Dwa przykre incydenty związane z walką z ASF zbulwersowały w ostatnich dniach niemiecką opinię publiczną. Do tego stopnia, że głos zabrał minister.

Chodzi o dwa wypadki, jakie miały miejsce w minionym tygodniu na terenie Makleburgii-Pomorza Przedniego w Niemczech. Jak donosi niemiecki Agrarheute, w powiecie Ludwigslust-Parchim pocisk wystrzelony z broni trafił w kabinę sieczkarni do kukurydzy. Obok ojca w maszynie siedziało wówczas dziecko.

Zdenerwowany rolnik zgłosił sprawę na policję. Okazało się, że w okolicy odbywało się polowanie na dziki. Strzał padł z broni jednego z myśliwych. Rolnicy nie szczędzili ostrych słów pod adresem myśliwych, oskarżając ich o skrajną nieodpowiedzialność. Wytykali, iż urządzanie polowań w pełni sezonu prac polowych to igranie ze śmiercią.

Nie minęło kilka dni, a z kolei rolnicy stanęli od pręgierzem. Pewien myśliwy był bowiem świadkiem, jak jakiś rolnik – ponoć celowo – rozjechał maszyną stado dzików. Paść miało na miejscu 8 sztuk. Myśliwy złożył skargę. Jak łatwo się domyśleć, do krytycznych głosów pod adresem rolników przyłączyli się ekolodzy i obrońcy zwierząt.

Oba incydenty zakończyły się medialną awanturą. Na tyle głośną, że głos w sprawie zabrał minister rolnictwa i środowiska Meklemburgii-Pomorza Przedniego Till Backhaus. Minister stwierdził, że owszem – apelował o wzmożoną walkę z ASF i redukcję pogłowia dzików, ale najwyraźniej został źle zrozumiany. Nie chodziło mu bowiem, ani o walkę za wszelką cenę, ani o walkę takimi metodami.