Wioleta Bis (fotograf i członek KGiGKS, swoimi zdjęciami promuje strój i tradycję nie tylko w Krzczonowie, ale też w kraju i na świecie. Mama 5-letniego Ryszarda, 3-letniego Zygmunta i 6-msc Gustawa):

Wiola Bis z synkiem, fot. KGiGKS
Wiola Bis z synkiem, fot. KGiGKS

Bycie matką na wsi jest dla mnie - można powiedzieć - luksusem! Jeśli chodzi o różnice pomiędzy miastem, to na wsi widzę same plusy - dzieci mają dużo przestrzeni do swobodnej zabawy, praktycznie całe dnie przebywają na dworze - do domu wpadają zjeść. Nie spędzają czasu przed telewizorem, wspaniale się rozwijają, mają dużo energii i spory apetyt. Wokół domu posadziliśmy drzewa i krzewy owocowe, dziadkowie i babcie z obu stron zaopatrują nas w warzywa, mięso, jajka - mamy dostęp do świeżej i zdrowej żywności. Do dużego miasta mamy zaledwie 20 km, więc żadne udogodnienia nie są poza naszym zasięgiem. Obecnie wieś nie wygląda tak, jak 20 czy 30 lat temu, wiele z nas pracuje w mieście lub prowadzi własny biznes.

Co Was Panie konkretnie trzyma na wsi? 

Katarzyna Trzcińska (zastępca przewodniczącego KGiGKS, inicjatorka wielu wydarzeń, sesji zdjęciowych, miłośniczka stylu vintage i tradycji. Prowadzi stronę internetową Koła. Oprócz szerokiej działalności dla KGiGKS ma własny sklep z akcesoriami fotograficznymi wytwarzanymi ze starego drewna. Mama 13-letniej Hani): Urodziłam się na wsi i nigdy nie mieszkałam w mieście, bo nigdy to nie było moim marzeniem. Ponad 20 lat temu wyjechałam do Holandii, ale tam też nie mogłam się odnaleźć, po 10 latach wróciłam do Krzczonowa, bo tylko tutaj czuję się bezpieczna i szczęśliwa z moją Rodziną we własnym domu. Wraz z mężem prowadzimy własną działalność gospodarczą i spełniamy się w tym co robimy, wykonujemy akcesoria do sesji fotograficznych z tego co można znaleźć na wsi i przerobić. Najczęściej są to deski z wiejskich stodół.

Milena Mamczarz, Ewelina Bobel, Marta Wiącek oraz Michalinka, Ryś i Emilka, fot. KGiGKS
Milena Mamczarz, Ewelina Bobel, Marta Wiącek oraz Michalinka, Ryś i Emilka, fot. KGiGKS

Aneta Januszek (przewodnicząca KGiGKS, mama 6-letniego Olka. Reprezentuje strój podczas występów i wywiadów telewizyjnych, aktywnie bierze udział we wszelkich wydarzeniach. Tradycja noszenia stroju przechodzi w jej rodzinie z pokolenia na pokolenie): Upodobania, co do warunków w jakich żyjemy, są kwestią indywidualną. Niekiedy, nie czujemy się dobrze w swoim środowisku, lecz z różnych względów nie mamy możliwości zmiany miejsca zamieszkania, tudzież otoczenia. Jedni lubią gwar, tętniące życiem ulice miast, inni natomiast cenią sobie kontakt z naturą, ciszę przeplatającą się z odgłosami zwierząt. Jako że od urodzenia mieszkam na wsi, nie wyobrażam sobie przeprowadzki gdzie indziej. Krzczonów, który od ponad 30 lat jest moim domem, to bardzo urokliwe, malownicze i pełne wielopokoleniowych tradycji miejsce. Poszczycić się może, słynnymi na całą Polskę oraz świat strojami ludowymi, pięknym zabytkowym kościołem, zapierającą dech w piersiach fauną i florą, oraz wieloma innymi rzeczami, z którymi trudno byłoby się rozstać albo zastąpić. Wieś sprawia, że życie nabiera wolniejszego tempa a jednocześnie jest pełne wrażeń. Ludzie czują ze sobą swoista więź, mogąc uczestniczyć w wielu spotkaniach kulturalnych (których w Krzczonowie nie brakuje), jak również dzięki codziennym przypadkowym spotkaniom. Mieszkając na wsi mam poczucie wolności, braku ograniczeń. Teren, który po horyzont zachwyca widokiem, pola lasy, łąki, są obrazem niezapomnianym, którego nie da się zamienić na nic lepszego.

