PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Dr Michał Sutkowski: Wyścig z koronawirusem cały czas trwa

Dr Michał Sutkowski: Wyścig z koronawirusem cały czas trwa

Temat koronawirusa i szczepień budzi – głównie w mediach – wiele emocji, pytań i wątpliwości. W rozmowie z doktorem Michałem Sutkowskim staramy się wyjaśnić wątpliwości, potwierdzić fakty i obalić mity. Nasz ekspert wyjaśnia m.in., dlaczego koronawirus jest tak wyjątkowo niebezpieczny, dlaczego nie należy bać się szczepień, co możemy zrobić, żeby pokonać pandemię i czy po szczepieniu można pić alkohol.



Z pandemią COVID-19 walczymy już półtora roku. Skutki społeczne i ekonomiczne lockdownów odczuwamy bardzo boleśnie już teraz, niektóre dadzą nam znać o sobie za jakiś czas, a wiele zmian zostanie z nami na zawsze. Wiele osób przeżywa osobiste czy rodzinne dramaty – śmierć najbliższych, długotrwałą niezdolność do pracy, komplikacje pocovidowe, inne problemy zdrowotne wynikające z utrudnień w diagnozowaniu i leczeniu, jakie wymusiła na nas pandemia, utratę pracy, a w przypadku przedsiębiorców – trudność z utrzymaniem się na runku. Wszyscy odczuwamy skutki ekonomiczne, gospodarcze i społeczne pandemii. Przez wiele miesięcy byliśmy unieruchomieni w domach, co odbiło się niekorzystnie na edukacji, handlu, turystyce, branży HoReCa i jej poddostawcach. Rolników boleśnie dotknęło mniejsze zapotrzebowanie na produkty spożywcze ze strony lokali gastronomicznych.

Zdawać by się mogło, że wszystkim zależy na pokonaniu pandemii, jednak szansa na szybszy powrót do normalności – jaką są masowe szczepienia na koronawirusa – jest przez zadziwiająco wysoki procent Polaków odrzucana. Dlaczego? Jakie są przyczyny braku zaufania do szczepień? W jakie mity na temat koronawirusa i szczepień nie powinniśmy wierzyć? Na co naprawdę zwrócić uwagę, a jakim modom nie ulegać?

O faktach i mitach i na temat koronawirusa rozmawiamy z dr Michałem Sutkowskim, prezesem Warszawskiego Oddziału Terenowego Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, rzecznikiem prasowym Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, prodziekanem ds. rozwoju Wydziału Medycznego Uczelni Łazarskiego, Członek Narodowej Rady Rozwoju ds. Ochrony Zdrowia przy Prezydencie RP, a przede wszystkim lekarzem rodzinnym i specjalistą chorób wewnętrznych o szerokiej praktyce zawodowej. Nasz ekspert prowadzi codzienną praktykę lekarską m.in. jako dyrektor NZOZ „Medycyna Rodzinna” z siedzibą w Osuchowie, a także społecznie leczy osoby bezdomne, wspierając m.in. np. wspólnoty: Chleb Życia, Św. Marcina de Porrès, SantˊEgidio.

Wirusy komplikują nam życie od zawsze. W środowisku rolniczym nie trzeba nikogo przekonywać, jakie spustoszenie poczyniły: ASF, ptasia grypa, ostatnio SARS-CoV-2. Panie Doktorze, proszę nam powiedzieć, na czym polega wyjątkowa szkodliwość koronawirusa SARS-CoV-2?

Koronawirus jest chorobą wirusową na tyle niebezpieczną, że jest i bardzo zakaźny, i – jak na infekcje wirusowe – w dużym stopniu śmiertelny. Dane te wcale nie dotyczą tylko osób starszych, lecz także osób młodych, 30-40 letnich, aktywnych zawodowo i absolutnie zdrowych.

Wyjątkowość tego koronawirusa polega jeszcze na tym, że jest to wariant wirusa, z jakim się jeszcze dotychczas nie spotkaliśmy, więc jest dla nas szczególnie zjadliwy i niebezpieczny. To powoduję, że wśród młodych ludzi jego śmiertelność może sięgnąć kilku procent, gdy osoby te chorują na różne choroby przewlekła, a w niektórych grupach śmiertelność dochodzi nawet do 20%.

