Pomysłowy, a zarazem przedsiębiorczy rolnik postanowił założyć biznes, który będzie dodatkowym źródłem jego dochodu. Właśnie stworzył wyjątkowy pojazd. Nad nietypową karawaną pracował ponad rok.

- Zdecydowałem, że najlepszy do tego będzie samochód Ford Granda z 1995 roku. Kupiłem go za pośrednictwem znanej strony motoryzacyjnej. Następnie wyciąłem cały front samochodu, a później zająłem się upiększaniem tyłu. Wymieniłem praktycznie wszystko, aby karawana wyglądała bardzo elegancko. Moja praca trwała cały rok. W środku, bok samochodu wyścieliłem elegancką skórą, górę i dół lakierowałem. Tył forda Granda musiałem wyposażyć w specjalną drabinę, na którą kładziemy trumnę. Teraz to jest piękne cacko - przyznaje dumny Aaron Grew.

O usługach pana Aarona szybko stało się głośno nie tylko w samej Irlandii, z której pochodzi, lecz także w Anglii, a zainteresowanych nimi nie brakuje. - To piękny symbol i hołd, który oddajemy ludziom silnie związanym ze wsią i pracą na polu. Liczę, że gdzieś tam wysoko zmarli uśmiechają się do nas, patrząc jak są transportowani na cmentarz. Bardzo w to wierzę - przyznaje pan Aaron.

Irlandczyk na pogrzeb użycza zazwyczaj swojego Masseya Fergusona, ale rodzinie zmarłego pozostawia pełną dowolność: - Nie mam nic przeciwko, by w ostatnią drogę rolnik był transportowany New Hollandem czy John Deerem. Bez problemu mój pojazd można odłączyć od karawany - przyznaje Grew. Karawana początkowo miała być wykorzystywana wyłącznie w połączeniu z traktorem. Jednak do konstruktora przychodzi sporo pytań z innych branż. - Na przykład ostatnio skontaktowało się ze mną właściciel pola golfowego. Spytał, czy nie dałoby rady wypożyczyć karawany i podłączyć jej do tzw. melexa, którym zmarły jeździł po polu. Zgodziłem się, nie z chęci zarobku. Po prostu chciałem ulżyć rodzinie zmarłego - przyznaje Irlandczyk.

A na koniec cena. Pomysłodawca nietypowego biznesu przyznaje, że cena, jak na standardy w jego kraju wcale nie jest wysoka. Wynosi okoł0 500 euro. W koszta wliczony jest także dojazd do klienta.