Współcześni nazywali Zygmunta Glogera "starożytnikiem" czyli entuzjastą "starożytności", dziejów i przedmiotów należących do przeszłości. Dziś, w dobie wąskich specjalizacji, Gloger bywa uznawany "za przedstawiciela kilku(nastu) dyscyplin naukowych, takich między innymi jak historia, archeologia, etnografia, folklorystyka, ludoznawstwo" - napisał Łukasz Zabielski ("Zygmunt Gloger: między uniwersum Gutenberga a "literaturą w żywym słowie", 2016)

Dla biografki Teresy Komorowskiej Gloger był etnografem i folklorystą, kolekcjonerem ("Gloger. Opowieść biograficzna", 1985). - Jego starożytnictwo to zbieractwo wszystkich dawnych rzeczy polskich do początku XIX wieku - powiedziała w Polskim Radiu.

Adam Dobroński stawiał tezę, że "Zygmunt Gloger był przede wszystkim historykiem, i to w szerokim tego słowa znaczeniu". Natomiast prof. Jarosław Ławski, redaktor "Pism rozproszonych" Glogera (2016), dostrzegł w nim "równocześnie - naukowca i pisarza".

Gloger słynął jako tytan pracowitości. "Ani jednej godziny w życiu nie strwonił na rozrywkę w karty, nie spędził ani dnia w podróży poza granicami Słowiańszczyzny, nie był ani razu na wyścigach, na balu publicznym, maskaradzie, majówce dla zabawy. Zadawalał się stale pięcioma godzinami snu na dobę" - napisał Stanisław Szenic ("Cmentarz Powązkowski 1891-1918. Zmarli i ich rodziny", 1983).

"Swoje zamiłowania i pasje rozwijał drogą samouctwa, pozostając pod wpływem takich osobowości jak historyk Julian Bartoszewicz (1821-1870), powieściopisarz Józef Ignacy Kraszewski (1812-1887), geograf i poeta Wincenty Pol (1807-1872) i etnograf Oskar Kolberg (1814-1890). Korespondował niemal z wszystkimi uczonymi i pisarzami trzech zaborów, pozostawiając spuściznę naukową, popularnonaukową i literacką idącą w setki publikacji książkowych, rozpraw i artykułów, był autorem setek publikacji prasowych" - wskazał prof. Ławski. Chociaż więc Gloger nie miał uniwersyteckich tytułów, Julian Krzyżanowski zaliczył go do grona najświetniejszych uczonych, obok Karola Estreichera, Aleksandra Brücknera i Jana Stanisława Bystronia.

Pochodził z ziemiańskiej rodziny, której korzenie tkwią na Podlasiu. Urodził się 3 listopada 1845 r. Był jedynym synem zubożałej szlachcianki Michaliny Marianny z Woynów z okolic Mężenina koło Łomży i Jana Glogera, powstańca listopadowego, który po latach administrowania cudzymi majątkami, w 1859 r. kupił w Jeżewie k. Tykocina, 1,5 tys.-morgowe gospodarstwo (ok. 840 ha).

"Miłość do nauki i pamiątek narodowych zaszczepili we mnie rodzice i babki. Stąd prawie od lat dziecinnych spragniony byłem żądzą zbierania i zachowywania wszystkiego, co było pamiątką przeszłości historycznej, czy to był pieniądz polski, czy pieczęć jaka czy książka, czy strzępek dawnego stroju lub ułamek starej zbroi" - wspominał po latach Gloger w liście do Władysława Bartynowskiego.

Klimat rodzinnego domu Zygmunta scharakteryzowała Magdalena Zawidzka-Kwiatkowska, jego prawnuczka ("Zygmunt Gloger we wspomnieniach rodzinnych", 2016). W jej opinii, przywiązanie do tradycji oraz gruntowną znajomość Podlasia przekazała Zygmuntowi matka Michalina, starannie wykształcona, gorąca patriotka, zaangażowana w przygotowania Powstania Styczniowego - w 1863 r. była prezeską parafialnego Komitetu Opieki Narodowej.

