Podczas wczorajszego posiedzenia Sejmu dwukrotnie mówiono o szkodach wyrządzanych przez dziki.

Poseł Franciszek Jerzy Stefaniuk pytał o rekompensowanie szkód wyrządzanych przez bobry i dziki i o sposoby przeciwdziałania stratom powodowanym przez nie w gospodarstwach.

Posłanka Dorota Niedziela chciała poznać szczegóły pomocy zapowiedzianej dla rolników Podlasia w ramach de minimis, polegającej na wypłacie 850 zł na każdy ha uszkodzony przez dziki.

Wiceminister rolnictwa Tadeusz Nalewajk tak wyjaśnił, „jaki jest kontekst rzeczy”:

-  Z informacji, które mamy, koła łowieckie funkcjonujące na tym terenie, w tych dwóch strefach: czerwonej i żółtej, czyli z ograniczeniami i ochronnej, wyceniły szkody na 750 tys. Natomiast w ramach powołanych komisji – i za co chciałbym podziękować marszałkowi, wojewodzie, Podlaskiemu Ośrodkowi Doradztwa Rolniczego i izbie rolniczej – oceniali szkody wyrządzone przez klęski żywiołowe. Ocenili te szkody według komisji powołanych przez Podlaski Ośrodek Doradztwa Rolniczego, gdzie, tak jak powiedziałem, byli przedstawiciele wojewody, marszałka, izb rolniczych i samorządów. Te szkody okazały się 10 razy większe niż wycenione przez myśliwych. Jeśli chodzi o liczbę tych szkód, to były one w 1284 gospodarstwach.

Jeżeli chodzi o szkody łowieckie, to organem właściwym jest  minister środowiska, natomiast resort rolnictwa mógł zadziałać w tym rejonie, gdzie jest afrykański pomór świń i ograniczenia z tego wynikające.

- Ograniczenia, które są w tych dwóch strefach, wynikają z tego, że Polska jako kraj na granicy strefy Schengen wdrożyła program bioasekuracyjny wynikający z przepisów unijnych i oczywiście naszych własnych, żeby w jak w największym stopniu nie dopuścić do rozprzestrzeniania się wirusa- tłumaczył Nalewajk. - Ażeby nie dopuścić do rozprzestrzeniania się wirusa, były – mówię w czasie przeszłym – pewne ograniczenia, jeżeli chodzi o polowania. Dzisiaj jesteśmy w takiej sytuacji: wczoraj było spotkanie w Ministerstwie Środowiska z ministrem Otawskim i wojewodą podlaskim. Notabene dzisiaj z tego, co mi wojewoda przysłał w liście, wynika, że ten konflikt się rozszerza, bo zaczynają przyjeżdżać rolnicy z innych terenów, nie tylko z Podlasia. Jeśli chodzi o wysokość szkód łowieckich, tak jak powiedziałem, działamy w tym terenie. Dzisiaj w naprawdę bardzo dużym stopniu są ograniczone te zakazy i nakazy w tych dwóch strefach, łącznie z tym, że chcemy również płacić za dziki upolowane w strefie żółtej, czyli w tzw. strefie ochronnej.

Wiceminister poinformował, że „za dziki płacimy 150 zł lub 137 zł plus z ustawy, z rezerwy na bezpieczeństwo, na zwalczanie chorób zakaźnych płacimy również za ewentualną utylizację i oczywiście za badania.”

Jak mówił Nalewajk, problem liczby dzików nie jest tylko wynikiem afrykańskiego pomoru świń, bo za 2011 r. i 2012 r. odstrzał przez myśliwych był wykonany zaledwie w 50 proc. Jednocześnie odstrzał dzików nie ustrzeże przed ASF.

- Dzisiaj czy wczoraj minister środowiska polecił Lasom Państwowym wykonanie zastępstwa, zastępstwa odstrzelania – mówił Tadeusz Nalewajk. - Zastępstwem to się nazywa. Dzisiaj jest tylko jedna możliwość władcza ministra środowiska w stosunku do nadleśnictw, żeby zrobić wykonawstwo zastępcze, czyli odstrzał przymusowy. Dostało ją 11 kół łowieckich na tym terenie, czyli nie ma tego elementu, że jest zbytnie zagęszczenie, jeśli chodzi o tego dzika, na 1 km2 na danym terenie. Behawioryści, czyli ci, którzy przyjeżdżali do nas z OIE, ze Światowej Organizacji Zdrowia Zwierząt, zalecali, żeby... Wprost jest powiedziane, że depopulacja czy nawet wybicie tego dzika nie jest panaceum na nierozprzestrzenianie się tegoż wirusa, ponieważ życie nie zna pustki i po prostu wejdzie zarażony dzik z Białorusi.

Teraz sytuacja na Białorusi jest pod kontrolą:

- Z tego, co mi wczoraj powiedział wojewoda, a wojewoda rozmawiał tam chyba z gubernatorem, jeśli dobrze to pamiętam, wynika, że oni nie polują w naszą stronę, tylko od naszej granicy w tamtą stronę. Granica jest monitorowana. Praktycznie te dziki i w tym przypadku te świnie są naprawdę skoncentrowane w tych rejonach, czyli udaje nam się z punktu epizodycznego trzymać – przepraszam za takie podsumowanie – tego wirusa na bardzo ograniczonym terenie. Oczywiście chodzi tu o kwestie handlowe. Dogadujemy się również z innymi krajami, żeby utworzyć tzw. zonę, czyli rejon, z którego nie byłaby pozyskiwana trzoda chlewna, czyli świnie, i żeby mogły być one sprzedane za granicę.

Jak mówił Nalewajk, obecnie o pomoc z tego mechanizmu rolnicy złożyli 70 wniosków. Wnioski można składać do dziś.