Skolektywizowane rolnictwo jest wątłym kręgosłupem północnokoreańskiej gospodarki. Zatrudnieni na co dzień w typowych kolektywnych gospodarstwach rolnych Północni Koreańczycy uprawiają też przydomowe ogródki i w całej Korei Północnej widać, jak ludzie wożą na targ plony - na wozach zaprzężonych w woły, na bagażnikach i przyczepach rowerów.

Należąca do państwa ziemia uprawna stanowi ledwie 20 proc. górzystego kraju. Dlatego niemal każdy skrawek ziemi nadający się do uprawy, nawet w samym Phenianie, obsadzony jest ryżem, zbożem, a także ziemniakami, kapustą i innymi warzywami. Poletka uprawiane są prostymi narzędziami, gdyż sprzęt mechaniczny, taki jak traktory, to luksus.

W wybranych wsiach rolnikom wolno obecnie przeznaczyć niemal trzecią część własnych zbiorów na sprzedaż po cenach wolnorynkowych; jest to trzykrotnie więcej niż kiedyś. Innym przejawem zmian jest zmniejszenie liczebności brygad pracujących w kolektywnych gospodarstwach rolnych z 10-25 robotników do zaledwie czterech, co ma im nadać - jak pisze AP - kształt bliższy gospodarstwom rodzinnym.

Obserwatorzy, od dawna zachowujący nieufność wobec propagandowych haseł i posunięć Korei Płn., coraz bardziej przekonani są o kiełkujących tam zmianach gospodarczych, podobnych do początkowych reform rynkowych w Chinach 30 lat temu.

Jednocześnie ostrzegają, że to, co naprawdę dzieje się w Korei Płn., spowija tajemnica. Nie słychać bowiem nic o obcokrajowcach, którzy dotarliby do zapadłych wsi w prowincji Ryanggang. Nikt też spoza Korei Płn. nie widział szczegółów rządowego rozporządzenia z 28 czerwca "O Ustanowieniu Nowego Systemu Zarządzania Gospodarczego w Naszym Własnym Stylu", które miało zapoczątkować reformę rolnictwa.

Państwowi propagandziści kurs na zmiany przypisują nowemu przywódcy Korei Płn., Kimowi Dzong Unowi. Dostrzegają to też zachodni specjaliści.

- Czuję, że coś się zmienia - mówi główny ekspert ds. północnokoreańskiej gospodarki Marcus Noland z waszyngtońskiego Peterson Institute for International Economics. - Kim Dzong Un "usiłuje zrobić coś nowego". A czy mu się to powiedzie, "to już zupełnie inna rzecz" - dodaje.

Podobnie jak inni analitycy Noland zachowuje pesymizm: wskazuje, że reformy gospodarcze są ograniczone i szybko mogą zostać porzucone, jeśli Kim Dzong Un zmieni zdanie lub napotka na opór ze strony swego obozu.

A jednak do jakichś zmian rzeczywiście niepostrzeżenie doszło. Już poprzedni reżim Kim Dzong Ila pozwolił na zakładanie małych targów i zapowiedział w 2009 roku skoncentrowanie uwagi na sprawach gospodarczych, dążąc do przyciągnięcia inwestycji zagranicznych, głównie z Chin, które są najbliższym sprzymierzeńcem Korei Płn.

Pekin od dawna naciskał, by Phenian wdrożył reformy zmierzające w stronę wolnego rynku. Od lat "Chińczycy zachwalali swój system i osiągnięcia, a Koreańczycy grzecznie potakiwali i nie robili nic" w tym zakresie - powiedział były amerykański dyplomata Evans Revere. Ale obecnie chińskie władze są jego zdaniem przekonane, że Korea Płn. na serio bierze się za reformy. Nie jest tylko jasne, czy Kim Dzong Un tylko mówi Chińczykom to, co chcieliby usłyszeć, czy też naprawdę zamierza coś zrobić - zastrzegł.

Od dojścia młodego Kima do władzy on sam i jego otoczenie kreują wizerunek przywódcy różniącego się poprzedniego prezydenta. Fryzurą i ubiorem Kim Dzong Un nawiązuje do wciąż otoczonego kultem w Korei Płn. swego dziada, Kim Ir Sena. Odwiedza w domach zwykłych obywateli i poklepuje po plecach młodych żołnierzy. W kwietniu, w swoim pierwszym przemówieniu, aluzyjnie wspomniał o problemach gospodarczych kraju, mówiąc, że Koreańczycy nigdy już nie będą "musieli zaciskać pasa".

Kiedy w ostatnich tygodniach zaczęły pojawiać się przecieki na temat reformy rolnictwa, przedstawiciele północnokoreańskiego rządu nie stawiali sprawy jasno. Mówili, że oczekiwanie zmian to "tylko niemądre marzenia i sny", choć z drugiej strony stwierdzali, że Korea Płn. "wdraża innowacje, by jej naród cieszył się nowoczesnym i wysoce cywilizowanym życiem w luksusie i komforcie".

Część tych sprzeczności może być tylko kwestią semantyki. Jak zaznacza AP, o reformowaniu rolnictwa u północnego sąsiada donoszą głównie południowokoreańskie media, które mają tam swoje źródła informacji. Reformy te najwyraźniej sygnalizują, że zmiany mogą nadejść.