W latach szkolnych Michalina przyjaźniła się z siostrami Fryderyka Chopina. "Podczas zabawy przeszkadzał im Fryderyk, robiąc różne psikusy. Wspomnienia Michaliny (…) ukazały się w piśmie +Lutnista+ w 1905 roku, w numerze poświęconym Fryderykowi Chopinowi" - podała Zawidzka-Kwiatkowska.

Jan Gloger, świetny gospodarz, "był człowiekiem jak na ówczesne czasy niezwykle światłym: inżynier, na wskroś humanista, rozmiłowany w literaturze, malarstwie, uczestnik powstania listopadowego, pasjonat sadownictwa (twórca odmiany jabłek zwanych "glogierówki").

Z rodziną Glogerów blisko był związany pisarz Józef Ignacy Kraszewski, szkolny przyjaciel Jana. "Przyjaźń przetrwała do śmierci pisarza. Kraszewski stał się też przewodnikiem intelektualnym Zygmunta Glogera" - opisała prawnuczka.

W 1858 r. Zygmunt Gloger rozpoczął naukę w Warszawie, w Wyższym Naukowym Zakładzie Jana Nepomucena Leszczyńskiego. "Co charakterystyczne, po początkowych świetnych wynikach, pod koniec nauki, w sezonie 1861/1862 oceny Glogera gwałtownie się obniżyły, znalazły się wśród nich nawet niedostateczne, skutkiem czego nie ukończył szkoły. Podobnie było i w 1863 r., kiedy powtarzał ostatni rok i wciąż kończącego naukę patentu nie otrzymał" - napisał Emil Kalinowski ("Zygmunt Gloger i rok 1863. Przyczynek do biografii słynnego Podlasianina").

Pod wpływem nauczyciela Kazimierza Władysława Wójcickiego, "miłośnika pamiątek" i "rzeczy starożytnych", w nastolatku wznieciła się etnograficzno-antykwaryczna pasja, która potem określiła kształt jego życia. "Opanowała mnie chęć spisania przysłów polskich. Zacząłem więc spisywać wszystko, co w tej mierze usłyszałem od ojca, stryja, ciotek, babek, sąsiadów, profesorów, kolegów, oficjalistów, sług i co napotkałem w książkach i kalendarzach. Oczywiście nie pojmowałem wówczas żadnych względów etnograficznych, chodziło mi tylko o ilość. Więc radość była wielka, gdy w roku 1861 dopełniłem cyfry dwutysięcznej" - takie wspomnienie Zygmunta Glogera przytoczyła Komorowska.

"W roku 1863, mając lat 17, posiadałem już kilkaset monet polskich i kilkadziesiąt medalów. Medale zostały mi wtedy zabrane - monety zdołałem ukryć i ocalić. Inne zabytki, z niewielkim wyjątkiem, przechowałem wtedy jako tako" - napisał sam Gloger 21 lipca 1882 r. w liście do Bartynowskiego. Objaśnienie słówka "wtedy" podał Kalinowski: "Mowa tu o skutkach rewizji przeprowadzonej w Jeżewie przez rosyjskie wojska".

Z badań Kalinowskiego wynika, iż to młodziutki Gloger był autorem korespondencji do krakowskiego "Czasu" na temat tragicznych potyczek powstańców w okolicach Tykocina, Jeżewa, Dobroch. Przesunęło to o kilka miesięcy debiut Glogera, za który poprzednio uważano artykuł o tykocińskim pomniku Stefana Czarnieckiego ("Tygodnik Ilustrowany" z 19 września 1863).

Tekst w "Tygodniku…" ilustrował drzeworyt Wojciecha Gersona, który m. in. przedstawia postać zamyślonego pod pomnikiem młodzieńca - o rysach młodego Glogera. "Chłopak (…) nosi charakterystyczną, +arcynarodową+ w tymże roku 1863 podbitą barankiem +konfederatkę+ Z pozoru drobny szczegół ubioru (…) - mówi bardzo wiele o młodym Zygmuncie i jego postawie w roku 1863" - ocenił Kalinowski.

