Jak wyjaśniają etnografowie, przed wiekami wierzono bowiem, że woda jest siedliskiem złych mocy, demonów, które mogą zagrażać człowiekowi. Natomiast wśród wigilijnych potraw powinno być wszystko to, co się rodzi w lesie, sadzie i na polu, czyli orzechy laskowe, miód, grzyby, warzywa, płody rolne.

Jak mówił kulturoznawca i regionalista Damian Drąg, wieczerzę wigilijną rozpoczynało podzielenie się opłatkiem maczanym w miodzie oraz równoczesne zjedzenie czosnku, często nawet w łupinie.

Czyniono to na zaproszenie gospodarza, który wnosił do domu jeden lub cztery snopy zboża różnych gatunków i ustawiał je w kątach izby. Nie wypatrywano wówczas na niebie pierwszej gwiazdki, która dziś rozpoczyna wigilię.

Czosnkiem i chlebem dzielono się np. w tradycji łemkowskiej. Jak mówiła PAP szefowa Muzeum Etnograficznego w Rzeszowie Elżbieta Dudek-Młynarska Łemkowie wypiekali na tę okazję specjalny chleb ze wszystkich rodzajów zbóż, tzw. kraczun. W jego skórce formowano zagłębienie i wkładano tam czosnek; takim chlebem dzielono się przed wigilią. Etnografka podkreśliła, że chleba nie mogło zabraknąć na wieczerzy wigilijnej, aby nie brakowało go w następnym roku.

Zaś jako pierwszą potrawę w czasie wigilii spożywano… zielony groch podawany na sypko lub z kapustą. Etnograf Krzysztof Ruszel wyjaśnił, że groch miał szczególne znaczenie: był sycący i można się było nim najeść. Ważny był też jego magiczny aspekt - okrągły kształt grochu symbolizował doskonałość.

Wśród podstawowych potraw wigilijnych była też kasza: jęczmienna, pęczak, jaglana. Jak zauważył etnograf, podawano ją - co może dziś wielu zaskoczyć - na słodko, z owocami, głównie jako przysmak dla najmłodszych.

W niektórych rejonach Podkarpacia z owocami podawano też fasolę, uważaną za symbol doskonałości (jej kształt owalny miał symbolizować doskonałość). Suszonymi owocami nadziewano też pierogi, a także gotowano z nich kompot, znany także i dziś napój wigilijny.

Zaskakujące natomiast może wydawać się współcześnie, że na wigilijnym stole nie mogło zabraknąć… suszonej rzepy, której dziś praktycznie w ogóle się nie jada, nie tylko na wigilię. Były też i buraki, często wymieszane z suszonymi śliwkami.

Z kolei kulturoznawca Damian Drąg zauważył, że na wigilii trzeba było zjeść także jabłko, które w niektórych domach zjadano bardzo uroczyście. Kojarzone było bowiem z symboliką stworzenia świata. Jak dodał, jest nawet taka teoria, że w czasach przed upowszechnieniem się opłatka, dzielono się właśnie jabłkiem.

Zdaniem Dudek-Młynarskiej na współczesnym wigilijnym stole znajdują się podobne potrawy, jakie jadano także i dawniej. Mało kto jednak wie, że wiele z nich miało kiedyś znaczenie magiczne. Przede wszystkim mak i miód, który od wieków uważany był za napój bogów, oraz kapusta. W tradycji ludowej Podkarpacia miały one zapewnić dobrobyt, urodzaj i zdrowie, a mak posiadający właściwości usypiające, miał pomóc w łączności ze światem umarłych.

Dlatego też zarówno miód, jak i mak obficie występował w potrawach wigilijnych, np. w kutii, czy kluskach z makiem. Z kolei kapusta, jadana w różnej postaci, była uważana za symbol obfitości, urodzaju i bogactwa przez to, że składa się z wielu liści.

Etnografka przypomniała, że dawniej w wigilię jadano zazwyczaj postne potrawy, bez tłuszczu zwierzęcego. Jedyną stosowaną omastą był olej lniany lub konopny. W niektórych miejscowościach nawet ciasto wigilijne, w którym jest cukier i masło, podawano dopiero po północy, czyli już w Boże Narodzenie.

Dodała też, że rodzaj potraw wigilijnych zależał w dużej mierze od zamożności gospodarzy.

Nikt natomiast nie jadł na wigilię ryb, bez których współcześnie trudno sobie wyobrazić tradycyjną wieczerzę wigilijną. Przed wiekami wierzono bowiem, że woda jest siedliskiem złych mocy, demonów, które mogą zagrażać człowiekowi, i na stole nie mogło się pojawić nic, co z wody pochodzi. Nie pito też w tym dniu również i samej wody, ponieważ sądzono, że spowoduje to ciągłe pragnienie przez cały rok.