Przedterminowe wybory w Danii odbędą się już 1 listopada, zamiast na wiosnę, jak wynika z ustawy. To efekt rządowego kryzysu, który jest skutkiem tzw. afery norkowej z 2020r. - donosi Polska Agencja Prasowa. Rząd zdecydował wówczas zbyt pośpiesznie o zlikwidowaniu wszystkich norek na duńskich fermach, w związku z zagrożeniem covid-19. Za powstały chaos i skutki tej decyzji nikt nie poniósł dotąd odpowiedzialności.

Socjaldemokratyczna premier Danii Mette Frederiksen ogłosiła rozpisanie przedterminowych wyborów, gdy koalicjanci z lewicowej Duńskiej Partii Socjalliberalnej zagrozili jej votum nieufności. Liberałowie wycofali poparcie dla rządu po ogłoszeniu raportu komisji badającej tzw. aferę norkową. Przyznano w nim, że Frederiksen nie miała żadnych podstaw prawnych do wydania nakazu uśmiercenia 15 mln norek, ale ani ona ani nikt inny nie poniesie z tego tytułu konsekwencji.

Owszem, premier przeprosiła za pochopną decyzję, ale opinia publiczna oczekiwała chyba czegoś więcej. Postawa polityków wywołała szczególnie oburzenie po stronie rolników, ekologów i obrońców zwierząt. Nic dziwnego, że niedawny koalicjant postanowił ratować wizerunek i zagroził premier.

Frederiksen ogłaszając przedterminowe wybory na zwołanej konferencji prasowej nie wspominała jednak o prawdziwych powodach kryzysu. Mówiła o "trudnych czasach" i kryzysie gospodarczym, w związku z wojną na Ukrainie. Sugerowała, że potrzebny jest silny rząd z szerokim poparciem. Zgodnie z duńskim prawem, premier może w każdej chwili ogłosić nowe wybory w czasie 4-letniej kadencji parlamentu.

Likwidacji norek w Dani w 2021r., w związku z wykryciem że zwierzęta mogą przenosić koronawirusa, towarzyszył chaos informacyjny i panika. Teoretycznie prawo zezwalało wówczas jedynie na likwidację norek na fermach, gdzie wykryto zakażone zwierzęta i na obszarze zapowietrzonym. Rząd przeforsował jednak w parlamencie ustawę, która nakazywała uśmiercenie wszystkich norek w kraju, bez względu na wystąpienie zakażenia. Potem uchwalono również zakaz hodowli norek, który potem przedłużono do końca 2021r.

Państwowe służby okazały się jednak nieprzygotowane do tak szeroko zakrojonej akcji. Objawiło się to problemami z utylizacją zwierząt i błędnymi decyzjami z kwestii wyznaczania grzebowisk. Szczególnie głośnym echem na świcie odbiła się sprawa grzebowisk na terenach dawnych poligonów w zachodniej Danii. Zakopano tam tak ogromne ilości padliny, że powstało zagrożenie skażenia wód gruntowych i ujęć wody pitnej. Padlinę trzeba było wykopywać i przewozić do spalarni, co pochłonęło olbrzymie koszty. W wyniku powstałej afery do dymisji podali się ministrowie zdrowia i rolnictwa.

Hodowcom państwo wypłacało odszkodowania, ale nie zmieni to faktu, że pogrzebano całą, prężnie działająca branżę. Bardzo nieliczni właściciele ferm zdecydowali się wznowić działalność po zdjęciu zakazu hodowli norek.