Rzeczniczka poinformowała, że generalnie pogłowie drobnej zwierzyny spada, m.in. zajęcy, kuropatw, a rośnie populacja zwierzyny grubej - dzików, saren, jeleni, łosi. Według statystyk Lasów Państwowych obecnie jest w Polsce 180 tys. jeleni, 800 tys. saren i - najwięcej od początku prowadzenia statystyk - 250 tys. dzików.
Matysek podkreślił, że jeszcze 20 lat temu populacja zająca wynosiła ponad 2 mln sztuk, z których pół miliona rocznie odstrzeliwano i tyle samo odławiało na eksport. - Teraz pozostało może pół miliona tych zwierząt. Taki spadek populacji musi z czegoś wynikać, nie ma skutku bez przyczyny - podkreślił Matysek. Myśliwi polują rocznie jedynie 17-19 tys. zajęcy.
Przypomniał, że kilka lat temu mówiło się o "zajęczym AIDS", z powodu którego miała ginąć ich populacja. - Teraz wiadomo, że była to choroba dróg rodnych samic zajęcy, która zdarzała się już wcześniej - powiedział rzecznik.
- Problemem dla zajęcy jest generalna zmiana na wsi - z jednej strony zmiana rodzaju upraw - uprawia się więcej kukurydzy, której zając nie je, a zmniejszył się areał buraków cukrowych, czy ziemniaków. To oznacza, że większa populacja nie miałaby co jeść - tłumaczył.
Matysek przypomniał też o większym obecnie stosowaniu nawozów sztucznych. Podkreślił, że nawozy i chemikalia trafiające na pola zabiją, albo upośledzają zwierzęta i powodują ich choroby. Prowadzi to do zmniejszenia populacji.
Problemem dla drobnych zwierząt i ptaków są też wielkopowierzchniowe gospodarstwa rolne. - Oznacza to brak miedz, jednorodne uprawy i brak miejsca, gdzie zające mogłyby się rodzić, schronić i żyć. Pokazują to statystyki - najwięcej zajęcy jest w woj. kieleckim i w Małopolsce - tam, gdzie gospodarstwa są rozdrobnione, dzielone miedzami - tłumaczył.
- W dużych gospodarstwach wycięto wszystkie tzw. remizy śródpolne, gdzie kuropatwa, bażant, czy zając oraz ptaki miały się gdzie skryć - nie zrobią tego na wielkim, pustym polu. Takie zadrzewienia zatrzymują też wilgoć - dodał.
Problemem jest też modernizacja rolnictwa, bo zamiast maszyn ciągniętych przez traktor, czy starszego typu kombajnów, na pola podczas żniw wyjeżdżają olbrzymie maszyny, często z kilkunastometrowymi ostrzami tnącymi, przed którymi zwierzęta nie mają szans uciec. Nie dotyczy to jedynie zajęcy, giną tak też na przykład sarny - powiedział.
W ocenie rzecznika PZŁ plagą w lasach, wyniszczającą małe zwierzęta, są wałęsające się psy. PZŁ szacuje, że jest ich w Polsce ok. 5 mln. Wiele zwierząt ginie też pod kołami samochodów, których z każdym rokiem jest więcej - dodał.
Oprócz zagrożeń ze strony człowieka, zając ma też swoich naturalnych wrogów, z których najpoważniejszym jest lis. Jego dwustutysięczna populacja jest dużym zagrożeniem dla zająca. Żeby chronić zające myśliwi strzelają rocznie nawet 150-170 tys. szt. Na terenach, gdzie introdukowane są bażanty, kuropatwy i zające - czyli w 90 proc. obwodów - prawo pozwala strzelać do lisów cały rok.
W sezonie 2010/11 w kraju myśliwi wypuścili ok. 4 tys. hodowanych zajęcy. Najwięcej - bo ponad 300 szt. - w okręgach poznańskim, katowickim, opolskim i leszczyńskim.
Zając jest też zagrożony ze strony ptaków drapieżnych. Nawet myszołów, który zjada małe zwierzęta, poluje na niedawno urodzone zające. - Gdy się rodzą, nie są wielkie, mieszczą się na ludzkiej dłoni, drapieżny ptak nie gardzi taką zdobyczą - podkreślił Matysek.
Ze statystyk PZŁ wynika, że od 1985 r., gdy stan zajęcy szacowano na 1,3 mln sztuk, populacja spadała do 446 tys. w 2005 r. Od tego roku powoli podnosi się do obecnych ponad 500 tys. W sezonie 2010-11 myśliwi pozyskali łącznie 17,3 tys. zajęcy, przy odstrzałach w latach 2001-03 na poziomie 65-69 tys.
Komentarze