Rzeka Dniepr dzieli Ukrainę na dwie w przybliżeniu równe części. 90 lat temu stalinowskie władze rozpoczęły budowę kaskady ogromnych zbiorników na Dnieprze. W 1947 r. rozpoczęto budowę ogromnej zapory o powierzchni 2155 kilometrów kwadratowych.

Z ekonomicznego punktu widzenia umożliwiło to rozwiązanie kilku kwestii jednocześnie. Po pierwsze, uzyskano energię elektryczną z nowych elektrowni wodnych. Po drugie, uczyniło z Dniepru rzekę żeglowną. I wreszcie pomogło w zaopatrzeniu suchych południowych regionów Ukrainy w wodę.

Zapora Kachowska oznacza zmiany w rolnictwie na południu Ukrainy

Decyzja ta całkowicie zmieniła sytuację klimatyczną i gospodarczą na południu Ukrainy, w szczególności w obwodach chersońskim i mikołajowskim, a także częściowo w sąsiednich obwodach dniepropietrowskim i zaporoskim. W końcu wody Zalewu Kachowskiego zalały setki wiosek i miasteczek, a wraz z nimi - unikalne naturalne krajobrazy, które zdeterminowały klimat w regionie.

Ogromny region Chersonia z żyznymi czarnoziemami stał się całkowicie zależny od nawadniania. Zbudowano tu tysiące dużych i małych kanałów, z których wodę kierowano na pola w celu nawadniania. Dziesiątki tysięcy lokalnych drobnych rolników uprawiało warzywa, arbuzy i melony, które żywiły całą Ukrainę. W większych gospodarstwach nawadniano słonecznik, kukurydzę i soję. Uprawiali tu także ryż i eksperymentowali z innymi uprawami, nawet z bawełną.

Bez nawadniania rolnictwo w regionie Chersonia  jest zagrożone

Bez nawadniania w regionie Chersonia można było uprawiać tylko niewielkie uprawy pszenicy ozimej i jęczmienia, a także słonecznika. To prawdziwa strefa rolnictwa o podwyższonym ryzyku, które było uzależnione od sporadycznych opadów i możliwości finansowych rolników do instalowania systemów nawadniających na swoich polach.

Melony i arbuzy z Chersońszczyzny

Niemniej jednak w regionie Chersoniu co roku uprawiano średnio 3 miliony ton zboża i dużą liczbę roślin warzywnych. W sierpniu cała Ukraina czekała na smaczne i tanie chersońskie melony i arbuzy, które stały się prawdziwą regionalną marką.

Jednocześnie nie wszyscy Ukraińcy byli zadowoleni, że tak potężna rzeka jak Dniepr została zakuta w kajdany, tworząc gigantyczny sztuczny zbiornik. Przecież kaskada zbiorników zaczyna się pod Kijowem na północy kraju i ciągnie się niemal do Morza Czarnego. Na dnie tych zbiorników znajduje się wiele milionów ton zanieczyszczeń, w tym radioaktywnych, które dostały się tam po wybuchu elektrowni atomowej w Czarnobylu. 

A co najważniejsze, podświadomie postrzegaliśmy te zbiorniki jako tykającą bombę zegarową. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby jedna z tam nie wytrzymała naporu wody. To byłaby prawdziwa apokalipsa. I niestety nasze obawy się sprawdziły...

Wysadzenie zapory Nowa Kachowka

6 czerwca 2023 r. Rosjanie wysadzili w powietrze najniższą zaporę na Dnieprze, która utrzymywała zbiornik Kachow. Gigantyczna masa wody spłynęła do morza, zmywając wszystko po drodze: ludzi, zwierzęta, budynki, wszystko, co napotkała po drodze. Nadal nie możemy dokładnie ocenić skali katastrofy, ponieważ lewy brzeg Dniepru w obwodzie chersońskim jest kontrolowany przez Rosjan. Można mówić o setkach i tysiącach ofiar wśród ludności cywilnej. Dziesiątki tysięcy ludzi straciło swoje domy. Ponadto woda zmyła cmentarze, kanały ściekowe, magazyny chemiczne i miejsca pochówku zarażonych zwierząt gospodarskich. Wszystko trafiło do Morza Czarnego i oczywiście do Morza Śródziemnego.

Wojskowa celowość takiego działania ze strony wroga była tymczasowa. Obecnie Dniepr powrócił na swój dawny bieg, a błoto stopniowo wysycha. W razie potrzeby wojska ukraińskie będą mogły przejść na lewy brzeg dnem dawnego zbiornika.

