Szybki finał miała głośna w Niemczech sprawa dotycząca oskarżenia rolnika, któremu spłonęło gospodarstwo, przez organizację obrońców zwierząt PETA. Prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania - donosi gazeta Passauer Neue Presse.

Chodzi o gospodarstwo w Obing, w powiecie Traunstein w Górnej Bawarii. Przed 2 miesiącami miał tam miejsce duży pożar, wskutek którego właściciel poniósł olbrzymie straty. Żywioł strawił doszczętnie drewnianą stodołę i oborę, w której znajdowało się bydło. Strażakom udało się ocalić część stada, ale kilka cieląt zginęło w płomieniach.

Z budynków w gospodarstwie zostały jedynie fundamenty. Obrońcy praw zwierząt z PETA nie zaproponowali jednak pomocy pogorzelcom, ani też choćby zwierzętom na fermie. Złożyli za to w prokuraturze w Traunstein zawiadomienie o popełnieniu przez rolnika przestępstwa. Aktywiści oskarżyli go o zaniedbania i nieodpowiednie zabezpieczenia przeciwpożarowe, przez co gospodarz miał ponosić bezpośrednią odpowiedzialność za cierpienia i śmierć bydła.

W mediach społecznościowych rozpętała się z tego powodu prawdziwa wojna, między sympatykami aktywistów, a społecznością rolników. Na szczęście, okazała się ona przysłowiową burzą w szklance wody. Prokuratura w Traunstein odmówiła wszczęcia postępowania, argumentując że oskarżenia PETA są nieuzasadnione, nie znajdują pokrycia w dowodach i są zbyt daleko idące. Sprawa nie trafi więc na wokandę, na co liczyli tzw. obrońcy zwierząt.