Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi przeprowadziła dziś pierwsze czytanie ustawy o płatnościach w ramach systemów wsparcia bezpośredniego.

Tadeusz Nalewajk, wiceminister rolnictwa, poinformował, że projekt wynika z konieczności dostosowania naszego systemu prawnego do nowej WPR. Wiele uregulowań jest podobnych do uregulowania obowiązującego w latach 2007-2013. Nowe możliwości to są dopłaty do produkcji, w projekcie zaproponowano branże, do których Polska przewiduje dopłaty. Produkcja dóbr publicznych: ekologia, bioróżnorodność, zabezpieczenie żywnościowe – to cele uregulowania.

Nad projektem debatują posłowie i zaproszeni goście, którym oddano głos na początku.

Edward Kosmal zwrócił uwagę na dopłaty do ziemniaka skrobiowego. Opłacalność produkcji ziemniaka na skrobię byłaby żadna, jeśli dopłata przysługiwałyby wszystkim producentom – stąd konieczność ukierunkowania ich. Pieniądze powinny trafić do rolników produkujących ziemniaki na skrobię – a nie na chipsy czy spirytus. Druga kwestia dyskusyjna, to 120 proc. dopłat dla rolników sprzedających małe gospodarstwa: 5 mln ha ziemi zostanie uwolnione w obrocie i po 2016 r. trafi w ręce niekoniecznie rolników polskich. Ziemia trafia w ręce obcego kapitału. Lepiej byłoby uruchomić sprzedaż bezpośrednią, co pozwoliłoby rolnikom funkcjonować nawet przy małym areale - zaapelował.

Stanisław Barnaś, prezes zarządu KZPBC, wskazał na konieczność skierowania dopłaty do tony buraków kwotowych, a nie hektara. Utrzymanie produkcji na terenach wschodnich przy dopłatach do ha może się nie udać - przestrzegał. Jego wypowiedź poparli inni przedstawiciele rolników uprawiających buraki.

Przedstawiciel pracowników strategicznych spółek skarbu państwa zwrócił uwagę, że dopłaty dotąd pozwalały spółkom na rozwój i modernizację oraz realizację zadań – utrzymywanie i tworzenie hodowli nowych odmian. Redukcja dopłat w gospodarstwach liczących powyżej 1430 ha ma u nas wynosić sto procent – a w różnych krajach jest różnie rozwiązana, wynosi od 0 czy 5 proc. Spółkom skarbu państwa jest należna opieka, na jednego zatrudnionego przypada 30 ha – to tak, jak małe gospodarstwo rodzinne. Stąd potrzeba ochrony tych gospodarstw, bo nastąpi likwidacja tych spółek, co jest nieopłacalne, prowadzi do utraty własnych odmian i może doprowadzić do braku konkurencyjności polskiego rolnictwa. Spółka to holding rolników. Tworzą one postęp – i te spółki należy wyłączyć spod degresywności.

Senator Jerzy Chróścikowski pytał o powód zrezygnowania z systemu SAP – system uprawnień daje większe korzyści w wielu aspektach niż SAPS, ale ekspertyzy nie przygotowano. Pytanie, czy KE przekazała aprobatę dla dyskutowanego systemu? Na jakiej podstawie zapisano konieczność utrzymywania zwierząt do 30 czerwca – sztywna data spowoduje spadek cen po tym okresie. Czy częściowe płatności nie zapobiegłyby takim sytuacjom?

Wiceminister Nalewajk przyznał, że za poprzedni okres „burak brał 48 proc. wszystkich dopłat”. Kwotowanie kończy się. Francja, Niemcy nie dopłacają do buraków. Nie jest prawdą, że Unia wyznaczyła kwoty dla producentów buraka. Jeśli wszyscy będą zgodni, aby dopłacać do tony, a nie ha, po 2017 jest to możliwe – stwierdził. Teraz dopłaty są już zgłoszone do notyfikacji – powstaje więc raczej kwestia obrony w ogóle tych dopłat, bo produkcja cukru rośnie, a dopłaty są dla spadającej produkcji. Na obecnym etapie może to być trudna zmiana.

Jeśli chodzi o redukcję dopłat powyżej 150 tys. euro – jest 146 takich gospodarstw. Obejmuje je redukcja JPO, a nie stawek za zazielenienie. Forma własności tych gospodarstw jest różna: 17 gospodarstw to własność zagraniczna, a spółki skarbu państwa i postępu biologicznego podmiotowo nie mogą być zwolnione z degresywności.

Jeśli chodzi o dopłatę dodatkową – chodzi w niej o zwiększenie potencjału gospodarstw, które mogą jeszcze być opłacalne. Dochody z rolnictwa gospodarstw mniejszych niż 3 ha są marginalne.

