Stacja TVN24 doniosła właśnie powołując się na słowa ministra Jana K. Ardanowskiego, że stado krów z Deszczna nie trafi do uboju. Minister miał oznajmić, że zwierzęta zostaną odizolowanie w jednym z państwowych gospodarstw. - Tam zostaną przebadane, wprowadzone do systemu identyfikacji zwierząt, czyli zakolczykowane. Jeżeli się okażą zdrowe, będziemy szukali rolników, którzy będą je chcieli kupić - powiedział Ardanowski. To efekt dzisiejszych rozmów ministra rolnictwa i Głównego Lekarza Weterynarii.


Nieco wcześniej w obronie krów z Deszczna wystąpił lider rządzącej partii Jarosław Kaczyński. -Dzikie krowy trzeba ocalić, to jest kwestia humanitarna - powiedział prezes PiS. Nadzieję na rozwiązanie patowej sytuacji i jednocześnie ocalenie bydła wyraził również prezydent Andrzej Duda. Ardanowski przyznał, że opinia Jarosława Kaczyńskiego wiele zaważyła na tej decyzji, ale była ona również konsultowana ze służbami Komisji Europejskiej.


Liczące obecnie 179 sztuk stado krów od 10 już lat błąka się w okolicach Deszczna, niszcząc uprawy okolicznym rolnikom. Mimo licznych skarg nikt wcześniej nie rozwiązał tego problemu. Oficjalnie krowy miały właściciela, tyle że nie był on w stanie zapewnić zwierzętom paszy ani opieki weterynaryjnej. Dał więc swoim krowom „wolność”, by same zadbały o swoje potrzeby. Rolnik unikając odpowiedzialności nie rejestrował też nowych cielaków, a krowy rozmnażały się poza kontrolą.


Gdy jednak niedawno Powiatowy Lekarz Weterynarii wydał decyzję o wybiciu bydła, w związku z zagrożeniem epizootycznym, okolicznym gospodarzom „kamień spadł z serca”. Zaraz jednak rozgorzała kampania w obronie „dzikich krów”, rozpętana przez obrońców zwierząt. Przy spędzonym do zagrody bydle straż zaciągnęli aktywiści, by w razie czego nie dopuścić do rzezi niewinnych krów. Pod petycją-apelem do władz o ocalenie zwierząt podpisało ponad 60 tysięcy osób. Główny Lekarz Weterynarii mimo to podtrzymał decyzję lekarz powiatowego o wybiciu stada. Wygląda jednak na to, że zmienił zdanie…