Epicentrum żywiołu trawiącego zachodnią część wyspy jest historyczny region Montiferru. Płomienie od 23 lipca przesunęły się wraz z silnym wiejącym wiatrem o 50 kilometrów.

Na Sardynii dzień i noc trwa wielka mobilizacja w walce z pożarami, w której uczestniczą ściągnięte ze wszystkich możliwych stron zespoły straży pożarnej, Straży Leśnej, Obrony Cywilnej i ochotników. Flotę samolotów gaszących pożary uzupełniły po dwie maszyny przysłane z Francji i Grecji w ramach pomocy ze strony Unii Europejskiej.

Walka z płomieniami koncentruje się między innymi w rejonie miejscowości Santu Lussurgiu i Suni.

W niektórych osadach sytuacja jest już pod kontrolą. Wielu z ewakuowanych mieszkańców Cuglieri, Santu Lussurgiu, Porto Albe i Sennariolo mogło wrócić do swych domów, by zacząć liczyć straty. Są one ogromne.

- To tragedia dla naszej wspólnoty i dla terytorium, katastrofa bez precedensu - powiedział burmistrz Cuglieri - Gianni Panichi.

- Trudno znaleźć odpowiednie słowa, by opisać, jak straszne są rozmiary tej tragedii, ale państwo jest i nikt nie zostanie sam - zapewnił prefekt prowincji Oristano Fabrizio Stelo podczas wizyty na zniszczonych terenach.

Zainaugurowano inicjatywy pomocy i zbiórki pieniędzy na pomoc dla ludności. Przyłączyła się do nich miejscowa diecezja Alghero-Bosa.