Tymczasem jest dokładnie odwrotnie: Sejm pracuje nad zmianą ustawy o ochronie zwierząt, a na inspekcję kontrolującą żywność zabrakło inwencji. Chociaż może jeszcze bardziej zabrakło determinacji i pieniędzy – bo potrzebę powołania inspekcji kontrolującej żywność obecnie rządzący krajem widzieli, zanim doszli do władzy. Teraz jednak postulat ten przejęli kolejni protestujący.

- Każdy towar, który wjeżdża do Polski, musi być szczegółowo oznakowany – mówi Marcin Bustowski, przewodniczący Związku Zawodowego Rolników Rzeczpospolitej „Solidarni”. – Każdy towar musi być  kontrolowany tak, jak jest teraz paliwo kontrolowane. Żeby było wiadomo, gdzie on teraz jest i wtedy, gdy zostanie skontrolowany i okaże się, że nie spełnia norm, żeby był zutylizowany na koszt producenta. To jest punkt wyjścia do walki z marketami.

Tymczasem przygotowano jednak ustawę, która umacnia organizacje pseudoekologów w walce z hodowcami. Jak twierdzą protestujący, w Polsce testuje się przepisy gdzie indziej nieistniejące – tak jest z wymogami wobec hodowców, ale i tymi związanymi z azotem.

- Niemcy mogą od 1 lutego używać azotu, a my dopiero od 1 marca – mówi Marcin Bustowski.

Ale wszystko wynika z braków budżetowych, dlatego na rolnictwo trzeba przeznaczać więcej pieniędzy.

- Budżet na rolnictwo powinien być na poziomie 2 proc. PKB. Mamy dzisiaj bardzo duże środki przeznaczone na militaria, na zbrojenia. A co będzie w sytuacji, jeżeli nie będziemy mieli zdrowych ludzi, wyposażonych w zdrową żywność, to kto będzie to obsługiwał?

Tymczasem sprowadzana do Polski żywność jest gorszej jakości, niż kierowana do dystrybucji we własnych krajach producenta.

- Polskie rolnictwo jest wyniszczane. Tracą sadownicy, hodowcy trzody i bydła, producenci mleka. Koszty rosną. O tym się nie mówi. Dzisiaj protestujemy – a powołanie inspekcji bezpieczeństwa żywności to był sztandarowy program Prawa i Sprawiedliwości. My postulujemy do rządu o wprowadzenie takiej instytucji, która spowoduje, że będziemy mogli kontrolować importowaną żywność od punktu A, w którym wyjeżdża zza granicy do nas, do naszego kraju. Każda ciężarówka, która jedzie – czy transport koleją – powinien być wyposażony w GPS. Inspekcja powinna posiadać możliwość dozoru i kontroli.

Ale przede wszystkim w Polsce należy zapewnić udział polskich produktów w handlu na poziomie co najmniej 51 proc., tak jak zrobiono to w Rumunii. Żywność powinna być znakowana flagą kraju pochodzenia i gwiazdkami, określającymi jej jakość.

Zbyt niski budżet nie pozwala jednak na właściwą działalność weterynarii, ARiMR.

Zdaniem Marcina Bustowskiego należy zlikwidować KOWR, bo „nie pełni żadnej funkcji”, a polska ziemia powinna być rozdysponowana wśród polskich rolników w formie leasingu na 30 lat z prawem wykupu.

- Polska ziemia powinna służyć do produkcji, a dzisiaj stała się przedmiotem utrzymywania administracji – stwierdził Bustowski.

Jak stwierdził, zamówił ponad 300 sztuk gumofilców. Tymczasem do Sejmu trafią dwie pary tych butów – dla posłów Czabańskiego i Suskiego, którzy przygotowali i bronią ustawy o ochronie zwierząt. Razem z postulatami ZZRR „Solidarni”.

- Oczekuję, że odeślą swoje skórzane buty i paski – mówił przewodniczący ZZRR „Solidarni”. – Te gumowe lakierki będą im pasowały do ław sejmowych, bo takie właśnie im się należą. Dzisiaj jest mało rolników, widać, że koty i psy będą chyba broniły rolnictwa. Jeśli poseł Czabański i poseł Suski nie wycofają się z tej ustawy, a postulaty, które składamy, nie będą realizowane, my nie będziemy jak inni blokować dróg. My przyjedziemy tu i zrobimy tu miasteczko. (…) Nie będziemy pracować na obcy kapitał. My będziemy tutaj rządzić. Bo my jesteśmy suwerenem, będziemy realizować art. 4 Konstytucji.

Komitet Obrony Polskiego Rolnictwa i Hodowców Zwierząt, współorganizator dzisiejszego protestu, wezwał do współdziałania wszystkich, którym zależy na pozycji polskiego rolnictwa i jakości polskiej żywności – także prawdziwych ekologów. Bo ustawa o ochronie zwierząt zmobilizowała do dzisiejszego protestu. Posłowe Czabański i Suski razem bronią ustawy, która – jak mówił Dariusz Grabowski, przewodniczący KOPRiHZ – pozwoli każdemu wejść do gospodarstwa czy domu i powiedzieć, że zwierzęta są źle utrzymane i trzeba je zabrać.

- Trwa wyprzedaż polskiej ziemi podstawionym osobom i spółkom – mówił Grabowski. – Spada dochodowość rolnictwa i spada dochodowość gospodarstw rodzinnych. One się zadłużają, trwa egzekucja niektórych gospodarstw. Wreszcie: coraz większe trudności w sprzedaniu na rynku krajowym, bo przecież sieci hipermarketów to utrudniają, i coraz większe trudności z eksportem, bo ci, którzy do tej pory godzili się na to, że kupują polskie produkty zrozumieli, że stajemy się konkurencyjni i chcą z tą konkurencją walczyć. Jeśli tak, to my musimy umieć się zjednoczyć i obronić polskiego rolnika.

Dariusz Grabowski dodał, że obrony wymaga też polski konsument, chcący jeść dobrą polską żywność. To też pole do działania dla ekologów. Trzecim sojusznikiem może być polski przedsiębiorca – to polskiemu rolnikowi chce on sprzedawać swoje produkty, więc potrzebuje zamożnego rolnika. Dlatego KOPRiHZ chce, żeby wszyscy wiedzieli, że broni on nie tylko interesu rolników.

- Zapraszaliśmy wszystkich, my jesteśmy – mówił Bustowski.

Postulaty protestujących w załącznikach.