Wieloletni pracownik zakładów mięsnych w Radzionkowie, w powiecie tarnogórskim (woj. śląskie), postanowił dorobić do pensji i szybko spłacić długi. Plan był prosty: 31-latek zauważył, że w zakładowej chłodni czeka przygotowany wcześniej z rozbioru karczek, łopatka i filet. Pozostało tylko znaleźć kogoś, kto wywiezie mięso.

Nadarzyła się okazja, bo pod rampę przyjechali kierowcy, których pracownik kojarzył z wcześniejszych dostaw. Mężczyźni się dogadali i wykorzystali moment, w którym z ich samochodu wyciągano pojemniki z towarem i wkładano puste. Po chwili pojemniki pełne mięsa były już załadowane i samochód opuścił teren zakładów.

Do tego momentu wszystko szło po myśli pomysłodawcy. Pracownik nie pomyślał jednak o działającym na terenie firmy monitoringu, który nagrał moment kradzieży. Gdy właściciel zorientował się, że został okradziony przejrzał nagrania monitoring i zawiadomił policję. Stróże prawa zabezpieczyli zapis z kamer i zatrzymali 31-latka. Mężczyzna przyznał się do popełnionego czynu.

Policjanci ustalili trasę przejazdu samochodu pozostałych sprawców. Mężczyźni po południu ponownie przyjechali do zakładu, z którego wcześniej skradli mięso. Tym razem czekali na nich mundurowi. 42 i 40-latek początkowo nie przyznawali się do popełnionego czynu. Dopiero po okazaniu im filmu z monitoringu mężczyźni oświadczyli, że skradli mięso i sprzedali je za kwotę 2 tys. zł.

Całej trójce wymierzono karę 3 miesięcy pozbawienia wolność w zawieszeniu na 2 lata. Złodzieje muszą też zapłacić za skradziony towar oraz pokryć koszty postępowania sądowego.