Jak wyglądają skutki COVID-19 w porównaniu ze żniwem, jakie zbiera każdego sezonowa grypa?

Koronawirusa często porównywano z grypą i to jest, niestety, potężny błąd. Kiedy wirus dotarł do Polski, podejrzewaliśmy, że to będzie łagodna odmiana i nie należy się koronawirusa tak bardzo bać. Dlaczego? Ponieważ mieliśmy zafałszowane dane z Chin. Chińczycy nie podali pełnych danych, a te dotyczące śmiertelności były przez długi czas były skrzętnie ukrywane. Stąd pierwsze przypuszczenie, że to infekcja podobna do grypy. Teraz jednak, kiedy mamy już swoje statystki, wiemy, że to nieprawda.

Koronawirus to przede wszystkim choroba mająca inne objawy; podobna na początku, ale w skutkach zupełnie inna – powodująca zdecydowanie więcej wirusowych zapaleń płuc i trwałych zmian w płucach. Także powikłania neurologiczne, kardiologiczne, naczyniowe, zakrzepowo-zatorowe, nawet psychiatryczne, mgła kowidowa – zdarzają się dużo częściej niż w przypadku innych chorób wirusowych.

Śmiertelność w przypadku grypy jest kilkanaście razy niższa, choć jest pewnie zaniżona, ponieważ pacjenci umierają na skutek powikłań, które nie są z grypą wiązane, np. pneumokokowe zapalenie płuc czy niewydolność krążenia. Z grubsza można powiedzieć, że z powodu grypy umiera w ciągu sezony kilkaset osób, a w przypadku koronawirusa – kilkadziesiąt tysięcy (dotychczas w Polsce zmarło ponad 70 tys. osób). Poza tym koronawirus pozostawia znacznie więcej powikłań.  

Trzeba sobie jasno powiedzieć: koronawirus to nie jest zwykłe przeziębienie ani dotychczasowo znana najgroźniejsza grypa. Cechą wspólną jest to, że możemy się na obie szczepić, co jest w tym wszystkim niezwykle pozytywne.

Panie Doktorze, w swojej praktyce spotyka Pan na pewno wielu pacjentów o skrajnie różnych poglądach. Jaka jest najczęstsza przyczyna braku zaufania do szczepionki przeciw COVID-19?

Wiem, że jest duża grupa zarzutów, choć muszę przyznać, że rzadko kiedy spotykam z koronosceptykami. To zjawisko raczej dotyczy mediów niż mojej praktyki. Od 32 lat jestem lekarzem, szczepię pacjentów i na dobrą sprawę nie spotkałem się z osobami, które odmawiają szczepień. Oczywiście, teraz mamy inną sytuację, bo te szczepienia mają charakter nieobowiązkowy i dobrowolny, ale staram się w rozmowach z pacjentami edukować i rozwiewać wątpliwości.

Jakie wątpliwości pojawiają się najczęściej?

Przede wszystkim ludzie obawiają się, że szczepionki powstały w krótkim czasie i nie zostały dopracowane. Odpowiedź jest taka: po pierwsze cała matryca mRNA to pomysł, który ma już ponad 20 lat, a badanie nad szczepionkami wektorowymi trwają znacznie dłużej – kilkadziesiąt lat. Prowadzone były też badania nad koronawirusami, jak SARS-Cov-1 czy nad wirusem Zika.

Tę sytuację często porównuję do budowy samochodów. Od 100 lat umiemy budować auta, ale w ciągu ostatniego roku nauczyliśmy się tyle, że możemy do tego wspaniałego, idealnego samochodu (tu każdy może wstawić ulubioną markę) dołożyć jedną doskonałą część, która powoduje, że ten samochód ma swoje dodatkowe walory. W przypadku szczepionki tą częścią jest antygen – białko S koronawirusa. Czy to oznacza, że nie umiemy budować samochodów? Oczywiście, że umiemy, ale teraz dołożyliśmy właśnie ten najważniejszy element. Technologia mRNA stanie się w przyszłości technologią, która będzie ratowała świat. Już teraz jest wprowadzana w wielu lekach onkologicznych czy chirurgicznych.