W 1865 r. Gloger wstąpił do Szkoły Głównej w Warszawie. Rozpoczął studia na Wydziale Prawa i Administracji, ale dalej rozwijał pasje. "W prasie przeczytał apel sławnego Oskara Kolberga o zbieranie (…) i nadsyłanie materiałów etnograficznych z różnych stron kraju. Oczywiście, Zygmunt Gloger odpowiedział natychmiast, a osobisty kontakt z badaczem polskiej kultury ludowej zapoczątkował przyjaźń i długotrwałą współpracę. +Wyposażony+ w rady uczonego, zaczął spisywać pieśni zasłyszane od… żon stróżów, którzy przybywali do Warszawy za chlebem" - czytamy w uzasadnieniu uchwały Sejmu, czczącej pamięć Glogera w 100 rocznicę śmierci (2010).

Po latach również Gloger publikował podobne listy otwarte: "Ponieważ rozwój ludzkości trwa ciągle, każde więc pokolenie różni się jedno od drugiego, a cały poczet pokoleń tworzy szereg odmiennych do pewnego stopnia obrazów, których odzwierciedlenie należy do badaczów przeszłości. Każdy zaś ogół interesujący się postępem nauk ułatwia tym badaczom korzystanie ze źródeł, będących w posiadaniu osób prywatnych. ("Słowo" 1890).

Jednak apele Glogera o to, by wszelkie "dokumenty lub zabytki", wykopaliska, artefakty przekazywano w ręce specjalistów, którzy prowadzą badania nad "pierwotną kulturą kraju" - nie miały pożądanych skutków. W artykule "Wyprawa po starożytności" opisał on rezultaty takiego wezwania: wizyta oszustów, którzy chcieli "ograbić miłośnika starożytności polskich", wizyta ubogiej wdowy, chętnej sprzedać bezwartościowe pamiątki po mężu - a na koniec przybycie służącej ze "starożytnościami" od pewnej warszawskiej rodziny: "garnuszki różnego kształtu, a najwięcej od śmietanki, kubki, imbryczki od kawy i inne jeszcze naczynia, a wszystkie bez uszu, dziobków, szczerbate i z dziurami". ("Upominek: książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891)", 1893)

W 1868 r. Gloger przeniósł się ze studiami na Uniwersytet Jagielloński i rozpoczął systematyczne badania naukowe w sferze etnografii i prehistorii. Po ukończeniu studiów wydał pierwszą własną książkę: "Obchody weselne".

W latach 1870-72 stopniowo przejął administrowanie rodzinną posiadłością w Jeżewie. Atmosferę tego domu opisał Krzyżanowski: "stał otworem dla przyjezdnych gości (…) Przez Jeżewo przewijali się przyjaciele Glogera, gościł tu przed swą wycieczką do Białowieży Sienkiewicz, Julian Bartoszewicz, Jan Karłowicz i inni. Atmosferę tę dobrze oddaje krótka relacja samego Glogera z parodniowego pobytu Karłowicza w Jeżewie (…): +spędzaliśmy czas pożytecznie bądź na oglądaniu zbiorów naukowych, bądź na miłej pogawędce z matką moją, pamiętającą dużo ciekawych rzeczy z przeszłości kraju, siedząc to w ganku staropolskim przed domem, to pod lipami na kamieniach+".

Jednocześnie prowadził poszukiwania krajoznawcze, archeologiczne i etnograficzne. Najpierw na terenie Podlasia i Mazowsza, a następnie w Wielkopolsce, w Krakowskiem, na Litwie i Żmudzi. "Wędruje pociągiem, to znów konno, pieszo, a nawet czółnem spławia się w dół rzek" - czytamy w biografii. "Był widziany nad Niemnem, Wisłą, Biebrzą i Bugiem, Wartą i Sanem, Dniestrem i Dźwiną, Dnieprem, Bohem i Horyniem".

