Około 10-12 lat temu większość ukraińskich rolników zdała sobie sprawę z jednej ważnej rzeczy - jeśli masz własny magazyn, to możesz zachować zebrane plony do kwietnia-maja i sprzedać je dwa razy drożej. Dzięki temu na Ukrainie gwałtownie zintensyfikowano budowę silosów o objętości od 10 do 50 tys. ton. Ich ogromne odpowiedniki o pojemności od 50 do 100 tys. ton powstały również na węzłowych stacjach kolejowych oraz w pobliżu portów morskich. Cała ta infrastruktura miała na celu jak najszybszy i najwygodniejszy transport zboża nad morze.

Teraz, prawie wszystkie nasze porty morskie są zablokowane. Po pierwsze, Rosjanie rozrzucili tysiące min morskich wzdłuż szlaków do Bosforu, niektóre z nich pochodzą z II wojny światowej. Co więcej, zgodnie ze swoim zwyczajem obwiniali za to... Ukrainę.
Po drugie, połowa naszych portów morskich jest zajęta. Z resztą mało prawdopodobne jest, aby chociaż jeden statek handlowy zdołał wypłynąć - strzelą do niego, a potem powiedzą, że zrobili to Ukraińcy ...

Krótko mówiąc, teraz ukraińscy rolnicy nie mogą sprzedawać swoich zapasów zboża i wielu z nich pozostaje bez pieniędzy. Do tego dochodzi fakt, że za półtora miesiąca rozpocznie się zbiór pszenicy, jęczmienia, rzepaku i grochu. Słonecznik, soja i kukurydza pójdą w ich ślady. Co zrobić z nowymi dziesiątkami milionów ton zboża, jeśli w tej chwili większość spichlerzy jest przeładowana? A co najważniejsze: czy uda się sprzedać chociaż część tego plonu?

Ukraińscy rolnicy eksportują zboża przez Polskę i Rumunię

Prawie wszyscy rolnicy, z którymi rozmawiałem, próbują rozwiązać ten problem, dostarczając zboże bezpośrednio przez Rumunię lub Polskę koleją lub drogą. Ale o ile rozumiem, to nie rozwiązuje problemu. Na przykład do Rumunii zboże musi być transportowane trasą, którą wróg regularnie bombarduje rakietami. I z niepotwierdzonych informacji wynika, że jeden z kluczowych mostów został już tam zbombardowany.

Trasa przez Polskę wygląda znacznie bardziej obiecująco – jest bezpieczniejsza, a dodatkowo na granicy ukraińsko-polskiej są znacznie wygodniejsze przejścia. Nic więc dziwnego, że 16 maja rządy Polski i Ukrainy podpisały porozumienie o uproszczonym eksporcie ukraińskiego zboża przez Polskę. Oznacza to w szczególności wzrost liczby pracowników na granicy, a także przyspieszenie odpraw ładunków.

Generalnie budzi to pewne nadzieje, że problem da się częściowo rozwiązać. Ale nic więcej...

Eksport zboża z Ukrainy przez Polskę jest niewystarczający 

Kilka dni temu rozmawiałem z właścicielem dużej firmy rolniczej z zachodniej Ukrainy. Dokładnie przestudiował tę kwestię i twierdzi, że obecne możliwości infrastrukturalne Polski są dokładnie 10 razy mniejsze niż to, co jest potrzebne do eksportu zboża z Ukrainy. Oznacza to, że po prostu nie są one przeznaczone do dodatkowego przepływu plonów w ilościach dziesiątek milionów ton, ponieważ wcześniej nie było takiej potrzeby. Jest mało prawdopodobne, że ten problem zostanie szybko rozwiązany.

Spróbuj też przewieźć 20 milionów ton zboża ciężarówkami i wagonami kolejowymi - wymaga to fantastycznej ilości technologii, a poza tym na granicy nastąpi prawdziwy upadek.

Jednocześnie czas goni ukraińskich rolników. Jak niedawno stwierdziła ONZ, dosłownie za 10 tygodni, a może wcześniej, w wielu krajach świata rozpocznie się głód, jeśli nie zostanie tam sprowadzone zboże z Ukrainy. Ukraińscy rolnicy też nie mogą długo czekać, bo kończą im się pieniądze, a żadne pożyczki nie rozwiążą tego problemu.

Tak, rolnicy próbują coś zrobić, aby zapobiec upadkowi. Szybko odnawiają stare magazyny i farmy, zamieniając je w prowizoryczne spichlerze. Dodatkowo zamawiane są rękawy polietylenowe do przechowywania kukurydzy. Ale to nie pozwala rozwiązać problemu, a jedynie cofnąć go w czasie.

Okazuje się, że jedynym sposobem na wznowienie eksportu zboża z Ukrainy jest odblokowanie portów morskich. To rozwiązanie dostrzegają także w Unii Europejskiej. Pojawiły się wieści, że państwa NATO mogą sformować całą eskadrę okrętów wojennych, aby pomóc w transporcie zboża z zajętych przez Rosjan portów.

W mojej opinii, to rozwiązanie nie wydaje się być prawdopodobne. Jeśli kraje Zachodu boją się bezpośredniej wojny z Rosją, to ochrona statków ze zbożem oznacza zwiększone ryzyko. Nie mam również wątpliwości, że wówczas Rosja uciekłaby się do prowokacji.

Dlatego jedynym niezawodnym sposobem na odblokowanie ukraińskich portów i nakarmienie naszym zbożem głodujących ludzi na świecie jest dostarczenie Siłom Zbrojnym Ukrainy skutecznej broni przeciwokrętowej. Po zatopieniu okrętu flagowego rosyjskiej Floty Czarnomorskiej, krążownika Moskwa, wróg przez kilka tygodni milczał na morzu. Rosyjskie statki zaczęły ukrywać się w swoich odległych portach. Jeśli zatopimy jeszcze kilka dużych statków, możemy stworzyć bezpieczną strefę dla statków handlowych.