Kolejne wątpwości, które się słyszy, to że firmy farmaceutyczne chcą na nas zarobić, stąd ta światowa pandemia. Trudno uwierzyć, że firmy chcą zabijać pacjentów za pomocą koronawirusa, żeby wprowadzić szczepionki. Leczenie zawsze jest dużo droższe niż profilaktyka. Jeśli firmy farmaceutyczne nastawiałyby się na zysk, to nie produkowałyby szczepionek, które do czasu koronawirusa stanowiły tylko 2% ich zysku.

A co z badaniami? W tej kwestii niektórzy również mają wątpliwości.

Przede wszystkim firma musi zrobić określoną liczbę badań w określonym czasie. W tym przypadku firmy pracowały równolegle, dostały bardzo duże wsparcie finansowe ze środków rządowych różnych państw i współpracowały ze sobą, żeby ten proces przyspieszyć, ponieważ mamy do czynienia z katastrofą światową.

Koronawirus sparaliżował świat i gospodarkę. Dotychczas na świecie zmarło ponad 30 mln ludzi – tak mało, pomimo że tak dużo, ponieważ wdrożono wszelkie środki ostrożności hamujące gospodarkę i kontakty społeczne. Gdybyśmy tego nie zrobili, gdyby wszystko było normalnie otwarte, to zmarłoby nieporównywalnie więcej osób – pewnie kilkaset milionów. Trzeba pamiętać, że hiszpanka 100 lat temu zabiła 100 mln ludzi.

A jak wyglądają kwestia powikłań zakrzepowo-zatorowych po szczepionkach? Takie wątpliwości też się często słyszy. Powinniśmy się ich bać?

Tak, to częsta obawa, choć zupełnie niesłuszna. Dotyczy zwłaszcza jednej szczepionki, która od początku miała złą prasę, co niepotrzebnie spowodowało strach wśród pacjentów i niestety, często wśród decydentów. Na szczęście, Polska nie zareagowała tak alergicznie – ten preparat nie został wycofany, wiele osób się nim szczepi i szczepiło, łącznie z najważniejszymi osobami w państwie. I wszystko jest w porządku. Niestety, mleko się rozlało, zła prasa spowodowała uprzedzenia i obawy. A trzeba powiedzieć, że powikłania zakrzepowo-zatorowe występują przede wszystkim w covidzie, który niszczy naczynia krwionośne i nawet bezobjawowe lub skąpo objawowe przejście covidu może skończyć się problemami zatorowo-zakrzepowymi, co jest szczególnie niebezpieczne w przypadku osób obciążonych chorobami współistniejącymi, jak nowotwory, niewydolność krążenia, cukrzyca, otyłość i wiele innych.

W przypadku osób szczepionych problemy zakrzepowo-zatorowe występują na takim samym poziomie, jak u osób nieszczepionych, a w przypadku koronawirusa takich powikłań jest o ok. 16% więcej. Kilkadziesiąt razy częściej powikłania te występują w przypadku przyjmowania leków antykoncepcyjnych i palenia papierosów, o czym się tak powszechnie nie mówi. Oczywiście, szczepionka – jak każdy lek – może wywołać te czy inne powikłania, ale są to niezwykle rzadkie przypadki. W ogóle ta cała dyskusja jest nadmierna w stosunku do stanu faktycznego i wywołuje wrażenie, że jest jakieś nadmierne ryzyko, którego realnie nie ma.

Czy mRNA przenika do naszego DNA?

Tu muszę absolutnie zaprzeczyć – nic takiego nie ma i nie może mieć miejsca. mRNA nie może przejść przez jądro komórkowe, dostać się do naszego DNA, pomieszać się z nim i zmienić nas. To jest absolutnie niemożliwe – szczepionka wchodzi tylko do cytoplazmy komórkowej. Jeśli ktoś ma wątpliwości albo chciałby poznać szczegóły naukowe, to odsyłam do dostępnej w Internecie publikacji „Nauka przeciw pandemii”, w przygotowywaniu której brałem udział. „Nauka przeciw pandemii” to inicjatywa zrzeszająca wybitnych specjalistów ze środowiska naukowego pod przewodnictwem prof. Andrzeja M. Fala. Zebrano tam wszelkie wyniki badań na temat szczepień przeciw COVID-19 oraz innowacyjnych technologii zastosowanych w szczepionkach.

Słyszy się też czasem obawy, że szczepionka może wywoływać bezpłodność.

