Szef Związku poinformował PAP, że wiele pszczelich rodzin ma za sobą już pierwsze wiosenne obloty. "Wystarczyło kilka ciepłych dni i pszczoły wyruszyły z uli na obloty. Nie zrobiły tego jeszcze wszystkie pszczele rodziny, ale wiele" - przyznał Zysk. Wyjaśnił, że właśnie dzięki temu pszczelarze oceniają, że pszczoły dobrze przezimowały. Przyznał jednak, że wiele pszczelich rodzin cierpi z powodu warrozy - roztoczy, które pasożytują na pszczołach doprowadzając do śmierci owadów.

"Warrozie niestety sprzyjała ciepła jesień i ciepła zima. Mimo że pszczelarze odymiali pszczoły nawet późną jesienią, warroza przetrwała w ulach. Trzeba jak najszybciej przystąpić do walki z nią, w przeciwnym razie wiele pszczelich rodzin zginie" - wskazał Zysk. Dodał, że wystarczy kilka zarażonych tym roztoczem pszczół, by zachorował - a w konsekwencji nawet zginął - cały ul.

Prezes Związku zaapelował do pszczelarzy o jak najszybsze intensywne odymianie uli i stosowanie innych leków od warozzy, niż dotychczas.

"Odymiać pszczoły należy, gdy tylko zrobi się ciepło, ok. 10 stopni Celsjusza wystarczy. Trzeba to robić, gdy pszczoły są w ulu, bo w przeciwnym razie te, które są chore, a wyleciały z ula, rozniosą chorobę na pozostałe owady" - powiedział Zysk. Dodał, że ponieważ niektóre badania naukowe wskazują, iż warroza może uodparniać się na stosowane do jej zwalczania leki, pszczelarze powinni zmieniać środek, który stosują w pasiekach.

Zysk podkreślił, że należy jak najszybciej odymiać pszczoły, ponieważ matki nie znoszą jeszcze dużej ilości czerwu i leczenie pszczelich rodzin może dać dobry efekt. Gdy matka zacznie składać więcej jajeczek, które będą zasklepione woskiem, wówczas odymianie nie da efektów i młode pszczoły wylęgnął się z warrozą.

"Apeluję, by pszczelarze ruszyli do odymiania przy pierwszym ciepłym dniu. To najlepszy czas na takie zabiegi" - podkreślił Zysk.

Przyznał, że wielu, zwłaszcza początkujących pszczelarzy osłabienie pszczół zwala na zatrucie owadów opryskami rolniczymi. "Pszczoła, która nie ma siły latać, pełza przy ulu, często cierpi nie z powodu zatrucia, a warrozy" - podkreślił.

Prezes Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy w Olsztynie zaapelował też do działkowców o sadzenie miododajnych drzew, np. lip czy akacji. "Coraz więcej starych lip się wycina, a nikt nie sadzi tych drzew. Przez to pszczoły nie będą miały skąd zbierać nektaru" - tłumaczył.

Według danych organizacji pszczelarskich, w ciągu ostatnich 10 lat liczba rodzin pszczelich na Warmii i Mazurach zwiększyła się z ok. 100 tys. do ponad 140 tys. Pszczelarstwem zajmuje się ponad 3,5 tys. osób.