To jedyne miejsce we Francji, gdzie nasze owce mogą czuć się jeszcze bezpieczne - pod takim hasłem 50 rolników rozpoczęło protest w parku królewskim koło słynnego Luwru. Rolnicy zdecydowali się na strajk w stolicy, ponieważ ich wcześniejsze apele nie przyniosły żadnych efektów. Teraz liczą, że w stolicy Francji ich problemy zostaną lepiej dostrzeżone. - Nie ukrywam, że zainteresowanie mediów jest tu dużo większe niż w naszym regionie, szkoda tylko zwierząt, które tutaj musieliśmy przywieźć. Chcemy zwiększenia odstrzału wilków, bo przecież statystyki nie kłamią. Z drugiej strony zdajemy sobie sprawę z tego, że lobby ekologów we francuskim parlamencie jest ogromne i ciężko nam będzie przeforsować nasze racje - przyznaje Claude Durand, rolnik z okolic Toul.

Tylko w tym roku ponad 9 tysięcy owiec zostało zabitych przez grasujące watahy wilków, ich ofiarami było również około 100 sztuk bydła. Jak przyznają eksperci, w ciągu siedmiu lat straty rolników spowodowane działalnością wilków wzrosły trzykrotnie.

- W zeszłym miesiącu straciłem 10 owiec. Wie pan, że od tego czasu nocuję w śpiworze na dworze? Po prostu boje się o moje stado - przyznaje Joel Giordan.

Pojawiła się jednak mała szansa, że protest przyniesie efekt. Francuscy parlamentarzyści zapowiedzieli, że będą czynili starania by zawiesić status wilka jako gatunku ściśle chronionego. Aby  tak się stało sprawa musi trafić pod głosowanie Parlamentu Europejskiego. Francuzi w tej sprawie nie powinni być jednak osamotnieni. Z podobnym problemem zmagają się hodowcy z Hiszpanii, Włoch, a także Polski. Wilk jest gatunkiem priorytetowym dla Wspólnoty Europejskiej, ujętym w IV załączniku Dyrektywy Siedliskowej.

To nie pierwszy tego rodzaju protest Francuzów. W 2014 roku około 300 owiec pasło się w parku w okolicy wieży Eiffla.  Wówczas również apelowano o zwiększenie odstrzału wilków.