Powstały takie dziwne teorie, ponieważ porównuje się białko wirusa z białkiem łożyska i na tej podstawie zakłada, że zaszczepiona kobieta straci płodność. Jednak te teorie są kompletnie nieuzasadnione, ponieważ są dwa zupełnie inne białka i szczepionka nie działa na białka łożyska. 

Zdaje się, że wiele osób obawia się również reakcji poszczepiennej, którą nazywa chorobą. Jakie niedogodności mogą wystąpić po szczepieniu i czy są niebezpieczne?

Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że reakcja poszczepienna to nie jest choroba. Jeśli się zaszczepiliśmy, to reakcja naszego organizmu nie jest związana z koronawirusem, tylko ze wzbudzaniem naszej odporności przeciw koronawirusowi. Nie można mylić tych dwóch pojęć.

A czy osoby zaszczepione chorują na koronawirusa?

Może się zdarzyć, że po szczepieniu ktoś zachoruje. Szczepionka przeciw koronawirusowi jest skuteczna w blisko 95%, ale wśród osób starszych ten procent jest nie nieco mniejszy – w granicach 85-90%, ponieważ wytwarza się u nich mniejsza odporność, ale nawet jeśli zachorują, to przebieg będzie znacznie łagodniejszy. Każda ze szczepionek w prawie 100% chroni przed powikłaniami, ciężkim przebiegiem, zgonem czy hospitalizacją. To i tak wysoki procent, ponieważ żadne działanie w życiu i w przyrodzie nie jest na 100%. I to jest największy walor tej szczepionki – nawet jeśli zachorujemy, to przejdziemy tę chorobę lekko. Oczywiście, dotyczy to osób po pełnym szczepieniu, czyli tydzień-dwa po przyjęciu drugiej dawki. Bywa, że chorują osoby po pierwszej dawce, kiedy mają 50-60% odporności, dlatego po pierwszym szczepieniu trzeba na siebie szczególnie uważać.

Na jaki czas szczepionka nas chroni? Czy będziemy się musieli w przyszłości doszczepiać?

To bardzo ważne pytanie, ale dzisiaj jest jeszcze za wcześnie, aby o tym mówić. Wszystko wskazuje na to, że raz na jakiś czas będziemy się musieli się doszczepiać, ale jak często – raz na rok, raz na dwa lata czy rzadziej – tego dziś jeszcze nie wiadomo. Będziemy prowadzić badania pod tym kątem. Liczba przeciwciał w organizmie zmniejsza się wraz z upływem czasu.

Czy powinniśmy zatem badać sobie przeciwciała po szczepionce czy po przechorowaniu koronawirusa?

O naszej odporności informuje kilka wskaźników – przeciwciała, komórki pamięci, odpowiedź komórkowa – które tylko razem dają pełną informację. Poziom przeciwciał, który badamy laboratoryjnie albo za pomocą testów, to tylko jedna z informacji i daje nam mgliste pojęcie o naszej odporności. Testy badają przeciwciała, a pozostałych dwóch parametrów (komórek pamięci i odpowiedzi komórkowej) nie badamy powszechnie, ponieważ te badania są niezwykle skomplikowane i drogie.

Skoro przeciwciała mamy i po szczepionce, i po przebytej chorobie, to czym one się różnią? Dlaczego ozdrowieńcy powinni się zaszczepić?

Ozdrowieniec powinien się szczepić, ponieważ jego odporność przeciwko wirusowi została wyczerpana przez chorobę. To są sprawy skomplikowane, ponieważ są choroby zakaźne, po przechorowaniu których odporność jest wystarczająca. Zdarza się to jednak rzadko. Poza tym nasza odporność po chorobie będzie bardzo różna, każdy organizm działa inaczej i nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi. Natomiast odporność po szczepieniu jest bardziej pod kontrolą – organizm dostaje odpowiednią ilość antygenu, więc i odpowiedź organizmu jest bardziej przewidywalna.

I jeszcze jedno: niektórzy zakładają, że przechorują koronawirusa i wszystko będzie dobrze. A szczepionka daje jeszcze jedno – 95% populacji nie zachoruje, czyli nie podejmiemy tego ryzyka, które niesie choroba. Mówiliśmy już o tym wcześniej, że w przypadku koronawirusa dużym, wynoszącym blisko 20% ryzykiem są powikłania pocovidowe, a dotykają one również osób, które przeszły chorobę skąpo- lub bezobjawowo.

