zatrzymani rolnicy musieli wpłacać  kaucje pieniężne na poczet prowadzonego postępowania, oraz objęto ich dozorem policji.

- To przykre, że organa ścigania chcą z rolników uczynić kozły ofiarne w tej sprawie – komentuje Janusz Terka.