Przeprowadził m. in. w Grodnie, prekursorskie w Europie, badania powierzchniowe tzw. "stacji krzemiennych, czyli siedlisk pierwotnych mieszkańców z czasów powszechnego w starożytności użytku krzemienia". Wyniki publikował w "Wiadomościach archeologicznych".

Podczas krajoznawczych ekspedycji po ziemiach Polski i Litwy dokumentował folklor: zbierał pieśni ludowe, porzekadła, przypowieści oraz zabytki piśmiennictwa, rejestrował lokalne zwyczaje, szkicował i rysował ludową kulturę materialną np. stroje i architekturę.

"Gloger (…) rozumiał zwiedzanie kraju ojczystego przede wszystkim jako obowiązek poznawania dokonań dawnych pokoleń" - podkreślił Dobroński ("Znaki tożsamości narodowej według Zygmunta Glogera", 1998).

Pozyskiwał też eksponaty do jeżewskiego muzeum. Spostrzeżenia, zapiski i wrażenia były materiałem do książek etnograficznych np. "Pieśni ludu", "Słownik gwary ludowej okręgu tykocińskiego", "Album etnograficzny", "Rok polski w życiu, tradycji i pieśni", "Zwyczaje doroczne", "Skarbiec strzechy naszej", "Gody weselne. 394 pieśni i śpiewek weselnych", "Budownictwo drzewne i wyroby z drzewa w dawnej Polsce". Posłużyły one także do "Ksiąg rzeczy polskich", "Geografii historycznej" oraz "Encyklopedii staropolskiej".

Krzyżanowski określił książki Glogera jako "uroczą gawędę starożytniczą". Ocena pracy naukowej wypada słabiej. "Był zapalonym i sumiennym zbieraczem materiałów, ale nie posiadał głębszej wiedzy, która pozwoliłaby na prawidłową i twórczą interpretację" - oceniła Komorowska.

Swoje obserwacje Gloger publikował na gorąco m. in. "Tygodniku Ilustrowanym", "Bibliotece Warszawskiej", "Wędrowcu", "Przeglądzie Polskim", "Zorzy", "Kronice Rodzinnej". Krajoznawcze opisy przeplatały się z ekonomiczno-społecznymi aktualiami. W celach oświatowych wydawał popularny wybór poezji ludowej, pieśni, przypowieści, baśni, zwyczajów. Tomiki "Biblioteki Ludowej" Zygmunta Glogera, pod pozorem "ludowości", krzewiły polskość tępioną przez zaborców.

Swoje idee wyrażał w taki sposób, że cenzura zaborcy nie wychwytywała troski o ojczyznę, której nie było na politycznej mapie świata. Za przykład może posłużyć jego rozmowa z szykującymi się do emigracji wieśniakami spod Tykocina: "A do któregoż to kraju zamierzacie wędrować? - zapytałem. Jeden z wieśniaków odrzekł: +do Hafryki+. Inny zaprzeczył, poprawiając go: +do Branzolji, proszę pana+. +Nie do Hafryki, ani do Branzolji, tyło do Agrypiny+ - dodał trzeci. Domyślając się, że miała to być Afryka, Brazylia i Argentyna, przekonałem się z dalszej rozmowy, iż: 1) żaden z tych ludzi nie wiedział, gdzie emigruje; 2) żaden nie miał pojęcia o odległości, położeniu jeograficznym i warunkach kraju, który pragnie obrać sobie za nową ojczyznę; 3) żaden nie był zmuszony przez nędzę do wychodźtwa, każdy bowiem miał zebranych kilkadziesiąt rubli na drogę" - zapisał ("Kurier Codzienny", 1890)

"Program Glogera sprowadzał się do trzeźwego postulatu: zachować tradycję narodową, religię, pamięć o przeszłości, ale reformować się cywilizacyjnie, przemyśliwując o przyszłości" - podkreślił prof. Ławski.

