Zwierzęta zamarzają na śmierć, brakuje im pożywienia i wody. Rzeźnie muszą zostać zamknięte, duże rzeki zamarzają, Handel zbożem został przerwany. Są też duże problemy z dostawą prądu zwłaszcza z turbin wiatrowych.
Według USDA, awarie zasilania wymusiły tymczasowe zamknięcie wielu przetwórni mięsa, podczas gdy zamarznięte rzeki jednocześnie zatrzymały statki ze zbożem i przerywały dostawy paszy.

W mediach społecznościowych pojawiają się liczne doniesienia o farmerach walczących o uratowanie dopiero co urodzonych cieląt.   Władze obawiają się, że zakłócenia w przetwarzaniu i transporcie, a także utrata życia zwierząt mogą kosztować rolników i firmy rolnicze wiele milionów dolarów.

Szczególnie dotknięte są południowe stany, które nie są tak dobrze przygotowane na ekstremalne zimno jak hodowcy zwierząt na północy. Hodowcy bydła w południowych stanach USA często nie budują odpornych na zimę obór lub schronień dla swoich zwierząt z powodu zwykle dużo łagodniejszych zim.

Amerykańskie media donoszą teraz, że rolnicy często wprowadzają nowonarodzone cielęta do swoich domów, aby przetrwały zimno, lub budują prowizoryczne schronienia, używając bel siana i przyczep. Według Reutersa, nie tylko cielęta, ale także krowy padają ofiarą niskiej temperatury i zamarzają na śmierć.

W największym amerykańskim „stanie bydła” w Teksasie walka o przetrwanie zwierząt jest kolejnym wyzwaniem dla farmerów po tym, jak w 2020 roku byli już mocno poszkodowani w związku z pandemią COVID-19, która spowodowała spadek popytu na mięso w restauracjach a w rzeźniach na żywiec rzeźny.

Farmerzy w USA - podobnie jak ich koledzy w Europie - już teraz stoją przed niezwykle wysokimi kosztami paszy, ponieważ ceny kukurydzy, soi i innych zbóż paszowych osiągnęły wieloletnie rekordy.