Dopłata do obszaru, a nie uzyskanych ton buraka to przygotowanie do myślenia o dochodowości – dlaczego nie możemy przeznaczyć dopłat na tony, a nie obszary? – dopytywała z kolei poseł Dorota Niedziela.

Poseł Romuald Ajchler wniósł o odrzucenie projektu ustawy – gdyż znów tryb procedowania nad ustawą stawia posłów pod ścianą: jeśli nie przyjmą ustawy, to dopłat nie będzie. ARiMR jest już przygotowywana do realizacji dopłat w proponowanym kształcie. Koncepcja różnicowania dopłat i pozbawianie najlepszych strategicznych gospodarstw dopłat jest tymczasem nie do przyjęcia. Te spółki upadną i trafią na sprzedaż – przewidywał poseł. Nie dostaną wsparcia z PROW, tracą dopłaty bezpośrednie – przestrzegał poseł i domagał się debaty nad tym w Sejmie. Nie zgodził się też z proponowanym kształtem dopłat do kwot cukrowych. Inwestycje w małe gospodarstwa nie zreformują rolnictwa ani jego struktury – to marnowanie pieniędzy. Wsparcie dla motylkowych – ograniczone do 75 ha – każe zapytać o realizację planu roślin wysokobiałkowych. Czy nastąpiła? Premie dla młodych doprowadzą do podziału gospodarstw na dzieci w celu uzyskania 100 tys. wsparcia, ale nie wyjaśniają przyszłości rolnictwa. Redukcja dopłat niesie zagrożenie dla gospodarstw. To „napuszczanie gospodarstw” wzajemnie na siebie, a nie próba zmiany sytuacji w rolnictwie – przestrzegał poseł.  To mieszanie w pustym, tego nie wolno robić – podział powinien być jeden: na dobre i złe gospodarstwa, a nie kombinacje w celu ukrywania bezrobocia na wsi - mówił Ajchler, a wystąpienie posła nagrodzono brawami. Prowadzący obrady Dunin Artur uznał to za zły wniosek, co skrytykował natychmiast – jako niedopuszczalny komentarz – Romuald Ajchler.

Poseł Jacek Bogucki przychylił się do wniosku i wypowiedzi przedmówcy, ale nie chciał bronić dużych gospodarstw. Grupa rodzinnych właścicieli jest w projekcie poprawnie zauważona, choć wiele rozwiązań budzi wątpliwości. Zapis o konieczności utrzymywania zwierząt we wskazanym w projekcie okresie uznał za niedopuszczalny – są to często zmiany niezamierzone, tego nie da się przewidzieć. System stwarza możliwość kombinacji, tworzenia sztucznych tworów w celu wykorzystania luk w systemie. Poseł uznał za potrzebne dostarczanie rolnikom decyzji przyznających dopłaty chociaż w pierwszym roku obowiązywania nowego systemu.

Dunin Artur podkreślił, że projekt nie jest procedowany szybko: wpłynął na poprzednim posiedzeniu Sejmu, ale posłowie nie debatowali nad nim od razu.

Robert Telus dopytywał o szczegóły: czy dopłata będzie do mieszanek z motylkowatymi? Czy ministerstwo jest przygotowane na zabezpieczenie przed rozpisywaniem gospodarstw, aby zmieścić się w widełkach dopuszczających dopłaty? Nie zgodził się, że trzeba wspierać szczególnie duże gospodarstwa.

Poseł Stanisław Kalemba podkreślił, że początkowo planowano przeznaczyć mniejsze kwoty na dopłaty do produkcji. Uznał, że proponowane zmiany dopłat do buraka czy ziemniaka można poprzeć – jeśli tylko jest zgodne stanowisko związku plantatorów. Nie warto z tego powodu doprowadzać do konfliktu – apelował. Spółki strategiczne skarbu państwa warto chronić i zabezpieczyć – mówił. Czy Ministerstwo Rolnictwa widzi możliwość zrekompensowania im utraconych dochodów? Potrzebna jest strategia, bo spółki strategiczne odgrywają dużą rolę. Zamiary dotyczące likwidacji spółek odeszły do lamusa, potrzebne jest wzmocnienie tych spółek – przekonywał. Spółki strategiczne powinniśmy wyłączyć spod redukcji płatności obszarowych, bo doprowadzimy je do ruiny, jakim instrumentami można je wesprzeć? – pytał. Prywatyzację czy wpuszczenie kapitału obcego jako inwestora strategicznego ocenił jako groźne, podobnie jak zarządzanie nimi przez ministra skarbu państwa.