Przyjęcie leku to zawsze jakieś ryzyko. Wystarczy przestudiować ulotkę dowolnego medykamentu, który zażywamy na co dzień – poczynając od powszechnie stosowanych leków przeciwbólowych, antyhistaminowych, antykoncepcyjnych, przez antybiotyki i sterydy, a na środkach stosowanych w specjalistycznych terapiach kończąc. Wydaje się jednak, że w przypadku szczepionki na koronawirusa nieprzyjęcie jej oznacza większe ryzyko – zarówno dla nas, jak i dla naszego otoczenia, a także w szerszym spojrzeniu – dla całego społeczeństwa. Czym tak naprawdę ryzykujemy, decydując się na szczepienie albo rezygnując z niego? Czy można to ryzyko jakoś obliczyć?

Trzeba sobie podstawić na jednej szalce koronawirusa ze wszystkimi możliwymi powikłaniami, a na drugiej – ewentualne reakcje po szczepionce. Zdecydowanie więcej argumentów jest na rzecz szczepień niż za przechorowaniem koronawirusa, dlatego szczepimy. Lekarstwo nie może być gorsze od choroby. Zawsze jest od niej lepsze. Szczepionka jest profilaktyką choroby – z jednej strony nie zachorujemy, a z drugiej nabędziemy odporność. Jeśli natomiast złapiemy kornawirusa, to grożą nam ogromne powikłania, możemy umrzeć, a nawet jeśli chorobę przejdziemy lekko, to nie mamy dobrej, kontrolowanej odporności.

W jakim stopniu zaszczepieni mogą zarażać czy przenosić koronawirusa?

Osoby zaszczepione w bardzo małym procencie mogą być wektorem koronawirusa. Może się to zdarzyć, ale niebezpieczeństwo jest nieduże, ponieważ aby przenosić koronawirusa, trzeba go mieć w sobie. To nie jest pojedynczy wirus, tylko miliony wirusów, które się namnożyły w naszym układzie oddechowym. Jeśli jesteśmy zaszczepieni, to wirusy nie namnożą się w takiej dużej ilości, ponieważ organizm już na początku wysyła swoich wojowników w postaci przeciwciał, komórek pamięci i odporności komórkowej, którzy pokonają tego wirusa, tak że nie stworzy on tzw. tworzył inokulum, czyli takiej ilość zarazka, który spowoduje chorobę. Oczywiście, w medycynie nic nie jest na 100%, więc może się zdarzyć, że nawet w takiej sytuacji, gdy spotkamy osobę o wyjątkowo niskiej odporności, to dojdzie do zakażenia, ale są to zdecydowanie rzadsze przypadki.

Kilka miesięcy temu pojawiły się informacje o koronawirusie na fermie zwierzą futerkowych. Czy zwierzęta przenoszą koronawirusa?

Zwierzęta domowe nie przenoszą koronawirusa. Natomiast jeśli chodzi o zwierzęta hodowlane, to jest tutaj duży znak zapytania. Uważa się, że w przypadku zwierząt futerkowych taka sytuacja miała miejsce. Nie ma nowych badań na ten temat i niewiele w tej materii wiadomo. Na pewno koronawirusa przenoszą niektóre gatunki, jak nietoperz czy łuskowiec, który jest prawdopodobnym pierwotnym źródłem zakażenia.

Zwierzęta, od których moglibyśmy zarazić się koronawirusem, też chorują czy przenoszą go mechanicznie na sobie?

Wirusa przenoszą organizmy, które chorują, nawet bezobjawowo. Człowiek raczej nie zaraża się od przedmiotów i w dużo mniejszym stopniu – od zwierząt. Zakażenie przez przedmioty jest, oczywiście, teoretycznie możliwe, ale zdarza się niezwykle rzadko. Największym źródłem koronawirusa jesteśmy my sami.

Skoro my sami przyczyniamy się do rozprzestrzeniania wirusa, to jaki procent społeczeństwa musi zostać zaszczepiony, żebyśmy mogli osiągnąć odporność stadną i pokonać pandemię?

