W Sejmie trwa debata nad projektem ustawy o wstrzymaniu sprzedaży nieruchomości Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa oraz o zmianie niektórych ustaw.

Wiceminister Zbigniew Babalski przedstawił projekt. Jak stwierdził, ustawa budzi emocje, ale dyskusja świadczy, że najbardziej przejęte nią osoby nie znają projektu.

Ten projekt został przyjęty przez rząd. Celem rozwiązań jest realna ochrona polskiej ziemi przed niekontrolowanym zakupem. Dotychczasowa ustawa i ta uchwalona 5 sierpnia 2015 r. tej ochrony nie zapewnia. Także unijne instytucje wskazują, że problem spekulacyjnego wykupu jest w skali europejskiej, a w Polsce jest niekontrolowany.

Aby chronić polską ziemię, trzeba wstrzymać na 5 lat sprzedaż ziemi z Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa. To realizacja postulatu polskich rolników, którzy chcą mieć dostęp do ziemi, ale nie mają pieniędzy na jej kupno. Stąd trwałe dzierżawy są korzystniejsze dla rolników – i będą stosowane.

Zmiana innych ustaw dotyczy zapisu w ustawie o kształtowaniu ustroju rolnego: nabywcami ziemi będą mogli być tylko rolnicy indywidualni. Nie ma to zastosowania m.in. do nabycia przez osoby bliskie zbywcy. To nieprawda więc, że robimy zamach na ojcowiznę - podkreślił wiceminister.

Wiceminister omówił warunki nabywania ziemi przez osoby dopiero tworzące gospodarstwa, uzasadnił utrudnienia dotyczące sprzedaży zakupionej ziemi przed upływem 10 lat od nabycia. Dotychczasowe prawo pierwokupu dla ANR istnieje od 13 lat, tu nie ma zmian – mówił wiceminister. Prawo pierwokupu będzie przysługiwać także osobie bliskiej. Nowym rozwiązaniem jest natomiast prawo pierwokupu dla ANR akcji spółek mających ziemię.

W ustawie o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi skarbu państwa zmieniono zapis dotyczący stworzenia preferencji dla dzierżawy ziemi z ZWRSP – a wstrzymano sprzedaż, dotąd preferowaną.

Agencja będzie organizować przetargi ograniczone i ofertowe. Osoby poniżej 40 r. ż. nie będą musiały mieć pięcioletniego okresu prowadzenia gospodarstwa. Wykluczono osoby, które nabyły już 300 ha. Z zasobu można będzie nabyć do 300 ha, a nie 500 ha, jak obecnie. Przez 10 lat nabywca nie będzie mógł zbyć nabytej ziemi bez zgody agencji. Każdy nabywca z ZWRSP złoży oświadczenie o pochodzeniu pieniędzy i  o tym, że nie zawarł umowy przedwstępnej.

Zmiany dotyczą też innych ustaw, m.in. kodeksu cywilnego.

Projekt jest zgodny z prawem unijnym.

Ochrona własności nie ma charakteru absolutnego, może być ograniczona, jeśli służy to ważnym celom. Projekt dąży do zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego. Ziemia musi być własnością rolników, zdolnych do jej zagospodarowania. Obrót prawny sprzeczny z celami ustawy musi być zahamowany.

Projekt nie odbiega od regulacji obowiązujących w innych unijnych krajach. W każdym z 27 państw jest chroniona ziemia i regulowany obrót – zasadą jest brak nadmiernej koncentracji i dowolnego obrotu ziemią. We Francji np. obrót podlega kontroli administracyjnej.

Poseł Jan Krzysztof Ardanowski w imieniu PiS ocenił projekt jako spóźniony o lat kilkanaście. Wreszcie zaklęty krąg niemożności będzie przełamany. Projekt odnosi się do zagrożeń, próbuje realnie nie deklaratywnie kontrolować obrót gruntami, aby służyły one celowi narodowemu. Utrudnia sprzedaż obcokrajowcom. To realne zagrożenie, bo siła nabywcza polskich rolników jest kilkakrotnie niższa niż zachodnioeuropejskich. Wstrzymuje też spekulacyjny obrót. Dotąd powstały fortuny – kupowano tanio ziemię z Zasobu i sprzedawano ją drogo. Ustawa pozwoli osiągać stały dochód budżetowi państwa.

Nieruchomości rolne mają decydujący wpływ na zachowanie bezpieczeństwa żywnościowego. Jest realne zagrożenie zainteresowaniem ziemią polską ze strony obcokrajowców. Obawy polskich rolników podzielają środkowoeuropejscy – są przerażeni sytuacją w swoich krajach po uwolnieniu nabycia.

