Latem 2019r. po kontroli gospodarstwa w powiecie Borken, w Nadrenii Północnej-Westfalii, służby weterynaryjne wydały hodowcy nakaz. Wynikało z niego, że ma zapewnić trzymanym w oborze na uwięzi krowom dwie godziny nieskrępowanego ruchu dziennie na pastwisku. Rolnik dwukrotnie odwoływał się od tej decyzji, ale w wydanym kilka dni temu orzeczeniu Sąd Administracyjny w Münster oddalił pozew rolnika – donosi niemiecki portal agrarheute.de.

Hodowca zaskarżył decyzję weterynarii argumentując, że przepisy wciąż dopuszczają trzymanie bydła na uwięzi. Nakaz weterynarii stał więc w jego opinii w sprzeczności z obowiązującymi przepisami o dobrostanie i stanowił nadużycie. Mimo to, sąd tak w postepowaniu wstępnym, jak i kolejnym odrzucił jego skargę.

W uzasadnieniu orzeczenia z 3 lutego br. sędzia stwierdza, że „praktykowanego przez powoda sposobu utrzymania bydła nie da się pogodzić z wymogami behawioralnymi i potrzebami przemieszczania się danego gatunku zwierząt”. Sąd stwierdził również, że trzymanie krów na uwięzi może być tolerowane w trwającym okresie przejściowym, ale tylko wtedy, gdy bydłu zagwarantuje się swobodne przemieszczanie się przez co najmniej 2 godziny dziennie - poprzez wypas lub na wybiegu.

Co ciekawe, sąd powołał się również na publiczne wypowiedzi przedstawicieli Stowarzyszenia Rolników Bawarskich, w których hodowcy opowiadali się za zakazem uwiązywania bydła. Problem w tym, że Bawaria leży na drugim krańcu Niemiec i warunki do hodowli bydła są tam zgoła odmienne. Z powiatu Berken do alpejskich pastwisk jest co najmniej 8 godzin jazdy samochodem…