Jak poinformował portal wp.pl za hiszpańskim dziennikiem El Pais, aż 10 z 40 sztuk osłów „zatrudnionych” w autonomicznym regionie Walencja w Hiszpanii do zapobiegania pożarom, padło wskutek niedożywienia i stresu wywołanego ciągłymi atakami drapieżników. Policja prowadzi śledztwo w tej sprawie.

Projekt polegał na tym, że osły wykorzystano w charakterze „żywych kosiarek”. Stado miało się paść na nieużytkach, dzikich łąkach i na leśnych polanach. W ten sposób znikać miały zarośla i suche trawy, które sprzyjają rozprzestrzenianiu się pożarów. Z sukcesem w innych rejonach Hiszpanii wykorzystuje się do tego celu owce czy kozy.

Zgodnie jednak z dotychczasowymi ustaleniami śledczych, inicjatorzy projektu popełnili błąd, skazując osły na przymusowy „powrót do natury”. Zmuszone do ciągłych ucieczek przed drapieżnikami zwierzęta padały wskutek stresu i niedożywienia. 40 osłów wypuszczono na wolność w sierpniu ub.r., ale 10 z nich już nie żyje.

Medialna burza, jaka się rozpętała wokół sprawy, zmusiła już do dymisji dyrektora generalnego ds. ochrony środowiska, podległego rządowi wspólnoty autonomicznej Walencji.

W Polsce również stada owiec i kóz wykorzystywane są w charakterze "żywych kosiarek". Wypas taki prowadzony jest np. na wałach przeciwpowodziowych. Nikt jednak nie pozostawia zwierząt bez opieki.