Holenderskie organizacje rolnicze są oburzone sposobem, w jaki władze potraktowały rolników, którzy chcieli zaprotestować przeciw polityce azotanowej w Hadze. Policja zatrzymała wczoraj farmerów przed wjazdem do stolicy i odebrała im traktory.

Wczoraj w parlamencie na inauguracji nowego roku parlamentarnego przemawiał król Willem-Alexander. Monarcha mówił o największych wyzwaniach, jakie stoją przed krajem. W przemówieniu sporo miejsca poświęcił niepokojom społecznym, jakie wywołała polityka klimatyczno-środowiskowa. Mówił o wielkich i uzasadnionych obawach rolników, ogrodników i hodowców w Holandii, którzy boja się o przyszłość i konieczności zapewnienia im bezpiecznego bytu.

Farmerzy w związku zapowiedzianym przemówieniem króla chcieli przypomnieć politykom o swoich problemach i zademonstrować w stolicy. Nic z tego - w nocy z poniedziałku na wtorek rada miasta Hagi wydała dekret nadzwyczajny i zabroniła wjazdu traktorami do Hagi. Na tej podstawie policja zatrzymywała farmerów przed rogatkami, a tym którym udało się wjechać - skonfiskowała pojazdy. Traktory zostały załadowane na lawety i odholowane na policyjny parking - relacjonuje niemiecki portal Agrarheute.

fot. PAP/EPA/RAMON VAN FLYMEN
fot. PAP/EPA/RAMON VAN FLYMEN

Holenderski minister sprawiedliwości Dilan Yesilgöz stwierdził, że demokracji nie dzieje się krzywda, bo demonstracje są dozwolone, tylko nie dużymi pojazdami. Zapowiedział też, że policja udaremni wszelkie próby wjeżdżania do stolicy traktorami.

Działania władz wywołały wzburzenie rolników i organizacji branżowych. Związkowcy mówią wprost o ograniczaniu wolności słowa i swobód obywatelskich. Co warte podkreślenia, przed inauguracją w parlamencie Holenderski Związek Rolników (LTO) w liście otwartym zaapelował do parlamentarzystów o zasypanie „głębokiej przepaści między rolnictwem a polityką”, a planowana demonstracja miała mieć całkowicie pokojowy charakter.