W 1883 r., mając lat 38, ożenił się z młodszą o 15 lat Aleksandrą Jelską, córką znanego kolekcjonera z Zamościa w powiecie ihumeńskim. Aleksander Jelski posiadał bibliotekę liczącą ponad 7 tys. tomów, ponad 2 tys. sztychów i litografii, przeszło 20 tys. dokumentów, setki pamiątek historycznych - medali, pasów słuckich, porcelany, rzemiosła artystycznego. Był też autorem setek artykułów, współpracownikiem licznych wydawnictw, zbieraczem pieśni, przysłów i podań ludowych.

Aleksandra została gorliwą współpracowniczką męża, jednak w 1899 r. nieoczekiwanie zmarła, a Gloger ze zdwojoną siłą oddał się pracy. W latach 1900-03, po 40 latach gromadzenia materiałów, wydał swoje opus magnum "Encyklopedię staropolską ilustrowaną". Zdaniem Ławskiego "to dzieło zapewniło mu nieśmiertelność jako summa XIX-wiecznej wiedzy o dawnej Rzeczypospolitej".

W 1906 r.Gloger przeniósł się do Warszawy. Na walnym zebraniu organizacyjnym został wybrany pierwszym prezesem Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego. Był również współzałożycielem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego i wiceprezesem Towarzystwa Opieki nad Historycznymi Pamiątkami i Zabytkami Sztuki i Kultury Polskiej.

W 1907 r. ożenił się z wdową, Kazimierą z Weissbornów Wilczyńską.

Schorowany na cukrzycę, zmarł w nocy z 15/16 sierpnia 1910 roku, w wieku 65 lat, na skutek przypadkowego zakażenia po amputacji ręki.

Swe zbiory i bibliotekę zostawił narodowi: zapisał je Towarzystwu Krajoznawczemu, Towarzystwu Biblioteki Publicznej w Warszawie, Muzeum Narodowym i Akademii Umiejętności w Krakowie, a także Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie.

Rok po jego śmierci Polskie Towarzystwo Krajoznawcze w IV Roczniku PTK, w hołdzie "założycielowi i pierwszemu prezesowi" opublikowało bibliografię 800 jego naukowych prac.

Po II wojnie wielkiego etnografa odkryła na nowo regionalistka Helena Czernekowa, kierowniczka Powiatowej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Łomży. Z jej inicjatywy, 26 sierpnia 1973 r. odsłonięto tam pomnik Glogera, dłuta Ferdynanda Jarochy.

W latach 2013-17 Narodowy Program Rozwoju Humanistyki sfinansował projekt "Naukowa edycja Pism rozproszonych Zygmunta Glogera w trzech tomach", który pozwolił zebrać oraz reinterpretować naukowy i publicystyczny dorobek Glogera.

Od 1983 r. Społeczne Stowarzyszenie Prasoznawcze "Stopka" w Łomży organizuje Konkurs o Nagrodę i Medal Zygmunta Glogera. Do tej pory nagrodzono 241 osób. W 2019 r. otrzymał tę nagrodę m. in. ks. Stanisław Drąg, który od 52 lat pisze ikony i wystawia je w całej Polsce, Aleksander Naumow z Krakowa - za popularyzowanie pisma starosłowiańskiego, a także Dorota Sokołowska z Radia Białystok - za aktywność w mediach i promocję czytelnictwa oraz Muzeum Przyrody w Drozdowie.

W przyjętej w 100 rocznicę śmierci uchwale, Sejm RP ocenił, że działalność Zygmunta Glogera była niezwykle ważna dla zachowania narodowej odrębności Polaków w okresie zaborów. "Skrywane pod szatą nauki i ludowości przesłanie, dawało zniewolonemu narodowi poczucie tożsamości i dumy z bycia Polakiem" - podkreślono.