Komisja Wschodnia Niemieckiej Gospodarki, czyli organizacja zrzeszająca firmy działające w krajach za wschodnią granicą Niemiec, już po raz drugi wystosowała oświadczenie, w którym ostrzega rząd federalny przed brzemiennymi skutkami zaostrzenia konfliktu między Brukselą a Polską i Węgrami – donosi Gazeta Finansowa. Przedsiębiorcom zza Odry chodzi przede wszystkim o możliwe wstrzymanie unijnych funduszy dla tych krajów, bo… ich brak uderzy rykoszetem w interesy niemieckich firm.

Do ostatniego oświadczenia Komisji Wschodniej Niemieckiej Gospodarki z 13 października br. dotarło polskojęzyczne wydanie dziennika Deutsche Welle. Przedstawiciele biznesu wzywają w nim rząd federalny do podjęcia roli mediatora w konflikcie Polski i Węgier z Unią Europejską w kwestii zasad praworządności i szybkiego wypracowania kompromisu. Za niedopuszczalne zaś przedsiębiorcy uważają wszelkie debaty i spekulacje na temat tzw. polexitu.

Niemieccy biznesmeni nawołują do ostudzenia emocji i zaprzestania nacisków wobec Węgier i Polski wedle zasady „pieniądze za praworządność”. Jak argumentują przedstawiciele największych niemieckich firm, przedłużający się spór już szkodzi ich interesom, a może zaszkodzić całej niemieckiej gospodarce. Dlaczego?

Po pierwsze, Polska jest piątym najważniejszym partnerem handlowym Niemiec na świecie. Po drugie, niemieckie firmy ulokowały na Węgrzech i w Polsce mnóstwo strategicznych inwestycji. Ich wartość szacowana jest na prawie 56 miliardów euro. W polskich i węgierskich filiach niemieckich firm i zakładów produkcyjnych zatrudnionych jest ponad 600 tys. pracowników. Po trzecie i chyba najważniejsze – znaczna część unijnych środków przekazywana Polsce i Węgrom i tak na końcu wędruje do kas niemieckich producentów samochodów, maszyn (choćby rolniczych), środków ochrony roślin, czy materiałów budowlanych.

Podobne stanowisko Komisja Wschodnia Niemieckiej Gospodarki zajęła też w sierpniu br., ostrzegając przed skutkami wywierania presji na Polskę i Węgry. Podkreślano w nim, że Polska jest czwartym źródłem niemieckiego importu, gdyż to u nas ulokowano zakłady, będące dostawcami i podwykonawcami dla niemieckiego przemysłu. Zauważono także, że obroty handlowe Niemiec z krajami Grupy Wyszehradzkiej osiągają większą wartość niż z Chinami. Jakiekolwiek zakłócenie w łańcuchach dostaw i wymianie handlowej to wielkie zagrożenie i olbrzymie straty dla niemieckiej gospodarki. W obliczu tych argumentów wszelkie dywagacje o polexicie czy wstrzymywaniu unijnych dotacji dla naszego kraju niemiecki biznes uznaje za nieodpowiedzialne.

Cytowany w Gazecie Finansowej przewodniczący Komisji Wschodniej Oliver Hermes przyznaje, że opóźnienia w rozdziale unijnych środków już zaszkodziły finansom niemieckich firm, a „współfinansowane przez UE inwestycje są od 2004 roku, ważnym czynnikiem napędzającym wzrost gospodarczy”. Chodzi o wzrost gospodarczy Niemiec. Przyznaje również że wyjście Polski czy Węgier z UE byłoby dla Niemiec koszmarem. Przewodniczący wzywa więc Brukselę do dialogu i kooperacji z Budapesztem i Warszawą, zamiast dalszej konfrontacji.

Jak przypomina Gazeta Finansowa, niemiecki eurodeputowany Günther Oettinger wyjawił kiedyś, że z każdego euro przyznanego Polsce 86 eurocentów trafia do Niemiec, bo Polacy dostają unijne pieniądze i składają zamówienia w niemieckim przemyśle. Biorąc pod uwagę te kalkulacje, ze 170,6 mld euro, jakie ma z różnych unijnych funduszy trafić do Polski, ponad 146 mld euro może zasilić niemiecką gospodarkę.