Wioleta Bis: Każda z nas ma artystyczną duszę, więc przestrzeń, którą daje wieś jest dla nas niezbędna. Mamy wiele pasji, które mimo tego, że mieszkamy w małej miejscowości niesione są w świat. Wystarczy popatrzeć na działalność Kasi, której akcesoria fotograficzne tworzone z wiekowych desek wędrują od Kanady, przez Dubaj, aż do Australii.

Czy dom matki na wsi różni się od domu matki w mieście? Mam „podejrzenie”, że matki na wsi są bardziej zapobiegliwe, bardziej poplanowane, z większym doświadczeniem w kuchni – bo nie mają sklepu za rogiem czy apteki, nie ma placu zabaw i innych atrakcji dla dzieci pod ręką, mają natomiast spiżarnie, robią przetwory, nie marnują jedzenia, zdrowiej karmią swoje rodziny, same organizują dzieciom zajęcia (a może nie, bo dzieci na wsi potrafią same sobie zorganizować zabawę?) itp. Zgadzacie się Panie?

Katarzyna Trzcińska: Myślę, że kobiety na wsi są na pewno bardziej zdyscyplinowane. Każda z nas ma choćby dom z ogrodem, a to zobowiązuje. Trzeba o niego dbać, nie ma czasu na odpoczynek chociaż ja osobiście właśnie w ten sposób odpoczywam - pieląc rabaty czy kosząc trawę.

Katarzyna Trzcińska, Aneta Sławek, Dorota Nawłatyna i Aneta Januszek, fot. KGiGKS
Katarzyna Trzcińska, Aneta Sławek, Dorota Nawłatyna i Aneta Januszek, fot. KGiGKS

Wioleta Bis: Dokładnie tak. Wokół domu jest cały czas coś do zrobienia, natomiast mamy dzięki temu też większe możliwości, jak posiadanie własnych owoców czy warzyw. Wszystko to jest dodatkowym obowiązkiem, który wymaga i planowania z wyprzedzeniem i dobrej organizacji. Dbanie o zdrowie dzieci myślę, że jest priorytetem każdej mamy - na wsi jest to dużo prostsze. Robienie przetworów, pieczenie ciast - to jest coś zupełnie naturalnego dla nas - nawzajem zarażamy się pasją do cukiernictwa, dzielimy przepisami - jest duża szansa, że przychodząc do naszego domu niezapowiedzianym zostaniesz poczęstowany domowym ciastem. Na brak atrakcji dla dzieci też ciężko narzekać, ponieważ place zabaw są prawie w każdej wsi, a mini plac zabaw ma praktycznie każdy „posiadający” małe dzieci na swoim podwórku. Nasze dzieci poznają świat w naturalny sposób, nie potrzebują wymyślnych, modnych zabawek, nie musimy szukać porad w internecie, jak zająć czymś dziecko na dłużej niż 5 min, żeby zrobić obiad. Mają swoje drobne obowiązki, uczą się odpowiedzialności - także przez obecność zwierząt. Nie mogę się nadziwić także ich kreatywności i sprytowi. Pochwalę się, że mój najstarszy syn nauczył się jeździć na rowerze w wieku 3.5 roku i to zupełnie sam!

Katarzyna Trzcińska: W mieście bywamy bardzo rzadko, w dobie internetu można z łatwością zrobić zakupy i załatwić większość spraw. Mamy dobrze zaopatrzone lokalne sklepy czy apteki. Naprawdę niczego nam na wsi nie brakuje.

Czy matka na wsi ma łatwiej, bo mieszka w wielopokoleniowym domu, czy już tak nie jest?

Wioleta Bis: Większość młodych małżeństw na wsi woli mieszkanie we własnym domu, natomiast dom wielopokoleniowy ma też dużo plusów - obecność babci czy dziadka jest bardzo ważna dla dzieci, ale też daje dużo radości dziadkom - obie strony korzystają :) Rodzicom także pozwala na chwilę oddechu (co jest nieocenionym wsparciem) czy możliwość powrotu do pracy. Obecnie odległość nie jest przeszkodą, a większość z nas mieszka w pobliżu swoich rodziców czy teściów, często jest to ta sama miejscowość czy tak jak w moim przypadku, gdzie teściowie i siostra mojego męża mieszkają po sąsiedzku. Mamy własne domy, ale rodzina jest na wyciągnięcie ręki. Jest to zdecydowanie dużym ułatwieniem, bo na co dzień możemy na siebie liczyć, czy w razie awaryjnych sytuacji zawsze jest ktoś w pobliżu.

Jak to jest być matką na wsi a jednocześnie członkinią KGW? Jak znajdujecie Panie na to czas? Jaki imperatyw Paniami kieruje – że mimo obowiązków domowych – znajdują Panie czas na działanie społeczne w KGW? Skąd to zamiłowanie do kultury ludowej? Jak na to patrzą rodziny? Dzieci? Wspierają? Czy wręcz przeciwnie?