W wielu państwach są określone jeszcze bardziej restrykcyjne wymagania przy nabywaniu ziemi. Nie akceptujemy myślenia PSL, który dziurę budżetową zasypywał, sprzedając ziemię – stwierdził poseł.

Ziemia powinna trafić do rolników. Zmiany zmierzają do poprawy struktury obszarowej gospodarstw. Ziemia z Zasobu nie trafiała do małych i średnich gospodarstw, kupowali ją najbogatsi. Nad ustawą trzeba pracować – stwierdził poseł. Dobrze że projekt jest i można nad nim pracować, bo będzie dobrze służyć polskiemu rolnictwu.

Dorota Niedziela w imieniu PO opowiedziała się za zrealizowaniem przez rząd zapowiedzi premier Beaty Szydło – jak przekonywała poseł, premier w przypadku ustawy dotyczącej większości Polaków i rolników nie wywiązała się z obowiązku dyskusji. Ustawa reguluje także sprzedaż ziemi prywatnej – władza reguluje problem bez uwzględnienia większości uwag strony społecznej. Ustawa dotyczy ochrony ziemi przed spekulacyjnym wykupem. Ograniczenia dla cudzoziemców objęły jednak 90 proc. Polaków. Cel utrzymania ziemi w polskich rękach jest słuszny, ale poseł uznała, że nie wiadomo, czy ten projekt temu służy. Prawo do własności, wartości i dziedziczenia w tej ustawie są kwestionowane przez wiele autorytetów – twierdziła poseł. Ustawa daje władzę i kompetencję urzędnikom agencji, zaostrza warunki nabycia ziemi. Wątpliwości zgłasza Rzecznik Praw Obywatelskich, rządowi legislatorzy. Niebezpieczeństwem jest zobowiązanie do prowadzenia przez 10 lat gospodarstwa nabytego przez młodego rolnika – jeśli agencja stwierdzi, że robi to źle, może wykupić ziemię. Państwo ręką urzędnika może pozbawić nas własności. Czy Agencja Nieruchomości Rolnych to Agencja Nacjonalizacji? Z pewnością jest to zamach na własność rolników. To ustawa nie do przyjęcia i nie do poprawienia. Będziemy broić własności prywatnej rolnika, nie zgadzając się na ustawę rodem z PRL - zadeklarowała Niedziela.

Leszek Korzeniowski stwierdził, że czas walki z tą ustawą to już 8 lat. Ta wersja ustawy „jest tragiczna”. Poseł uzasadniał swoją ocenę na podstawie analizy postępowania udziałowców spółki, którzy nie mieliby prawa do udziału w przetargu, ogłoszonym po upadku spółki.

Wiceminister Zbigniew Babalski tłumaczył, że „procedujemy nad drukiem 293, a nie na tym, co było.” Wzywał do skupienia się nad tym projektem. Gdzie był Rzecznik Praw Obywatelskich, jak przyjmowano poprzednie uregulowanie? – pytał. Dostęp do projektu był długo, natomiast RPO odezwał się wtedy, gdy uzgodnienia i konsultacje były zakończone. Wiceminister prosił o spokój i dyskusję merytoryczną nad konkretnym drukiem sejmowym.

W tym momencie poseł Dorota Niedziela uzupełniła swoje wystąpienie, składając wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu.

Poseł Jarosław Sachajko (Kukiz’15) określił, że zmiany zmierzają w dobrym kierunku. Grunty rolne należy chronić, także ochrona przed spekulacyjnym wykupowaniem jest potrzebna. Obecne przepisy są nieskuteczne w tej ochronie. Rolnik ma dochód z pracy, a nie ze sprzedaży ziemi – nie może być zgody na spekulację. Poseł wskazał, że zmiany uderzają też w polskich rolników. Jest to np. uznanie, że gospodarstwo rodzinne może mieć aż 300 ha, co wobec średniego w kraju gospodarstwa jest niezrozumiałe. Ok. dziesięciokrotność średniego gospodarstwa powinna być przyjęta  jako wystarczająca. Banki, udzielające kredytów, nie ponoszą współodpowiedzialności za horrendalne kredyty na maszyny – przy upadku gospodarstw mogą sprzedać ziemię dowolnemu odbiorcy. Jest to niesłuszne uprzywilejowanie banków. Podsumowując: nad sprzedażą ziemi ZWRSP będzie można się zastanawiać, jak zasobność i dopłaty polskich i zachodnich rolników będą zrównane. Liczymy na wyższy poziom dochodów polskich rolników.

Bartosz Józwiak (Kukiz15) zapowiedział kilka poprawek, od których klub uzależnił głosowanie – „ustawa jest potrzebna, ale wylewa dziecko z kąpielą” - przekonywał.

