Wiatrak z Dobrocina stoi w północnej części olsztyneckiego Muzeum Budownictwa Ludowego, zwanego powszechnie skansenem. Wiatrak do 1950 roku pracował we wsi Dobrocin w gminie Miłomłyn, w latach 1964-65 translokowano go do Olsztynka. To młyn wiatrowy typu holenderskiego - w tego typu wiatrakach na specjalnych rolkach obracano czapę wiatraka tak, by jego skrzydła były skierowane w stronę wiatru. Dyrektor Muzeum Budownictwa Ludowego Ewa Wrochna podczas ceremonii "chrztu" wiatraka podkreśliła, że jest to jedyny w regionie cały drewniany holender z zachowanym mechanizmem. Jego remont kosztował 1,8 mln zł, pieniądze przekazał samorząd województwa.

- Wiatraki były nieodłącznym elementem krajobrazu Prus Wschodnich. Na przełomie XIX i XX wieku było ich jeszcze 150. Po wojnie w 1957 badania przeprowadzone przez Franciszka Klonowskiego, zasłużonego dla regionu etnografa, wskazały na istnienie w ówczesnym woj. olsztyńskim 111 wiatraków różnego typu. Jak szybko te zasłużone dla człowieka i jego pracy obiekty znikały z krajobrazu regionu niech świadczy fakt, że w 1974 na terenie tego województwa potwierdzono istnienie już tylko 28 wiatraków. Badania przeprowadzone w 2016 roku przez pracowników naszego muzeum wskazały na faktyczne istnienie w granicach naszego województwa 13 wiatraków objętych ochroną na podstawie wpisu do rejestru zabytków oraz 4 wiatraków znajdujących się w naszym muzeum - mówiła Wrochna podkreślając, że każdy z olsztyneckich wiatraków w ostatnim dziesięcioleciu został wyremontowany lub zakonserwowany.

Wiatrak z Dobrocina wymagał remontu m.in. dlatego, że w 2015 roku wichura połamała jego skrzydła.

Podczas ceremonii zakończenia remontu wiatraka i jego "chrztu" etnograf prof. Jan Święch zwracał uwagę na to, jak ważną rolę przez stulecia odgrywały wiatraki. Podkreślał, że ich wynalezienie i upowszechnienie w XIII wieku znacznie odciążyło kobiety, które przed erą młynów wodnych i wietrznych od trzech do pięciu godzin dziennie spędzały na obracaniu żaren, którymi rozdrabniały ziarno na mąkę. Prof. Święch zwrócił uwagę, że tej czynności poświęcone jest pierwsze zdanie zapisane w języku polskim w Księdze Henrykowskiej: - Dać, ać ja pobruszę, a ty poczywaj.

- Wiatraka nie budowano, wiatrak powoływano. Robota cieśli trwała dziewięć miesięcy, a wiele urządzeń w wiatraku miało antropomorficzne nazwy: głowica, szyja, palce, rękaw - wymieniał prof. Święch i podkreślał, że przed uruchomieniem wiatraka młynarz musiał się z nim zapoznać, oswoić. Szczególnie ważne było jego uruchomienie: młynarze mąką z pierwszego przemiału obsypywali dookoła młyńsko tj. obszar wyznaczony przez dyszel służący do obracania wiatrakiem. Potem codziennie rano, przed rozpoczęciem roboty młynarze, modlili się w imieniu swoim i wiatraka o dobry dzień pracy.

W olsztyneckim skansenie wiatrak mąką obsypywali wykonawca prac, dyrektor muzeum i marszałek województwa warmińsko-mazurskiego.

- Wiatrak porusza się chodzi, pracuje, mówi, gra, niedomaga, odpoczywa, śpi, żyje i czuje - jest jak człowiek. Jak nie ma takiego samego człowieka, tak nie ma takiego samego wiatraka. Każdy wiatrak ma swój charakter, jest niepowtarzalny - mówił prof. Święch i dodawał, że gdy wiatrak przestawał pracować, bo był zbyt wyeksploatowany nigdy w jego miejscu nie stawiano kolejnego. Etnograf przyznał, że dla młynarzy miejsce po wiatraku "jest jak cmentarz".

Muzeum w Olsztynku ma cztery wiatraki: paltraka z Schönfliess, koźlaka z Wodzian w gm. Małdyty (ten jest najstarszy, z XVIII w.) i paltrak z Ruskiej Wsi spod Mrągowa, który w skansenie jest od 1975 roku.

- Wszystkie nasze wiatraki są pod szczególną ochroną konserwatorską - zapewniła Wrochna.