Daniel U., właściciel posesji we wsi Szołajdy, w gminie Chodów, w powiecie kolskim (woj. wielkopolskie) usłyszał zarzuty nielegalnego składowania niebezpiecznych odpadów, sprowadzenia zagrożenia dla zdrowia i życia mieszkańców wsi, oraz spowodowania obniżenia jakości wody, gleby i powietrza – poinformował Głos Wielkopolski. Sprawą zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Koninie. Danielowi U. grozi kara 5 lat więzienia.


W toku prowadzonego śledztwa ustalono, że to sam 34-letni gospodarz zwoził na swoją posesję toksyczne chemikalia, które składował na naczepie tira, w pomieszczeniach gospodarczych i na podwórzu. Gdy jego działalność zaczęła niepokoić sąsiadów, zaczął niebezpieczne odpady zakopywać na działce. Wówczas mieszkańcy powiadomili służby.


Do dziś nie wiadomo jakie ilości trujących substancji znajdują się na posesji w Szołajdach. Z uwagi na niebezpieczeństwo uszkodzenia i rozszczelnienia zbiorników nie dokonano szczegółowej inwentaryzacji składowiska. Wiadomo jednak, że chodzi o tysiące litrów rozmaitych toksycznych cieczy, które zagrażają zarówno skażeniem gleby, wód gruntowych i powietrza, jak i tworzą ogromne zagrożenie pożarowe. Biegli, którzy zbadali pobrane próbki stwierdzili, że w razie wymieszania niektórych cieczy może dojść do wybuchu lub samozapłonu.


W rozmowie z Głosem Wielkopolskim prokurator Aleksandra Marańda poinformowała, że właściciel składowiska zobowiązał się do jego usunięcia i powiadomił już, że podjął w tym celu współpracę ze specjalistyczną firmą. Sąd dokonał zabezpieczeń na majątku Daniela U. oraz wydał mu zakaz opuszczania kraju.


O ukaranie Daniela U. szczególnie zabiegał wójt gminy Chodów Marek Kowalewski, który walczy również o jak najszybsze zlikwidowanie składowiska. Mieszkańcy wsi skarżą się na różnorakie dolegliwości, które powodować mogą ulatniające się ze składowiska substancje. Mimo usilnych starań, by neutralizacją zagrożenia i utylizacją toksycznych chemikaliów zajęły się państwowe służby, nikt nie chce pokryć kosztów tej operacji. Małej, wiejskiej gminy zwyczajnie na taki wydatek nie stać. Nie pomogły apele do wojewody, premiera ni szefów właściwych dla sprawy resortów. Mieszkańcy gminy od jesieni ubiegłego roku żyją na prawdziwej bombie ekologicznej.