Paulina Hennig-Kloska (N) uznała, że cel nie rozgrzesza środków. Uznała, że minister będzie kierował się interesami partyjnym, wyrażając zgodę na sprzedaż z ZWRSP. W UE inaczej definiuje się rolnika – zauważyła. Obostrzenia dotyczące prywatnych właścicieli są większe, niż ANR.

Spółki i spółdzielnie nie będą mogły zakupić ziemi. Prawo wykupu ziemi pojawia się w momencie dziedziczenia, projekt  ogranicza darowiznę i zasiedzenie. Zawiera odwołanie do konstytucyjnego zapisu o gosp. rodzinnym jako podstawie, ale ogranicza inne prawa konstytucyjne – dowodziła. To skok na ziemię rolną, przejście na ręczne sterowanie i nadmierna ingerencja państwa. Posłanka stwierdziła, że gospodarstwa nie będą się mogły powiększać, co pogorszy sytuację rolnictwa.

Posłanka wyraziła nadzieję, ze przepisy będą dokładnie analizowane przez UE i wszczęte będzie postępowanie w celu uchylenia tych przepisów.

Klub „Nowoczesna” wystąpił o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu.

Wiceminister Babalski zabrał głos i stwierdził, że nie istnieje jedna definicja rolnika w UE. To nie jest skok na polską ziemię – mówił. Chcemy, żeby polska ziemia była uprawiana przez ludzi, którzy mają kwalifikacje, a jeśli ich nie mają – mogą je zdobyć. Jeśli chodzi natomiast o spółkę, którą przywołano, nie poddała się ustawie o wyłączeniu 30 proc. – stąd wynika jej problem. Każdy były pracownik pegeeru może wystąpić w przetargu ograniczonym i założyć gospodarstwo rodzinne – mówił.

Władysław Kosiniak-Kamysz (PSL) zgodził się, że ziemia jest wartością – jej ochrona musi uwzględniać rolników. Ta ustawa traktuje polskich rolników jak obcokrajowców. Ograniczy rozwój polskich gospodarstw – przekonywał. Przyjęta w ubiegłym roku ustawa gwarantuje ochronę ziemi przed obcokrajowcami, ale nie polskimi rolnikami – stwierdził. Ta jednak wprowadza chaos. Czemu nie wierzycie w polskich rolników? – pytał poseł. Jego zdaniem poprzednia ustawa połączyła wszystkich. Ta natomiast nie jest lepsza od poprzedniej, choć tak jest prezentowana. Poseł uznał, ze powinna wejść w życie ustawa z 5 sierpnia 2015 r. , to byłaby najlepsza poprawka. Wniósł o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu.

Wiceminister Babalski wezwał do zapoznania się z projektem - nie jest wzruszona własność prywatna. To straszenie rolników, że ojcowizna jest zagrożona. Proszę nie powtarzać nieprawdy, zajrzeć do projektu, nic więcej od pana nie oczekuję - mówił.

Mirosław Maliszewski (PSL) stwierdził, że najpierw trzeba wskazać na szkodliwość ustawy, potem merytorycznie ją rozważać. Dajcie polskim rolnikom możliwość kupowania ziemi – zaapelował. Powtórzył zarzut o ograniczeniu prawa dziedziczenia. To właściciel sam decyduje, czy uprawia, czy odłoguje ziemię – mówił. Ustawa nie pozwoli kupić ziemi wielu mieszkańcom wsi. Słabością polskiego rolnictwa jest rozdrobnienie. Ustawa z 5 sierpnia kazała je powiększać. Teraz gospodarstw nie będzie można powiększać – mówił poseł.

Wiceminister Babalski znów tłumaczył, tym razem cytując projekt i obowiązującą teraz ustawę, gdzie też zapisano, że nabywcami ziemi mogą być przede wszystkim rolnicy indywidualni, tj. posiadający kwalifikacje rolnicze, prowadzący osobiście przez 5 lat gosp. Wiceminister zachęcił do dyskusji i cytował zapisy z projektu: nabycie w drodze dziedziczenia czy darowizny będzie możliwe, to zapisano wprost, kiedyś było to wpisane w kodeksie cywilnym. Gdzie tu jest wzruszenie ojcowizny? Przestańcie państwo straszyć ludzi. Syn może być kosmonautą i będzie miał prawo do ziemi – bez ograniczenia powierzchni - mówił.

Mirosław Maliszewski prosił o wyjaśnienie, czy nabywca, jeśli nie podejmie gospodarowania,  w ciągu 10 lat straci prawo do ziemi, która może być wykupiona przez ANR.

Wicemarszałek stwierdził, że to nie jest czas odpowiedzi na pytania, ale minister może odpowiedzieć. Wiceminister tłumaczył, że w art. 2b ust 4 jest zawarta odpowiedź.

Teraz trwa zadawanie pytań.