Zgodnie z zapowiedziami wielkopolscy rolnicy mają przez 4 godziny spowalniać ruch na krajówce. Na trasę wyjechało około 70 ciągników. Akcja ma charakter protestu spontanicznego i nie jest firmowana przez żadną branżową czy związkowa organizację. Rolnicy wystosowali list otwarty w którym tłumaczą powody swojego wystąpienia. Czytamy w nim:

„Beznadziejna sytuacja na rynku trzody chlewnej zmusiła nas do wyjścia na ulicę. Jesteśmy niezrzeszonymi producentami trzody chlewnej z Wielkopolski. Widmo wczesnego bankructwa i brak skutecznego działania władz w sprawie zwalczania wirusa ASF (brak efektów w ciągu ostatnich 5 lat) wymaga radykalnych działań. Wirus ASF rozszerza się na obszar całego kraju, co zagraża naszym gospodarstwom i hodowli trzody chlewnej. Ciągłe obietnice już nas nie satysfakcjonują - żądamy konkretnych działań. W obietnice już nie wierzymy.”

Protestujący wysuwają pod adresem rządu pięć głównych postulatów:
- całkowitego wybicia dzików na terenie całego kraju w trybie natychmiastowym,
- oflagowania produktów żywnościowych (opis z którego państwa pochodzi produkt, a nie gdzie został zapakowany),
- wzmożonych kontroli wątpliwej jakości importowanego mięsa z UE do Polski,
- nałożenia na sieci marketów ustawowego obowiązku zakupu 20 – 30 procent produktów od lokalnych producentów z danego powiatu lub powiatów ościennych, na których sklep się znajduje
- zastosowania mechanizmów mających na celu poprawę sytuacji polskiej hodowli trzody chlewnej.

Jak czytamy dalej we wspomnianym piśmie, rolnicy uważają, że fundusze przeznaczane na walkę z ASF są marnotrawione, a podejmowane dotąd działania iluzoryczne i nieskuteczne. W liście czytamy: „My rolnicy odnosimy wrażenie, że instytucjom tym wcale nie zależy na zwalczeniu wirusa ASF, gdyż obawiają się utraty źródła dochodów. Nie widzimy żadnych efektów tych działań, a pieniądze są wydawane. Wirus coraz to bardziej się rozprzestrzenia na terenie naszego kraju, wykryto 3267 ognisk pomoru od lutego 2014 roku. Tracą na tym przede wszystkim hodowcy trzody chlewnej - oni ponoszą straty finansowe nieudolnego zwalczania wirusa ASF. Zostają im narzucane kolejne obowiązki, co generuje kolejne koszty dla producentów trzody chlewnej. Od 5 lat stale i systematycznie tracimy na sprzedaży tuczników, gdyż otrzymujemy od czasu wykrycia wirusa ASF w Polsce cenę o 6 euro centów niższa od ceny niemieckiej, a obecnie nawet o 12 euro centów. Przed pojawieniem się ognisk wirusa ASF na terenie naszego kraju obowiązywała w Polsce cena niemiecka. Przez to w skali roku (od 5 lat) ponosimy duże straty. Ponadto przez wirus ASF możliwości eksportu wieprzowiny poza granice kraju zostały mocno ograniczone, co generuje dodatkowe straty. Zaistniała sytuacja ma wpływ na obniżanie ceny tuczników.”

O bezczynność i pozorowane działania rolnicy oskarżają zarówno resort rolnictwa, służby weterynaryjne i państwowe instytuty, jak i Polski Związek Łowieckiego. „Ościenne państwa podejmują działania wybijania dzików, a w naszym kraju minęło 5 lat i obserwujemy brak pomysłu ze strony odpowiednich organów na wybicie dzików. Myśliwi na grupach dla pasjonatów wzajemnie nawołują się do celowego nie wykonywania postanowień ministerstwa i PZŁ, nie strzelania dzików, co daje nam powody by sądzić, że planowane działania nie zostaną odpowiednio spełnione. Żądamy działań w trybie natychmiastowym i zaangażowania wojska w celu zupełnego wybicia dzików. Na przykładzie Czech (w których dziki zostały wybite i wirus ASF został zatrzymany) widzimy, że jest to działanie skuteczne!” – piszą w swoim apelu wielkopolscy producenci trzody.

Ronicy krytycznie oceniają również działalność związków i organizacji rolniczych, które w ich opinii nie zrobiły dotąd nic, by polskim rolnikom pomóc i tragicznej sytuacji w branży przeciwdziałać. Marnotrawione ich zdaniem są także pieniądze przeznaczone na funkcjonowanie Funduszu Promocji Mięsa Wieprzowego. Wielkopolscy producenci trzody zapowiadają jednocześnie, że dzisiejszy protest może być jedynie pierwszym z wielu podobnych, jeśli ich postulaty nie będą realizowane.

 ***

W południe protestujący rolnicy wjechali do Piły, by na ręce starosty pilskiego złożyć swoje postulaty. Dotąd rolnicy blokowali głównie krajowa jedenastkę, powodując na trasie spore korki. O godz. 15 rolnicy zamierzają wjechać do centrum Piły i zablokować główne rondo w mieście. Póki co obecna na miejscu policja nie podejmowała żadnych interwencji.

***

Do blokady centrum Piły ostatecznie nie doszło. Jak relacjonuje nam uczestniczka protestu, policja zaczęła rozbijać kolumnę ciągników, wpuszczając samochody osobowe. Następnie policjanci zaczęli zatrzymywać traktory i legitymować rolników, grożąc mandatami. Ostatecznie funkcjonariusze zorganizowali objazdy, przez co akcja stawała się bezcelowa. W tych okolicznościach rolnicy zdecydowali o zakończeniu protestu.