Starosta bialski Mariusz Filipiuk zaprosił na spotkanie, na którym miały być przedstawione mechanizmy pomocowe przygotowane w celu ograniczenia negatywnych skutków ekonomicznych związanych z wystąpieniem afrykańskiego pomoru świń na terenie powiatu bialskiego dla producentów trzody chlewnej, w szczególności realizowane przez Agencję Rynku Rolnego i Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Jak się jednak okazało, takich mechanizmów, z których mogliby skorzystać rolnicy, jest niewiele. Łączą się też zazwyczaj z nieakceptowanym przez rolników wymogiem zaprzestania hodowli świń – a tego rolnicy nie chcą robić. Rolnicy nie akceptują też sposobu walki z chorobą – wciąż bezowocnego, a sprowadzającego się do oskarżania ich o niespełnianie wymogów sanitarnych i „zapobiegawczego” wybijania świń, zwłaszcza tych z małych gospodarstw, rzekomo słabiej zabezpieczonych. Nie godzą się też z pozostawianiem przy życiu dzików – i ze sposobem pracy PZŁ.

Dlatego za stołem prezydialnym posadzili dziś dzika i łowczego z... 49. okręgu PZŁ.

Jak twierdzą, rozprzestrzenianie się ASF to wynik błędów PZŁ: najpierw zaniechania odstrzału dzików, a potem zbyt powolnego prowadzenia go. Efekt? Teraz wybijane są świnie, co pozbawia hodowców źródła utrzymania.

Ale jak tłumaczy powiatowy lekarz weterynarii Radomir Bańko, taka decyzja to konieczność, jego obowiązkiem jest minimalizowanie zagrożeń i zwalczanie choroby. A przypadków ASF u dzików jest w powiecie wiele, stąd decyzja o wybijaniu świń w promieniu 3 km od wystąpienia ogniska choroby.

Odbiór tego działania weterynaryjnego jest wśród rolników jednak jednoznacznie zły. Podczas spotkania mówiono na ten temat wiele, sołtys z Husinki określił je jako bestialstwo:

- Nawet komornik ostatniej sztuki nie zabiera – mówił i podkreślał, że wybijane są świnie nawet 4 km od ogniska choroby.

A co pozostaje rolnikom, pozbawianym źródła utrzymania?

- Syn wziął kredyty, „Młodego rolnika” i postawił chlewnie. Teraz wybito mu świnie, a pozostały raty do spłacenia – mówi matka jednego z rolników, któremu wybito w ubiegłym tygodniu świnie.

Rolnicy nie wiedzą, jakie i kiedy rekompensaty otrzymają za wybite zwierzęta. Nie rozumieją, jak można w ten sposób marnować zdrowe mięso. Komu służy taka prewencja? I co dalej z hodowlą na tym terenie? Dlaczego dąży się do powstrzymania drobnej hodowli, a mówi się o zamiarze wystawienia w powiecie chlewni na 6 tysięcy sztuk? Czy taki ma być model polskiego rolnictwa rodzinnego?

Pytań było wiele, ale nie było ich komu zadać – nie przyjechali zaproszeni na spotkanie przedstawiciele MRiRW ani wojewody, nie było też posłów. Samorządowcy – tak szczebla powiatowego, jak i wojewódzkiego – czują się bezradni.

- Jest to straszna choroba, która zagraża bytności ekonomicznej Polaków – mówi starosta bialski Mariusz Filipiuk. – Jeżeli my dzisiaj nie zrobimy z tym porządku, to niedługo w Polsce nie będzie hodowli trzody chlewnej. To jest tylko kwestia czasu, jak na kolejny powiat ten wirus będzie przeniesiony.

A czy ktoś zaoferował jakąkolwiek pomoc – chociażby z opieki społecznej - osobom, które pozbawiono źródła utrzymania?

- Ci ludzie zostali pozostawieni sami sobie – przyznaje starosta. – Docierają i do mnie takie sygnały, że przydałoby się wsparcie psychologiczne. Wiem, że dwóch wójtów już takie propozycje skierowało w stronę swoich mieszkańców, ale uważam, że takie propozycje generalnie powinny płynąć ze strony rządu. Samorząd dzisiaj potrzebuje przede wszystkim środków finansowych i konkretnych wytycznych, co robić. Dzisiaj nie ma takich wspólnych działań.

Jak mówi starosta, nic nie wynikało z deklaracji rządu, składanych dotychczas podczas podobnych spotkań – a wreszcie dziś nikt nie przyjechał.

Zdaniem starosty, nic nie wyniknie też z rozszerzenia bioasekuracji, co planuje rząd, gdyż rolników nie będzie stać na takie wydatki.

- Najpierw powinniśmy przekazać ludziom środki finansowe, a później rozliczać i wymagać – ocenia. - Powiat bialski jest typowym powiatem rolniczym. Powinniśmy zastanowić się, co można zaproponować ludziom, jeśli nie będą mogli zajmować się hodowlą.

Zdaniem starosty, rząd powinien nie zachęcać do odchodzenia od rolnictwa, ale przygotować programy – w powiecie są warunki, aby prowadzić inne hodowle, ale trzeba ludziom podpowiedzieć, w jakim kierunku powinni rozwijać gospodarstwa i skąd brać na to pieniądze – np. czy będą mogli drugi raz skorzystać z PROW, skoro ich wcześniejszy wybór kierunku rozwoju okazuje się nie do utrzymania. Potrzebny jest program i pieniądze. 

Do tematu będziemy wracać.