Wioleta Bis: Przyznam szczerze, że będąc mamą trójki małych dzieci nie jest łatwo pogodzić obowiązki domowe z działaniami społecznymi. Uważam jednak, że warto włożyć troszkę więcej wysiłku, bo satysfakcja ze wspólnych działań jest ogromna. Kiedy widzę, jak inspirujemy innych naszymi działaniami, jak kolejne osoby są chętne dołączyć do nas, ubierać stroje czy też mieć w nich piękne zdjęcia - to jestem bardzo dumna. Działając w grupie motywujemy się nawzajem i rozwijamy. Mój mąż początkowo sceptycznie nastawiony do ubierania stroju - w tej chwili uważa, że mogłabym nosić go codziennie!

Milena Mamcarz z Michalinką, fot. KGiGKS
Milena Mamcarz z Michalinką, fot. KGiGKS

Aneta Kędzierska (członkini i działaczka KGiGKS, razem z nastoletnimi córkami reprezentuje strój na wszelkich uroczystościach. Wspólnie z mężem prowadzi sklep internetowy z akcesoriami do wystroju domu. Mama 14-letniej Oliwi, 13-letniej Mai i 3-msc Kai): Od urodzenia mieszkam w Krzczonowie. Mam trzy córki Oliwię Maję i Kaję, która obecnie jest najmłodsza w naszym KGGW. Zaraz po urodzeniu otrzymała w prezencie od wszystkich działaczy swoją pierwszą krzczonowską spódniczkę z zapaską. Do naszej organizacji należy również moja mama Alicja, więc jesteśmy trzema pokoleniami, które aktywnie udzielają się już od 6 lat. Wszystkie święta oraz wspólne spotkania sprawiają nam ogromną radość. Noszenie strojów Krzczonowskich to dla nas zaszczyt, nawet będąc w ciąży nie zrezygnowałam z aktywnej działalności, kiedy byłam już w 6 miesiącu udzielałyśmy wywiadu z koleżanką w regionalnej telewizji śniadaniowej . Noszenie stroju krzczonowskiego to ogromny zaszczyt. Organizujemy zebrania, spotkania przy pracach twórczych, jak wicie palmy, wicie wieńca dożynkowego, pisanie pisanek, oraz spotkania towarzyskie. Gmina Krzczonów liczy około 4,5 tys. mieszkańców, nie jest to wieś, którą znamy z muzeum Wsi lubelskiej. Dzisiejsza wieś to zmechanizowane gospodarstwa, zadbani ludzie, których nie można odróżnić od osób mieszkających w mieście.

Aneta Sławek, fot. KGiGKS
Aneta Sławek, fot. KGiGKS

Aneta Januszek: Bycie matka na wsi, wydaje mi się być prostsze, niż bycie matka w wielkim mieście. Zajęć, zabaw, przestrzeni jest mnóstwo. Każde dziecko znajdzie dla siebie odpowiednie zajęcie. Można pogodzić również przyjemne z pożytecznym i wdrożyć dziecko w tajniki bycia gospodynią wiejska. Nasza działalność jest bardzo ogólna. Każda osoba stara się robić to co lubi i potrafi. Oprócz tego ze wszyscy zakładamy stroje ludowe, co dzieci chętnie robią, mamy wiele innych zajęć, które mogą się najmłodszym spodobać. Są to zajęcia kulinarne, plastyczne, imprezy plenerowe na których wspólnie spędzamy czas i wiele innych. Nasze dzieci są wychowywane od zawsze z szacunkiem do tradycji. Może dlatego tak łatwo przychodzi im współpraca z nami i czerpanie z niej przyjemności. Dzieci bardzo chętnie chcą naśladować swoje mamy, bo wartości kulturowe w Krzczonowie są przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Katarzyna Trzcińska: Zamiłowanie do kultury ludowej mam od dziecka. Już jako mała dziewczynka wraz z siostrą brałyśmy udział we wszystkich kościelnych uroczystościach w strojach krzczonowskich. Obowiązkowo trzeba było być w stroju na odpust, który jest u nas 15 sierpnia, nieść poduszkę lub szarfę i brać czynny udział w procesji. I tak już nam zostało. Dzięki naszym strojom wszystkie uroczystości są barwne i kolorowe.
Aneta Kędzierska: Działanie w tak wyjątkowej organizacji jak nasze Koło to nie obowiązek, lecz sama przyjemność, a czas jest kwestią organizacji. To tak, jak z pracą, jeśli coś sprawia nam frajdę nie nazywamy tego pracą a fajnym zajęciem. Jakże ważny jest kontakt z ludźmi, wspólne spędzanie czasu i organizacja, która łączy kilka pokoleń. Myślę, że tego mogą nam pozazdrościć mieszkańcy wielkich miast, którzy są pozamykani w swoich mieszkaniach, sąsiedzi z naprzeciwka, którzy nawet się nie znają.

