Ulicami stolicy Niemiec przemaszerowali 30 kwietnia hodowcy bydła, kóz, owiec, oraz kur, by wyrazić swoje oburzenie wobec polityki rządu, która chroniąc wilki doprowadza do upadku ich gospodarstw. Manifestację zorganizowano nie przypadkowo w tym terminie - zbiegła się ona ze świętowanym prze niemieckich ekologów Dniem Wilka - donosi rolniczy portal Agrarheute.

Protestujący hodowcy - jak czytamy w relacji - domagali się, aby rząd federalny wreszcie dostrzegł problem nadmiernej populacji wilków i wdrożył jednolite w całym kraju rozwiązania. W kolportowanych ulotkach, organizatorzy protestu napisali, że życie rolników determinuje obecnie „zielone myślenie życzeniowe” polityków, które jednak zupełnie mija się z realiami. Drapieżniki nie szukają pożywienia w lasach i nie trzymają się z dala od ludzkich siedzib. Polują w wiejskich zagrodach i na pastwiskach, dziesiątkując stada, niwecząc wysiłki hodowlane i pozbawiając rodziny źródeł utrzymania.

Jak podało przy okazji berlińskiej manifestacji Niemieckie Stowarzyszenie Rolników, fakty są takie, że populacja wilków wzrasta obecnie o około 30 procent rok do roku. Tylko w 2020r. watahy zagryzły prawie 4000 zwierząt hodowlanych.

Jak alarmują rolnicy, dopuszczalne metody ochrony stad są zupełnie nieskuteczne, bo wilki zatraciły zupełnie instynktowny strach przed ludźmi. Polityka ochrony pozostawiła zaś populację drapieżników bez żadnej kontroli. Jeżeli politycy nie przyznają się teraz do błędów, w ciągu kilku lat hodowla zwierząt wypasowych w Niemczech zniknie, bo stanie się zbyt ryzykowna - argumentują rolnicy. Jeśli rząd faktycznie chce promować bioróżnorodność na obszarach wiejskich, musi zgodzić się na odstrzeliwanie wilków atakujących stada, oraz wprowadzić rozwiązania, które pozwolą regulować populację wilka - uważają niemieccy hodowcy.