- To dla nas nic nowego, że Niemcy byli zawsze solidarni wyłącznie sami ze sobą. Powinniśmy się od nich takiej solidarności uczyć, bo przecież projekt pod nazwą Unia Europejska zakładał, że państwom narodowym żadna krzywda nie będzie się działa, natomiast wspólnota europejska ma być wartością dodaną wtedy, gdy zaspokojone będą interesy poszczególnych państw członkowskich - stwierdził europoseł.

Zdaniem Rzońcy brak solidarności to dowód na to, że "w ostatnich latach lewicowo-liberalni liderzy UE wypaczyli założenia ojców założycieli UE, czyli Roberta Schumana, Alcide De Gasperiego i Konrada Adenauera".

Informacja o 200 mld euro dla Niemców byłaby częściowo zrozumiała, gdyby wcześniej rząd niemiecki nie zablokował wprowadzenia w UE limitu cenowego na gaz. Wszyscy wiedzą, że Niemcy to bogaty kraj, ale dopiero teraz okazuje się, że to bogactwo gubi ich. Tracą pozycję międzynarodową z uwagi na brak transparentnych działań w sytuacji kryzysu gospodarczego w UE, w sytuacji ogromnej inflacji i nadchodzącej recesji. W ten sposób Berlin konfliktuje się z pozostałymi krajami UE - powiedział europoseł.

We wtorek brukselski portal Politico napisał, że wiernie spełniając życzenia Berlina i nie uwzględniając wniosku 15 krajów członkowskich, w tym Polski, o wprowadzenie limitów cenowych na gaz, przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ryzykuje, że zostanie uznana za niemiecką marionetkę zarówno przez kolegów z KE, jak i przez państwa Wspólnoty.

- Niemiecki egoizm staje się problemem dla przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, która ryzykuje, że zostanie uznana za niemiecką marionetkę w oczach swoich kolegów i stolic UE. Von der Leyen wiernie grała w grę Berlina, odmawiając przedstawienia propozycji wprowadzenia ogólnounijnego limitu cen gazu - nawet gdy 15 stolic wezwało Komisję do przedstawienia takiej propozycji, m.in. Francja, Włochy, Hiszpania i Polska, czyli odpowiednio drugi, trzeci, czwarty i piąty co do wielkości kraj UE - pisze Politico w analizie poświęconej działaniom władz Niemiec w związku z kryzysem energetycznym.

Z jednej strony Berlin, wykorzystując swoją pozycję we Wspólnocie i KE, zablokował wprowadzenie limitu cenowego na gaz, z drugiej jednak postanowił przyznać pomoc w wysokości 200 mld euro niemieckim obywatelom i firmom, m.in. na zakupy gazu.

Berlin może teraz nadal kupować gaz, który zwykle kupują inne kraje UE, przebijając swoich partnerów, dalej przyczyniając się do wzrostu cen i powodując zarówno zakłócenia (na rynku), jak i złą atmosferę w całej UE - diagnozuje portal.

Powołując się na unijnych dyplomatów, Politico ocenia, że kanclerz Olaf Scholz nie dojrzał jeszcze do roli przywódcy największego państwa UE i nie rozumie, że musi brać pod uwagę europejski wymiar decyzji podejmowanych w kraju przez Niemcy, zamiast skupiać się tylko na zadowalaniu Zielonych i liberałów, czyli partnerów z koalicji rządowej.

- Berlin ponosi szczególną odpowiedzialność: wielu krytyków w Brukseli twierdzi, że obok Rosji to Niemcy ponoszą największą winę za wzrost cen gazu w UE, a obywatele w całej Europie w zasadzie płacą teraz za niepowodzenie Niemiec w dywersyfikacji dostaw gazu w przeszłości. A jednak Berlin zachowuje się tak, jakby problem dotyczył tylko niemieckich obywateli i firm. Wielu unijnych dyplomatów ma wrażenie, że kanclerz Niemiec musi się dopiero nauczyć działać jako Europejczyk - relacjonuje Politico.

Przypomina, że Scholz chce uchodzić za szefa rządu, który "nikogo nie pozostawia na pastwę losu". - Tymczasem trudno sobie wyobrazić bardziej aspołeczne działanie niż subsydiowanie gazu dla niemieckich firm i konsumentów przy jednoczesnym zablokowaniu limitu cen gazu na poziomie UE - konstatuje portal.

"Niemcy po prostu pokazali reszcie Europy środkowy palec" - cytuje Politico anonimowego dyplomatę unijnego.