Boże widzisz a nie grzmisz – powiedział Onufry Zagłoba w „Ogniem i mieczem”, gdy spostrzegł, że wieśniacy piją zacny alkohol, a że sam „za kołnierz nie wylewał” rzekł co mu w duszy zagrało. To powiedzenie spopularyzowane przez Henryka Sienkiewicza, jakże humorystyczne, współcześnie wymawiane wyraża nasze ogromne oburzenie. No bo, co można rzec na to, co dzieje się wokół nas?

Załamanie koniunktury w rolnictwie towarzyszy nam już od pewnego czasu, a pogłębiło się w I kwartale br. Ponownie spadały wydatki rolników na zakup pasz treściwych, nawozów sztucznych i środków ochrony roślin, mimo tego, że w pierwszym kwartale każdego roku zazwyczaj rosły, co oczywiście wiązało się z wiosennym ożywieniem w rolnictwie. Obecne wartości sald wydatków na środki obrotowe produkcji rolnej – co skrzętnie wyliczono – są najniższe od 2009 r. Poza tym, ma bezpośredni związek z inflacją, zmniejszyła się również skłonność wśród producentów rolnych do finansowania produkcji kredytami. I jak tu żyć panie premierze – można zapytać, używając słów klasyka. Niestety, powyższe czynniki spowodowały, że wyraźnie wzrósł odsetek gospodarstw, które z wielkim niepokojem spoglądają w najbliższą przyszłość.

Przy bardzo rosnących kosztach produkcji jakimś pocieszeniem jest wzrost cen płodów rolnych. Raczej będzie on miał charakter trwały niż przejściowy, bo przywołana powyżej inflacji nie odpuszcza. Oczywiście nie ona sama w sobie winduje ceny, czynników jest dużo, w tym te geopolityczne, ale ona jest wartością mierzalną.

Tuż przed Wielkanocą ogłoszono, że inflacja w marcu, liczona rok do roku wyniosła 11% i była wyższa od tej, której spodziewali się ekonomiści. Główny Urząd Statystyczny podał, że jednym z najbardziej proinflacyjnych czynników, oprócz wzrostu kosztów transportu, była drożejąca żywność. Nie da się ukryć, że wzrost jej cen ma bardzo szeroki zakres produktowy. Drożały nie tylko mąka i pieczywo, ale także mięso ze względu na wzrost cen pasz. Koszyk cenowy – ten świąteczny na naszych stołach – poszedł w górę, a więc święta będą skromniejsze, oby pozostały, jak zawsze radosnymi.

W te dni cieszymy się przyjściem Zbawiciela. Dla rolników są one wyjątkowe, bo produktu na świątecznym stole zrodziła ziemia przez nich pielęgnowana. Pielęgnowana, a nie uprawiana, bo tak to postrzegał Jan Paweł II. Zwracając się do rolników i ich organizacji rolniczych 22 lata temu w Rzymie wygłosi homilię, która z każdym rokiem nabierała większego znaczenia. Wprawdzie jego słowa padły z okazji dwutysięcznej rocznicy narodzin Chrystusa, ale warto je przypomnieć także dziś, kiedy on zmartwychwstał.

„Bądźcie zatem wdzięczni Bogu, drodzy bracia i siostry, ale zarazem dumni z zadania, jakie wyznacza wam wasza praca. Postępujcie tak, aby nie ulegać pokusie zwiększania wydajności i zysku ze szkodą dla natury. Ziemia została powierzona przez Boga człowiekowi, aby ją uprawiał i strzegł jej (por. Rdz 2, 15). Gdy człowiek zapomina o tej zasadzie i staje się tyranem, a nie stróżem natury, prędzej czy później natura zbuntuje się przeciw niemu”.

Wpisując się w słowa naszego, wielkiego rodaka, redakcja „Farmera” życzy wam radosnych Świat Wielkiej Nocy. Zapomnijmy choć na chwilę o trudach dnia codziennego i radujmy się, a przy świątecznym stole bądźmy dla siebie mili, tak jak my dla siebie przy naszym. Nasze śniadanie było skromne, ale radosne.