Jeśli jeszcze nie domyślacie się o kogo chodzi, spieszę z wyjaśnieniem – to polscy działkowcy, często już emeryci, którzy swoje rozsiane po miastach ogródki traktują jak drugi dom. Rząd znalazł środki finansowe i dorzuci im trochę kasy. W sumie przeleje na konta działkowców 50 mln złotych, po tym jak zostaną wypracowane zasady pomocowe, zebrane i zatwierdzone wnioski do wypłaty. Wszystkim zajmie się Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa przy udziale Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska.

Nic by w tym złego nie było, jednakże jest kilka „ale”, bo jak sięgnę pamięcią nie mogę się doszukać podobnego międzyresortowego programu, który niósł by pomoc rolnikom. Być może to przedstawienie w wykonaniu rządu umknęło by mojej uwadze, jednakże wziął w nim udział wicepremier i minister rolnictwa oraz były minister rolnictwa, a obecnie szef resortu funduszy i polityki regionalnej.

Wspomniane światła kamer, przy których ogłaszano rządowe wsparcie dla działkowców, raziły polityków dość mocno, bo przy okazji podpisywania porozumienia na rzecz działkowców wypowiadali się w sposób, lekko mówiąc dość zawiły. Panowie kluczyli, jak nigdy i szukali wytłumaczenia dla upłynnienia wspomnianych 50 dużych „baniek”. Przepraszam za kolokwializm, ale udzielił mi się nastrój rzeczonej konferencji, bo merytoryki na niej było niewiele.

Ostatnimi czasy wszyscy mówią o bezpieczeństwie żywnościowym, co zresztą jest uzasadnione w kontekście wojny w Ukrainie. Tego tematu nie będą teraz rozwijał, bo jemu już dużo czasu zostało poświęcone. Każdy, średnio rozgarnięty obywatel naszego kraju powinien wiedzieć o co chodzi. Wojna oznacza śmierć i głód. Koniec kropka. Czy wobec tego wypada premierowi naszego rządu wspominać o nim w zestawieniu z pomocą finansową dla działkowiczów?

– Nie jest to rolnictwo towarowe, ale ma znaczenie dla bezpieczeństwa żywnościowego, szczególnie dla osób, które widzą swoją przyszłość w ogródkach działkowych jako rekreacja i produkcję żywności na własne potrzeby…, w tym żywności ekologicznej – mówił wicepremier Henryk Kowalczyk ogłaszając program pt. „Rozwój zielonej infrastruktury poprzez wsparcie ogrodów działkowych”. – Ci, którzy mają wolny czas, mogą produkować dobrą żywność – podkreślał.

Minister rolnictwa dziękował swojemu odpowiednikowi – ministrowi funduszy i polityki regionalnej, czyli Panu Grzegorzowi Pudzie za wsparcie rozwoju ogródków działkowych, które przysłuży się prowadzonym tam „formom uprawy”, a także hodowli roślin.

Bardzo szybko minister funduszy odwdzięczył się wicepremierowi, dziękując mu za przybycie na uroczyste ogłoszenie, choć sam wicepremier w swojej  wypowiedzi powziął wątpliwość w swoją obecność akurat tego dnia w tym miejscu, bo zaczynając swoją przemowę rzekł: „co minister rolnictwa robi w grodach działkowych”. Potem to wyjaśnił, a co w skrócie przedstawiłem powyżej.

Powrócę do pana Pudy. Uśmiech nie schodził z jego twarzy, gdy podkreślał, że „to kolejny dobry dzień związany ze współpracą resortów”, bo to program, w który zaangażowanych jest kilka ministerstw: Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Na tym nie koniec, bo należy jeszcze dodać rządowe agendy.

Gdy słuchałem tych słów zacząłem zastanawiać się, czy to sen czy jawa? Byłem sam przed ekranem monitora, więc nie miałem kogo poprosić, żeby mnie uszczypnął… Poklepałem się po poliku i stwierdziłem, że to co widzę i słyszę dzieje się naprawdę. Pan minister mówił dalej: „działkowcy będą mogli skorzystać z tzw. zielonej rozbudowy, m.in. wzmacniając więźbę dachową”, „będą mogli zwiększyć retencję wodną”, „będą mogli również chronić zwierzęta”, „zakupią narzędzia potrzebne do codziennej pracy, narzędzia które służą działkowiczom”… W tym momencie zacząłem żałować, że sam osobiście nie poszedłem na to wydarzenie, bo wypełniając swoje dziennikarskie obowiązki zapytałbym pana ministra, czy grill też będzie można kupić? A co tam, spytał bym jeszcze o węgiel drzewny na Orlenie, a co tam…

Skoro zgapiłem się, to zrelacjonuje wam dalej to co pokazały światła kamer i co mi utkwiło w pamięci. Po panu Pudzie wszedł na scenę wiceminister klimatu i środowiska. Mówił w kontekście wsparcia ogrodów działkowych „o ochronie bioróżnorodności i dzikich zwierząt, które są w miastach np. zapylacze”. Hm, uruchomiłem swoje szare komórki i zacząłem poszukiwać tych dzikich zwierząt… Tak, tak, owady to zwierzęta, ale czy dzikie?

Takich lapsusów językowych naliczałem sporo. Czy były one faktycznie lapsusami, czyli niezamierzonymi błędami? Chciałbym w to wierzyć, bo nie chcę się więcej wstydzić za ministrów polskiego rządu.

Tak się niestety dzieje, gdy trzeba pięknymi hasłami uzasadnić wydanie 50 mln złotych. Wtedy powstają tragikomiczne konferencje prasowe podczas których ośmieszają się ci, którzy czynnie biorą w nich udział.

Prawda jest taka, że rząd w bezsensowny sposób wyda 50 mln złotych, tylko po to, żeby zrekompensować emerytom rosnące ceny przed zbliżającym się sezonem grillowo-działkowym. Taki zastrzyk antyinflacyjny nie mógł być kolejną tarczą antyinflacyjną, czy też jak rząd woli, tarczą antyputinowską, bo pieniądze na niego pochodzą z funduszy europejskich. A kto za to zapłaci? Jak mawiał komediowy klasyk: pan za to zapłaci, pani za to zapłaci.

Panu ministrowi Pudzie zgłaszam racjonalizatorki pomysł. Proszę policzyć ilu w Polsce jest „balkonowiczów”? Może jakieś dopłaty dla nich? Np. na zakup nasion ziół, ziemi i skrzynek balkonowych. Ile to by było głosów wyborczych? Pomidorka też by można było w takiej skrzynce posadzić. Zresztą nie tylko, nowalijki drożeją jak szalone.

Skąd ten RODOS w tytule? Ta nazwa dla Rodzinnych Ogrodów Działkowych (ROD) zrodziła się podczas pandemii koronawirusa. Ludzie uwięzieni w blokach marzyli o kawałku ziemi. RODOS to Rodzinne Ogrody Działkowe Otoczone Siatką.

PS. Jest wiele opracowań dotyczących miejskich terenów zieleni. Są wręcz studia, opracowania i koncepcje miast-ogrodów, ale żadne z nich nie skupia się na dotacjach do zakupu grabi.