Jan Krzysztof Ardanowski powiedział, że ustawa jest kośćcem wspierania z UE naszego rolnictwa. Określenie tego, co i jak będzie wspierane jest założeniem strategicznym. Tryb procedowania nad ustawą uznał za godny ubolewania, ale wytłumaczalny sytuacją – stąd dodatkowe posiedzenie komisji poza czasem obrad Sejmu. Proponowane zmiany ocenił jako godne oceny przez ministerstwo. Dyskusja nad systemem wsparcia toczy się od dawna, przedłożony dokument nie zaskakuje. Obietnice rozbudziły nadzieje, że wiele interesów i potrzeb będzie uwzględnionych, ale środków jest tyle, ile wynegocjowano – a wynegocjowano źle, więc niedosyt poszczególnych branż zostanie bez względu na przesunięcia środków. Redukcja skali płatności jest dopuszczalna – poseł stwierdził, że nie rozumie, dlaczego zaproponowano ją w wysokości 100 proc. Dotyczy gospodarstw, które nie powinny być odcinane od dopłat, bo będzie to miało wpływ na nasze wyniki całego rolnictwa. Skąd taka decyzja o 100 proc. redukcji dopłat dla tych gospodarstw? Dlaczego wszystkie gospodarstwa większe są wrzucone do jednego wora? Spółdzielcze gospodarstwa są często gospodarstwami wielorodzinnymi, nie powinny być karane zabieraniem środków. Koszt pracy w gospodarstwach mógłby być odliczany, co pomogłoby wielu gospodarstwom – wskazał i domagał się prac nad rozwiązaniami, które ocalą spółki skarbu państwa. Wątpliwości budzi też zaplanowane wsparcie do roślin wysokobiałkowych – program białkowy ma dobre efekty, soja może być zastępowana przez białko krajowe. Ale są wątpliwości – izby zażądały ograniczenia powierzchni, aby dopłat starczało dla większej liczby rolników. Czy nie należy raczej wprowadzić sposobu dokumentowania plonu, aby nie doszło do patologii, że oto TUZ obsiany koniczyną potem utylizowaną będzie podstawą do wypłacenia dużych pieniędzy? Czy nie otwieramy drogi na „sady orzechowe” w postaci roślin motylkowatych? Może potrzeba umowy z odbiorcą nasion, aby te użytki nie tylko dawały dodatkowy dochód, ale plon, który gdzieś w rolnictwie trafia i jest potrzebny. – Na to odpowiedzi nie miałem – mówił poseł, informując że zabiegał w MRiRW o wyjaśnienie tych wątpliwości Przychylił się też do uwag o terminach utrzymania bydła – coś może się urodzić, coś zdechnąć. Czy rolnik nie powinien dokonywać korekt, jeśli zmieniło mu się coś w strukturze stada? Należy ustalić mechanizm, który pozwoli usprawnić ten zapis.

Jakie postulaty Polska składała, kiedy to rozporządzenie regulujące płatności do produkcji było przedstawiane w Brukseli? Jest jeszcze kilka sektorów, które należałoby wesprzeć, np. konie opasowe – wskazywał poseł. Podobnie hodowla gęsi w małych stadach – możliwości rozszerzenia można było znaleźć, w końcu nie zabiegamy o zwiększenie kwoty, ale o przesunięcia w jej ramach.

Poseł Cezary Olejniczak stwierdził, że większość osób na sali jest za dopłatami do produkcji, a nie hektara – co może świadczyć o tym, że system trzeba zasadniczo zmienić. Uznał, że planowany system  zagraża spółkom strategicznym. Podkreślił brak konsekwencji w projekcie. Dopłaty nie powinny być do zasiewu motylkowych, ale do tego, jaki plon z nich się sprzeda – inaczej podzielimy gospodarstwa, zlikwidujemy spółki strategiczne, nie wyeliminujemy patologii. Ten system się nie sprawdzi, nie pomoże konkurencyjności naszych gospodarstw – ocenił. Domagał się odejścia od prób zadowolenia wszystkich na rzecz w miarę sprawiedliwego systemu dopłat – czyli wsparcia do produkcji.

Poseł Dorota Niedziela wystąpiła w obronie małych gospodarstw – w Europie państwo pilnuje możliwości rozwoju małych gospodarstw. Przeciwstawianie ich dużym jest błędem. Miejsce jest i dla małych gospodarstw, trwają prace nad możliwością sprzedaży bezpośredniej. Wykluczanie ich do niczego nie prowadzi, nawet małe gospodarstwa mogą sobie dobrze radzić na rynku.

Poseł Gabriela Masłowska uznała, że spółki nastawione na utrzymanie rozwoju nie muszą być traktowane jak wszystkie inne przekraczające próg 150 tys. dopłat – to błąd. To praca pokoleń, sukcesy naszej hodowli każą potraktować te spółki szczególnie. Jakie byłyby konsekwencje wyłączenia ich z ograniczenia dopłat? – dopytywała.

