"Piszemy także o oryginalnych sposobach, by chwalić się naszą pasją. Niektórzy z nas decydują się na tatuaże z motywami łowieckimi. Przeczytacie o tym w artykule Magdaleny Raban „Na własnej skórze” - tak redaktorzy m.in. opisują okładkowy temat na swoim profilu na Facebooku. Niestety nie wszystkim czytelnikom spodobał się zarówno temat jak i okładka najnowszego wydania. 

 

Wstyd i żenada?

„Wstyd i żenada taka okładka. Czy pomyślał ktoś o koleżankach i kolegach starszego pokolenia? O tym, że wykładamy archiwalne Łowce w poczekalniach lekarskich, przekazujemy bibliotekom, szkołom, po to by pokazywać wysoki poziom kultury łowieckiej? Zabieramy prasę łowiecką na lekcje do szkół średnich. Wielu ludzi ciężko pracuje na wizerunek łowiectwa. Dziś, Ci którzy zatwierdzili tą okładkę przekreślili ten trud. Z całym szacunkiem do noszących tatuaże, ale nie wyłożą takiej gazety na biurku w swojej pracy myśliwi - prawnicy, lekarze, nauczyciele, prezesi poważnych firm. Jako dyrektor Muzeum też nie odważę się trzymać czegoś takiego na widoku. Nie jeden dziadek będzie musiał schować tę gazetę przed wnuczkami. Komu przeszkadzały fotografie zwierząt, które przez lata podnosiły Nas myśliwych ponad szary tłum ignorantów w społeczeństwie? Jaki jest przekaz tej okładki i co ma wspólnego z łowiectwem? Może przykuwa uwagę, ale jakie wartości promuje? Tego chcecie dziś dla polskiego łowiectwa? Widzę spojrzenia starszych kolegów, którzy przez lata pokazywali mi coś innego w łowiectwie. W sierpniu zawsze przypominam sobie o myśliwych powstańcach warszawskich. Nie potrafię wyobrazić sobie oczu mojego taty, bo dla niego Łowiec Polski to świętość narodowa. Jedna z najstarszych, polskich gazet, która broniła od początku swojego istnienia tego co dla narodu najdroższe. A dzisiaj dla redakcji to już się nie liczy. Dobrze, że to nie jedyna gazeta łowiecka w tym kraju" – napisała jedna z zawiedzionych czytelniczek.  

„Łowiec Polski’ wydawany jest od 1899 roku, jest jednym z najstarszych tego typu tytułów w Polsce i w Europie. Obecnie redaktorem naczelnym pisma jest Bartosz Marzec. Od 2006 do 2019 roku stanowisko to należało do Pawła Gduli, któremu sierpniowa okładka nie przypadła do gustu. Krytyka jednak spadła głównie na Pawła Lisiaka, Przewodniczącego Zarządu Głównego Polskiego Związku Łowieckiego: „Obiecywałem sobie, że nie będę komentować miesięcznika „Łowiec Polski”, ale sierpniowa okładka mocno „wzburzyła” myśliwych i wywołała burzę opinii. Przeczytałem prawie 300 komentarzy, jakie zamieścili myśliwi. W większości gromy sypią się na niewinną redakcję i nikt nie umie połączyć faktów… (…) Problem obecnego łowczego krajowego polega na tym, że większość jego „drużyny” nie ma zielonego pojęcia ani o myśliwych, ani o polowaniu, ani o łowiectwie! Nieudolna i wciąż popełniająca błędy ekipa stara się budować pozytywny wizerunek łowczego Lisiaka” – napisał Gdula. 

Nie brakuje kontrowersji

A jakie były opinie czytelników? Faktycznie nie brakowało tych zawiedzionych głosów, dla których okładka była kontrowersyjna, ale wielu z nich broniło pomysłu.

"Nie mam nic przeciwko tatuażom ale łowiectwo to dla mnie ostoja tradycji i jako takie powinno być promowane. Tak żenującej okładki jeszcze chyba nie było. Przez x lat okładka łowca przedstawiała piękne zdjęcia przyrodnicze i komu to przeszkadzało?" - pisze jeden z nich.

„(…) Osobiście nie jestem zwolennikiem tatuaży, ale przynajmniej powiało czymś nowym, bo ile razy można ładować jelenie losie etc. na okładkę. Z pewnością i tym starszym myśliwym też to się spodoba” - kwituje inny czytelnik.

Redaktorzy miesięcznika dwa dni temu odnieśli się do nieprzychylnych komentarzy: „Stara to prawda - nieważne, czy mówią dobrze czy źle, ważne, aby nie przekręcali nazwiska. Dlatego dziękujemy portalowi wildmen.pl za nieustanne zainteresowanie „Łowcem Polskim” i najnowszą okładką naszego miesięcznika. Wyrażamy jednak żal, że nie zamieszczono linku do naszego profilu na Facebooku. Wtedy okładka zyskałaby jeszcze więcej polubień, podobnie zresztą jak cały nasz profil. Dodajmy, że znalazł on uznanie u ponad 19 tys. internautów, dystansując konkurencję. Być może dzieje się tak dlatego, że nie zamykamy się na nowe zjawiska i nie godzimy, by łowiectwo zamknąć w skansenie. Być może jest jakieś drugie dno? Zachęcamy do lektury artykułu, który ukazał się w majowym wydaniu „Łowca Polskiego”.