Mieszkańcy Gommli, w dystrykcie Greiz we Wschodniej Turyngii (Niemcy), od miesięcy zastanawiali się dlaczego w ich okolicy wciąż przybywa kruków i wron. Sprawa wyjaśniła się, gdy Urząd Ochrony Przyrody w Greiz pochwalił się na łamach przyrodniczej prasy swoim projektem realizowanym do spółki z ekologami. Sprawa zbulwersowała rolników w całych Niemczech – donosi rolniczy portal agrarheute.de.

Okazało się bowiem, że dawne wysypisko śmieci na obrzeżach Gommli zamieniono już w 2018 r. w żerowisko dla dzikich ptaków drapieżnych. Wywożone są tam tony odpadów poubojowych z pobliskich rzeźni. A wszystko pod hasłem: „Odpady jako darczyńcy życia”, w ramach programu ratowania populacji kani rudej.

Jak ustalili dziennikarze z agrarheute.de, w ubiegłym roku wywieziono tam prawie 14 ton odpadów. Wszystko odbywa się w dobie zagrożenia ASF i to zaledwie kilkaset metrów od fermy produkującej prosięta, gdzie trzymane jest 4 tysiące macior. Mieszkańcom trudno stwierdzić, czy z żerowiska korzystają kanie rude, ale widzą za to w okolicy wciąż rosnące stada ptaków padlinożernych. Jak ubolewają rolnicy, żerowisko wabi również mniejsze ssaki drapieżne, dziki oraz owady. O skutecznym ogrodzeniu terenu trudno w tym przypadku mówić.

Urząd Ochrony Przyrody w Greiz zastrzega, że odpady do dokarmiania ptaków nie pochodzą z dużych zakładów przetwórczych, ale lokalnych rolniczych ubojni i masarni. Program zatwierdził też Urząd weterynaryjny. To jednak hodowców nie uspokaja, bo wystarczy jeden kawałek zainfekowanej wirusem padliny, by wybuchła epidemia. Wskutek dziennikarskiego śledztwa wyszło również na jaw, że na dawne wysypisko trafiać powinny małe odpady z drobiu, ryb i dziczyzny, tymczasem wyrzucane były całe tusze wieprzowe.

Stowarzyszenie Rolników Turyngii wyraziło nadzieję, że dzięki stałej kontroli weterynaryjnej, żerowisko dla ptaków nie stworzy zagrożenia dla rolnictwa. Okoliczni rolnicy, ale i myśliwi nie mają aż tyle optymizmu. Stowarzyszenie Myśliwych Okręgu Greiz nazwało program obrońców przyrody „igraniem z ogniem”.