Jednak zbrodniczy plan wroga zakładał coś więcej. Jest to taktyka spalonej ziemi, którą stosują Rosjanie w wyniku upadku ich planów przejęcia Ukrainy. Faktem jest, że, jak już powiedziałem, uprawa zbóż w obwodzie chersońskim, a także częściowo w mikołajowskim, zaporoskim i niektórych innych regionach całkowicie zależała od wody zgromadzonej w Zbiorniku Kachowskim.

Nawadnianie było ważnym elementem rolnictwa południa Ukrainy

Wchodziło tam zarówno na potrzeby picia, jak i nawadniania, a spadało w postaci deszczu, ponieważ ogromny sztuczny zbiornik stał się czynnikiem klimatotwórczym. Z wody tej korzystały również duże fabryki. Zniszczenie tamy automatycznie zamienia ukraińskie południe w pustynię.

Oznacza to, że żaden rolnik nie będzie w stanie nawodnić upraw o objętości większej niż kilka arów - po prostu nie będzie na to wystarczającej ilości wody. Studnie, fontanny i stawy wyschną, jeśli jeszcze do tego nie doszło. W regionie ilość rocznych opadów, których i tak prawie nie było, gwałtownie spadnie. Co robią ci ludzie, którzy nadal tam mieszkają? Oczywiście wyjadą do innych regionów Ukrainy, zamieniając się w uchodźców klimatycznych.

Co robią rolnicy, którzy zainwestowali setki tysięcy i miliony dolarów w irygację? Nawet nie mogę sobie wyobrazić. To są straszne straty, które zrujnują wielu.

Uprawa zbóż na południu Ukrainy pod znakiem zapytania

Wielkość uprawy zbóż zmniejszy się zarówno bezpośrednio w regionie Chersoniu, jak iw regionach sąsiednich. Nie chcę dokładnie przewidywać, ale mówimy o milionach ton chleba i warzyw. W rezultacie ucierpi również ludność krajów afrykańskich i azjatyckich, które kupowały zboże z Ukrainy.

Widziałem już prognozy dotyczące tego, co stanie się z tym regionem w najbliższej przyszłości. Już za 4-5 lat region Chersonia może zamienić się w pustynię. Nawet jeśli jutro ponownie zbudujemy zaporę i odbudujemy Zbiornik Kachowski, jest mało prawdopodobne, że uda nam się naprawić sytuację nawet za 10 lat.

Szczerze mówiąc to jedno z największych przestępstw przeciwko środowisku, jakie można popełnić w całej Europie. A najeźdźcy zrobili to bez wahania. Dlatego bardzo poważnie traktujemy zagrożenie wybuchem w elektrowni jądrowej Zaporoże, znajdującej się w pobliżu - w sąsiednim regionie. Okupanci zdobyli tę elektrownię jądrową w pierwszych tygodniach wojny i całkowicie ją zaminowali. Zniszczenie tamy pokazało, że Rosjanie nie cofną się przed żadną zbrodnią, więc osobiście nic mnie nie zdziwi.

Myślę, że nie tylko Ukraińcy powinni się martwić. Stale czytam rosyjskie kanały internetowe i muszę powiedzieć, że nastroje w społeczeństwie są identyczne jak w hitlerowskich Niemczech przed inwazją na Polskę. Tylko tym razem rola Polski przypadła Ukrainie.

Czują do nas dosłownie irracjonalną nienawiść – do Ukraińców, Polaków, Litwinów, Łotyszy, Estończyków. Albo musimy być tym, czym oni chcą, żebyśmy byli, albo nie możemy istnieć. Codziennie czytam wezwania różnych Rosjan na forach internetowych w sprawie rakiet nuklearnych na Warszawę, nie mówiąc już o Kijowie czy Lwowie. Chcą nas zabić i należy to potraktować bardzo poważnie. Jeśli będą mieli okazję wysadzić coś nad Wisłą, Rosjanie to zrobią.

Jest tylko jeden sposób, aby oprzeć się całemu temu horrorowi - nie bać się, nie walczyć między sobą i dobrze wykonywać swoją pracę. Z jakiegoś powodu jestem przekonany, że ukraińscy rolnicy pracujący na południu nie cofną się przed pustynnieniem i coś wymyślą. Dostosują się, ale nie odpuszczą. Nie mogą zrobić inaczej.