Nie możemy tej ustawy odrzucić – stwierdził poseł Krzysztof Borkowski i domagał się takich prac nad projektem, aby wspierał on konkurencyjność rolnictwa. Globalizacja zmiata rolników, system wsparcia powinien wspierać te podmioty, które są najbardziej konkurencyjne. Wychodząc z tego założenia poseł domagał się większego wsparcia dla hodowców bydła mięsnego. Na każdą jego sztukę jest 10 kupców, to można rozwijać, nawet jak uboju rytualnego nie ma – mówił. Domagał się większego powiązania dopłat z kontraktacją. Handlarz decyduje, czy zechce kupić od dostawcy – warto do tego inaczej podejść, bo dostępu do rynku obecnie nie mamy. Poseł przychylił się do uwag o korupcjogennym charakterze zapisu o konieczności przetrzymania bydła do konkretnej daty – po niej spadną ceny, rolnik straci na tym więcej niż zyska na dopłatach.

Poseł Romuald Ajchler odniósł się do wypowiedzi poseł Doroty Niedzieli – małym gospodarstwom trzeba pomagać tak jak dużym, nie jestem za ograniczaniem pomocy dla małych – zadeklarował. Ustawa ma wiele zasadniczych uwag – podkreślił, uzasadniając wniosek o odrzucenie. Jakie będą skutki finansowe proponowanych zmian? – ocena tego wymaga czasu. Redukcja dopłat inna niż podana w projekcie rodzi skutki – ich wyliczenia teraz nie ma. Ma się odbyć debata nad sytuacją w rolnictwie. Co powoduje, że jeden dział produkcji się wspiera, a innego nie? Nigdy nie przypuszczałem, że we wsparciu będą uwzględnione rośliny motylkowe drobnoziarniste. Trudno mówić w tym przypadku o białku z nasion, można mówić o białku w formie zielonej. Powinno się to ograniczyć, ale nie poszedłbym w kierunku kilogramów, ale wyznaczania celów produkcyjnych – zadeklarował. Podkreślił, że wiele zmian wprowadził dopiero minister Sawicki i „żeby rozweselić salę” zaproponował zmianę ministra Sawickiego na Kalembę. Mógłby pomóc Wielkopolsce – sugerował. Tak poważnych projektów ustaw nie można przedstawiać na 5 minut przed ich uchwaleniem. Przyjmie go koalicja – chyba że państwo przyjmiecie propozycje złożone przez stronę pozarządową - zadeklarował.

Poseł Stanisław Kalemba nawiązał do wypowiedzi o małych gospodarstwach – Wielkopolska ma dużo takich gospodarstw i świetnie sobie one radzą. „Restrukturyzacja małych gospodarstw” to działanie zaproponowane dla nich, pozwoli zmodernizować dwa razy tyle gospodarstw, w tym małe. Utrzymanie małych gospodarstw jest potrzebne, to korzyść dla konsumentów, to realizujemy. - Nie chciałbym być ministrem, który tylko myślałby, jak załatwiać sprawy dla Wielkopolski. Dla Polski – to tak – zakończył swoje wystąpienie.

Odnosząc się do tych wypowiedzi wiceminister Nalewajk stwierdził, że wszystkich nie można zadowolić. Założenie jest takie, że chcemy – w powiązaniu z PROW – zwiększyć ilość gospodarstw, które mogą jeszcze być konkurencyjne, stąd zwiększone dopłaty powyżej 3 ha. 2/3 dopłat do produkcji to dopłaty do bydła - są dla aktywnego rolnika, a nie za posiadanie ziemi. Mamy dużo gospodarstw, jednym z założeń PROW jest zagospodarowanie ludzi potrzebujących pracy. Ustawa jest ważna, trzeba ją procedować do skutku. 6-7 miesięcy trwały konsultacje.

Nie ma możliwości wyłączenia podmiotowego z redukcji dopłat – powtórzył wiceminister. Zmiany wymagałyby konsultacji z KE, podobnie jak dopłaty do tony, a nie ha. Wprowadzenie dopłat do motylkowatych jest uzasadnione też włączeniem ich do obszarów EFA, stąd ha, a nie wielkość produkcji. Mieszanki motylkowatych mogą być uznane za  spełniające wymogi, ale już nie mieszanki ze zbożami – odpowiedział wiceminister na pytanie posła Telusa. Jeśli chodzi o zróżnicowanie w zależności od wielkości: dostęp do wsparcia dotąd mieli raczej więksi – teraz więcej środków kieruje się do mniejszych, aby zwiększyć spektrum tych, którzy utrzymają się na ryku. Różnorodność jest jednym z elementów, które system dopłat ma wspierać – podkreślił wiceminister i poprosił o pracę nad projektem „do skutku”.

Obecnie trwa przerwa w obradach komisji.