Traktat wersalski z 28 czerwca 1919 roku opisywał tylko zachodnią granicę Polski. Wschodnią trzeba było wyznaczyć.

Dopiero konferencja pokojowa w Rydze - kończąca 18 marca 1921 r., podpisaniem traktatu, wojnę na wschodzie - przesądziła o kształcie tej naszej granicy.

Rokowania w tej sprawie rozpoczęły się jednak w sytuacji niekorzystnej dla Polski. W sierpniu 1920 nic nie wskazywało jeszcze na pomyślne zakończenie uzgadniania granic naszego kraju.

Wobec idącego ze wschodu zagrożenia rząd polski zaapelował o pomoc do państw zachodnich. Na konferencji w Spa w lipcu 1920 r. państwa te chciały w zamian za udzielone wsparcie od premiera Władysława Grabskiego naszej zgody na uznanie tzw. linii Curzona jako rozgraniczającej. Zgody Polski nie było, 24 lipca premier podał się do dymisji. Nowym premierem został Wincenty Witos, który zmobilizował naród do walki.

Dopiero sukces bitwy warszawskiej przełamał niepowodzenia na froncie. Walki trwały jednak nadal. Polskie wojsko stoczyło jeszcze ważne wrześniowe bitwy w okolicach nadniemeńskich. Wszystkie te działania frontowe wpłynęły też na możliwość obrony polskich granic w sferze dyplomatycznej – a rokowania pokojowe w Rydze można było prowadzić już bardziej stanowczo.

Polska w ich efekcie  odzyskała 114 tys. km² i ok. 4 mln ludności ponad tzw. linię Curzona.

Granica II RP oparta została na północnym wschodzie o Dźwinę, przez Polesie przebiegała na południowym wschodzie do Zbrucza i odpowiadała w przybliżeniu granicom Polski sprzed III rozbioru.

Stanowiło to zasadniczą różnicę w stawianych Polsce żądaniom oparcia naszej wschodniej granicy o tzw. linię Curzona, zwaną też linią Curzona-Namiera lub linią Namiera, gdyż zaproponował ją ekspert ds. Europy Środkowo-Wschodniej w brytyjskim ministerstwie spraw zagranicznych (Foreign Office) pochodzenia polsko-żydowskiego – Lewis Bernstein Namier (Ludwik Niemirowski). Za przyjęciem tej granicy opowiadała się też bolszewicka Rosja.

Przebieg tej linii – jak twierdzą zwolennicy, oparty o statystyki etnograficzne, a według przeciwników, fałszujący je – pozbawiał Polskę Wilna i Lwowa i w zasadzie pokrywał się z obecną granicą naszego państwa.

Wojna z 1920 roku przesunęła jednak granice o około 200 km na wschód i pozostawiła przy Polsce Wilno, Baranowicze, Lwów, Stanisławów. Mocarstwa zachodnie zgodziły się więc ostatecznie na przyjęcie granic Polski wywalczonych w wojnie z bolszewikami i ustalonych w traktacie ryskim, a nie tych proponowanych w linii Curzona.

Nie stało się to także bez ogromnej aktywności ludności z tych terenów. Zwykle nie mówi się jednak o tym, że również wschód Polski miał swój plebiscyt w sprawie granic. Do Genewy, siedziby Ligii Narodów, pojechały miliony podpisów Polaków z tych ziem, opowiadających się za pozostawieniem ich przy Polsce.

- Rosja chciała zabrać z powrotem tereny z III zaboru – opowiada pisarz Zenon Kamiński. – Liga Narodów jej sprzyjała. Curzon oddawał Rosji Podlasie, Kurpie, aż po Grajewo. Mój ojciec znał Witosa z pobytu w obozie jenieckim w Niemczech i w latach dwudziestych kilkakrotnie przyjmował go w naszym majątku w kolonii Zaliwki, położonym około półtora kilometra od wsi Stok w gminie Korycin. To Witos namówił ojca do zorganizowania w 1921 roku Obywatelskiego Komitetu Zbierania Podpisów, świadczących o polskości tych ziem. Ojciec był wiceprzewodniczącym komitetu zbierającego podpisy na Podlasiu i Kurpiach. Cztery miliony podpisów zebrano na tym terenie w ciągu półtora miesiąca. Jeśli dodać tereny zabużańskie -  Baranowicze, Stanisławów  – to już było zebranych 10 mln podpisów. Wszystko to w pociągu pod eskortą żołnierską pojechało do Genewy do siedziby Ligii Narodów i przyczyniło się do obalenia koncepcji Curzona. Potem rząd proponował organizatorom ruchu zbierania podpisów w nagrodę duże majątki ziemskie na Kresach, ale ojciec nie chciał się przenosić z ojcowizny. W 1944 roku mój ojciec odpokutował za to zbieranie podpisów, spędzając w Ostaszkowie trzy lata.

Chociaż więc formalnie na wschodzie ziem Polski plebiscytu – takiego jak na Warmii, Mazurach czy na Śląsku - nie było, to ok. 10 mln podpisów musiało wpłynąć na chęć przyjęcia nowych powojennych zasad ustalonego pokoju w Rydze i na odrzucenie linii Curzona.

Warto pamiętać też o tych zamiarach zachodnich i wschodnich państw, wspólnie żądających już w 1920 roku zgody Polski na linię Curzona, nie mającą podstaw etnicznych czy historycznych.

Po podpisaniu 18 marca 1921 r. w Rydze „Traktatu pokoju między Polską a Rosją i Ukrainą” poza granicami Polski nadal znajdowało się wiele ziem, należących do nas przez rozbiorami.

Czy więc Polska, zawierając pokój w Rydze, zdradziła domagających się od nas wsparcia Białorusinów i Ukraińców, czy też raczej została zdradzona i zmuszona (chociażby brakiem udzielenia przez państwa zachodnie wsparcia i pomocy w wojnie z bolszewikami)  do zawarcia pokoju na warunkach jednak zmuszających nas do ustępstw?