- Tu wszędzie była trawa łąkowa, dobra do wypasu zwierząt. Teraz jest całkowicie zniszczona - mówił portalowi abc.news Laurie Norris.

Rolnik przemierza swoje hektary konno - to teraz jedyny i najlepszy sposób poruszania się po grząskich i rozmokłych gruntach. Straty w jego gospodarstwie dosięgły także upraw lucerny tuz przed zbiorem. - To miała być nasza pasza dla zwierząt na następne 12 miesięcy. Teraz będziemy zmuszeni do zakupu - powiedział.

Laurie Norris jest tylko jednym z wielu rolników, który z trwogą oceniają szkody po przejściu fali wezbraniowej na rzece Lachlan w Nowej Południowej Walii. Łagodna wiosenna pogoda w całym stanie opóźniła żniwa, a więc żadne uprawy nie zostały zebrane z pól przed nadejściem powodzi. 

Dalej w dół rzeki woda już wylewa się z koryta, zalewając tysiące hektarów pól pszenicy, które były zaledwie kilka dni przed żniwami. Jest to tym bardziej niepokojące dla tamtejszych rolników, że najwieksza fala powodziowa jeszcze tam nie dotarła. - To jest frustrujące. Wydaliśmy na te uprawy każdego centa, jakiego mogliśmy wydać, aby zmaksymalizować plony i skorzystać z aktualnie wysokich cen towarów - mówi jeden z farmerów. 

Rzeka osiągnęła w czwartek rano w Forbes poziom 10,53 m, czyli nieco poniżej poziomu fali powodziowej z 2016 roku. Jednak rolnicy z całego regionu twierdzą, że skutki powodzi dla ich nieruchomości i pól będą takie same, a być może nawet gorsze, niż te sprzed pięciu lat.

Rolnicy są również zaniepokojeni prognozami pogody na weekend, ponieważ przewidywane są opady deszczu w większej części stanu. 

Wyangala, główna zapora w tym regionie, jest pełna, więc nadchodzący tydzień może być nerwowy dla rolników z doliny Lachlan.