Każda ilość osób zaszczepionych przybliża nas do sukcesu, ale trzeba też zdefiniować, co to jest sukces. Można powiedzieć, że gdybyśmy zaszczepilibyśmy się w 80-85% społeczeństwa (przy części osób, które przechorowały i części, które się nie zaszczepiły), to ta odporność będzie bardzo duża. I do takiej odporności należy dążyć, dlatego walczmy o frekwencję, ponieważ dzięki temu będziemy zdrowi my i nasze rodziny, a jednocześnie nasza gospodarka i relacje społeczne. Walczymy o zdrowie, ale także o normalność, której w ostatnim czasie było bardzo mało albo nie było jej wcale.

Wiele osób, zwłaszcza młodych, narzeka na obostrzenia, konieczność noszenia maseczek itd., a jednocześnie deklaruje niechęć do szczepień. Niepokojące jest, że wszyscy chcemy powrotu do normalnego życia, a jednocześnie ok. 40% Polaków nie zamierza się szczepić. To wydaje się nielogiczne. Czy możemy czekać na skutki szczepień, dawać szansę innym – jak argumentują niektórzy? Czy jako społeczeństwo stać nas na to, aby być biernymi obserwatorami pandemii?

Szczepimy się nie tylko dla siebie, ale i dla społeczeństwa. Jest ogromną różnicą, czy będzie odpornych 50% czy 85% procent społeczeństwa, ponieważ im mniej chorych, tym bardziej zabieramy koronawirusowi tlen, nie dajemy mu miejsca, żeby się namnażał w naszych organizmach i rozprzestrzeniał – to jest jeden powód, żeby się szczepić. A drugi powód: jeśli się zaszczepimy, to dajemy wirusowi mniej szans na wytworzenie nowych wariantów, które z czasem w sprzyjających warunkach może wirus wytworzyć. To jest niezwykle ważne. Dzisiaj wszystkie szczepionki są skuteczne na obecne warianty, ale może się okazać, że koronawirus złamie naszą odporność. Dlatego można powiedzieć, że ścigamy się z koronawirusem – im więcej osób zaszczepionych, tym większa szansa, że z nim wygramy.

A czy są przypadki, w których nie powinniśmy się szczepić albo zachować szczególną ostrożność i skonsultować się ze lekarzem specjalistą przed szczepieniem?

Szczepienie, tak jak każde lekarstwo, nie jest dla wszystkich. Jeśli ktoś przebył wstrząs anafilaktyczny albo jest uczulony na składnik szczepionki czy substancję pomocniczą, to nie może być zaszczepiony. To jest przeciwskazanie trwałe i dotycz bardzo wąskiej grupy osób. Jeśli ktoś przeszedł wstrząs po pierwszej dawce, to też nie może być zaszczepiony drugą dawką. Mogą być też czasowe przeciwskazania do szczepień, np. ciężkie zaostrzenie choroby przewlekłej. Jeśli ktoś ma np. zawał, który jest zaostrzeniem choroby wieńcowej, to trudno pacjenta w takim stanie szczepić. Trzeba poczekać.

Osób, które realnie nie mogą się szczepić, jest niewiele, ale są takie przypadki. I chociażby w trosce o tych, którzy nic nie mogą zrobić, powinniśmy szczepić, aby nie podnosić procentu osób niezaszczepionych.

Czy szczepionka koliduje z jakimiś lekami? Czy jakieś leki należy odstawić albo odwrotnie – specjalnie przyjąć przed szczepieniem albo po nim?

Jeśli ktoś przyjmuje jakieś leki na stałe, to przed szczepieniem powinien normalnie je przyjmować. Nie odstawiamy stałych leków, ale też nic nie dodajemy. Nie można zareagować na zapas.

I na zakończenie pytanie, które często przewija się w dyskusjach okołoszczepionkowych: czy po szczepionce można wypić piwo czy kieliszek wina?

Najczęściej można, ale nigdy tego nie zalecamy. Jeśli osoba dorosła wypije kieliszek wina następnego dnia, to się nic nie wydarzy, ale zachęcamy do refleksji, dlaczego państwo o to pytacie.

Po szczepieniu organizm podejmuje dodatkowy wysiłek i lepiej nie dokładać mu jeszcze kolejnego – w postaci alkoholu. Poza tym wyobraźmy sobie taką sytuację, że ktoś wypije alkohol i dostanie gorączki albo będzie miał jakieś inne objawy. Wtedy ma utrudniony transport do apteki, jest zależny od innych, musi wziąć kolejne leki – a zarówno szczepionka, jak i leki przeciwgorączkowe to substancje chemiczne, których lepiej nie łączyć z alkoholem.