Czy działanie w Kole pomaga w życiu codziennym na wsi? Czym się Panie zajmują i skąd czerpiecie pomysły na to działanie?

Emilka, Ewelina Bobel, Kacper, Marta Wiącek, Milena Mamczarz, Ryś i Michalinka, fot. KGiGKS
Emilka, Ewelina Bobel, Kacper, Marta Wiącek, Milena Mamczarz, Ryś i Michalinka, fot. KGiGKS

Wioleta Bis: Pomysły na działanie czerpiemy przede wszystkim z tradycji, ale też z potrzeb naszej społeczności. Koło prowadzi działania charytatywne, bierze udział w wielu inicjatywach - sprawia radość mieszkańcom nie tylko samym reprezentowaniem stroju, ale też organizacją wielu wydarzeń jak wspólne wicie palm, sadzenie drzew, przejazd po Krzczonowie Świętego Mikołaja z prezentami dla dzieci, Święty Mikołaj odwiedził także pobliski Dom Dziecka . Podtrzymywanie i promocja tradycji i regionu jest jednym z naszych głównych celów. Zainspirować nas może dosłownie wszystko - przypadkowo znaleziony zagajnik z niezapominajkami, gdzie stworzyliśmy piękną sesję zdjęciową czy też chęć sprawienia radości dzieciom poprzez zorganizowanie przejazdu Mikołaja czy wspólne witanie wiosny i topienie Marzanny. Zależy nam na wspólnym działaniu, bo daje nam wiele radości, a także chcemy przekazać te wartości naszym dzieciom, uczyć je, że działając wspólnie, z wielką pasją możemy tworzyć piękne rzeczy i nieść radość innym, przy okazji dobrze się bawiąc oczywiście.

Dorota i Gabrysia Nawłatyna, fot. KGiGKS
Dorota i Gabrysia Nawłatyna, fot. KGiGKS

Katarzyna Trzcinska: Cała nasza rodzina złapała tzw. bakcyla tej naszej ludowości. W strój krzczonowski ubierają się moi rodzice, brat, siostra, bratowa, szwagier, siostrzeniec, siostrzenica i bratankowie, mój mąż i ja...natomiast nie mogę przekonać mojej córki do ubioru... Z racji wykonywania zawodu, który kręci się wokół fotografii, często organizujemy w naszym kole sesje zdjęciowe, które mają na celu promocję naszej kultury, strojów ale także trochę rozwiać mit, że w takich kołach działają zwykle tylko starsze panie. U nas ten przedział wiekowy zaczyna się od maleńkiej Kai, która ma 3 miesiące i już ma swój krzczonowski strój a kończy się na 90 letniej Pani Zosi, która kiedyś była przewodniczącą koła i jest dla nas jak matka. Do koła należą chłopcy i mężczyźni. W tym roku czekają nas bardzo ważne uroczystości, w tą niedzielę Kacper, który od 6 lat ubiera się w strój krzczonowski przystąpi do I Komunii Św. właśnie w stroju ludowym, a jesienią nasza przewodnicząca wraz z narzeczonym zdecydowali się wziąć ślub w strojach krzczonowskich.

Czy Wasze dzieci są zainteresowane tym, co robicie w KGW? Interesują się kulturą? Patrząc po pięknych zdjęciach na waszym FB, zdaje się chętnie biorą udział w krzewieniu kultury ludowej - topienie Marzanny było chyba niezłą frajdą? A może jednak wolałyby do miasta? Do miejskich atrakcji?

Wioleta Bis: Wydarzenia, które organizujemy są świetną formą spędzania czasu zarówno dla nas, jak i dla naszych dzieci. Mam trzech synków i dla nich topienie Marzanny, przebieranie, malowanie pisanek jest super zabawą. Lubią jak dużo się dzieje i często pytają potem, kiedy znów pojedziemy topić Marzannę. W najbliższy czwartek zabieram ich na sadzenie drzew w lesie, gdzie nasze Koło zostało zaproszone do pokazania specjałów regionalnych. Przekazujemy im wartości, uczymy dbać o środowisko. Na wsi nie brakuje im atrakcji, obok mojego domu płynie rzeczka, mamy duże podwórko, mały lasek w pobliżu. Dla moich synów zabawa kamyczkiem, patykiem, obserwowanie zwierząt jest codziennością. Miasto może być odskocznią na chwilę, natomiast na co dzień wieś jest naszym domem, naszą ostoją i mam nadzieję, że ta miłość do wsi i natury zostanie w moich dzieciach.

 

Wszystkim mamom składamy najserdeczniejsze życzenia!