Dziękujemy za rozmowę.



Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (9)

  • Mirosław 2021-05-31 14:29:07
    To jest ten ekspert co wykazywał wyższość maseczki chirurgicznej nad zwykłą, Lol XD . Oni to nawet ze szczepionki zrobią cyrk, loteria,Lol XD .
  • pinochet 2021-05-31 09:00:08
    "Może się zdarzyć,że po szczepionce ktoś zachoruje" .... Tak jak i bez szczepionki... Na grypę.
  • Rolnik 2021-05-30 18:00:54
    Taki wirus zaraźliwy że ja rzekomo miałem styczność z osobami niby chorymi na tego wirusa, które miały test pozytywny ale jakichś objawów szczególnych nie mieli i do tej pory się nie zarazilem. Pani sklepowa rok czasu spotyka się z wieloma ludźmi siedzi bez maski i zdrowa jak ryba. Gdyby był taki zarazliwy jak opowiadają to już cała polska by była zakażona. Bzdur niech ten doktorek nie opowiada. Dobrze mu płaca widocznie.
    • emeryt 2021-05-30 23:13:34
      Otworzyłem lodówke i ten wszystkowiedzący wyskoczył
  • Rolnik 2021-05-30 17:50:42
    Ten cały doktorek to kłamca jakich mało. W TVP sobie koncerty grają już i tam wirusa nie ma? Był ten doktorek w pytaniu na śniadanie i poległ na argumenty faceta który nie wierzy w wirusa. A ten będzie mówił że walka z wirusem nadal trwa. Bzdury. Pandemi nie ma. Jak można pokonać wirusa by go już nie było? To czemu wirusa grypy nie pokonano tylko jest z nami na zawsze? Dlaczego mówi że szczepienia chronia przed zakażeniem a znów gdzie Indziej słyszy się że po szczepieniu po prostu lżej się choruje ale nie oznacza to że się nie zarazimy? Dlaczego kłamie ? Przecież jednorazowe szczepienia w danym roku nie sprawia jeśli ten wirus naprawdę jest, że przeciwciała będą u nas do końca życia, bo nie będą, im zależy żebyśmy wszyscy się poszczepili ale nie mówia że wa rok trzeba będzie znowu się szczepic, bo przeciwciała nie są wieczne. I dlaczego nas szantażuja i kłamia że jeśli się nie zaszczepimy to przyjdzie czwarta fala wirusa? Niech przychodzi, założe się że jeśli ten wirus jest to już każdy z nas do tej pory miał z nim styczność a trzecia fala miała być taka groźna że miejsc miało brakować a okazało się że szpitale na stadionach puste były i oddziały w szpitalach. Prawda jest taka że ta Pandemia to wielka ściema. A ten wirus to nic innego jak wirus przeziębienia. Bo to koronawirus należący do grupy koronawirusow, a koronawirusy do tej pory odpowiedzialne są za przeziębienia.
    • Tomasz 2021-05-30 18:38:19
      Może ten doktorek to zwykły agent? Służby mają wszędzie swoich agentów, muszą mieć przecież, i ma za zadanie kłamać i wmawiac ludziom że Pandemia jest, bo tak jak ten już gada to słuchać się nie da, już gubi się w tym co mówi czasami
  • Chłop 2021-05-30 13:58:16
    Miałem się nie szczepić bo nie takie grypy człowiek w życiu przechodził , ale przychodzi do mnie sąsiad , dumny jak paw i się przechwala że on i jego żona już dawno dzięki jego znajomościom i szerokim plecom są już dawno po dwóch dawkach szczepionki . Gdy równocześnie widzę ile starszych i schorowanych osób nie dostało nawet jeszcze pierwszej dawki , tak mnie to wkurza że chyba też pójdę i się zarejestruję. Przecież nie będę gorszy jak jakiś drugi sort
ZOBACZ WSZYSTKIE KOMENTARZE

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 35.170.64.36
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Drogi Użytkowniku!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. O celach tego przetwarzania zostaniesz odrębnie poinformowany w celu uzyskania na to Twojej zgody. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.