• Długo oczekiwany komunikat Komisji Europejskiej w sprawie rynku nawozów nie przyniósł przełomowych rozwiązań.
  • Stwarza on pewne możliwości reagowania na rosnące koszty produkcji rolniczej, jednakże daje państwom członkowskim zbyt daleko idącą samodzielność w decydowaniu, co z kolei pogłębi różnice w konkurencyjności.
  • Czy w Polsce będą regulowane ceny nawozów?
  • O tym, jak będzie wyglądał rynek zdecyduje zima. Jeśli będzie ostra, czekają rolników trudne czasy.

17 października br. pytaliśmy wspólnie z Iwoną Dybą, czego można się spodziewać po komunikacie w sprawie rynku nawozów, który zostanie upubliczniony przez Komisję Europejską 9 listopada br.? Dociekaliśmy w naszych komentarzach w „Iwanie w Dybach”, co ustalili ministrowie rolnictwa podczas posiedzenia? Z dużą uwagą śledziliśmy rynek i czekaliśmy na to, że Komisja położy kres wzrostom cen nawozów. Po tym, co wydarzyło się 9 listopada jesteśmy o wiele mądrzejsi, bo z owianego tajemniczością komunikatu naprawdę niewiele da się wycisnąć. Nie wiadomo, czy nawozy będą tańsze?

Z dużej chmury mały deszcz

Po spotkaniu ministrów rolnictwa, które odbyło się 17 października br. nikt nie chciał mówić o szczegółach. Pary z ust nie puścił ani Zdenek  Nekula, czeski minister rolnictwa trzymający obecnie prezydencję, ani Janusz Wojciechowski, unijny komisarz ds. rolnictwa. Obaj panowie byli bardzo tajemniczy. Podczas spotkania z dziennikarzami prosili wtedy o cierpliwość podkreślając, że 9 listopada br. wszystko będzie jasne. Podkreślali, że Komisja przygotuje komunikat i że rozpatruje trzy opcje dla rynku nawozów. Pierwsza, to jak pomóc producentom nawozów, druga, jak pomóc rolnikom i trzecia jak zredukować użycie nawozów w dłuższej perspektywie bez zagrożenia bezpieczeństwa żywnościowego?

Miały być przedstawione dogłębne rynkowe informacje wobec powyższych wyzwań, które nie tylko miały doprowadzić do normalizacji na rynku nawozów, ale także miały umożliwić zrozumienie tego, co się dzieje na tym rynku odkąd Rosja zaatakowała Ukrainę. Żaden z powyższych celów nie został osiągnięty przez Komisję Europejską, co więcej, widać, że wśród krajów członkowskich Wspólnoty jest brak porozumienia, a każdy sobie musi radzić sam. Komisja jedynie przyzwoliła na określone działania rządom państw UE, ale sama nie wie, jakie będą ich skutki.

Blisko trzy tygodnie temu pytaliśmy, czy nawozy są obecnie tańsze nie tylko dlatego, że mamy przednówek i że nie ma na nie popytu ze strony rolników? Rozważaliśmy to, czy rynek spodziewa się regulacji cen nawozów, wiedząc, że są zakusy na takie rozwiązania? Po 9 listopada wiemy jeszcze mniej, niż 17 października.

Miliony kontra miliardy

Ciągle kluczowym rozwiązaniem dla rolników ze strony Brukseli pozostaje rozporządzenie, które umożliwiło krajom członkowskim na wypłacenie im pomocy. W Polsce w ramach tego prawodawstwa rolnicy otrzymali dopłaty do zakupu cen nawozów. I na tym zakończyła się wymierna pomoc finansowa rolnikom, którym koszty produkcji wzrosły o wiele bardziej niż ceny płodów rolnych. Czy wobec tego polskie dopłaty wyczerpały już znamiona powyższej pomocy? Nie wyczerpały. Jednakże obecnie nikt nie wspomina nawet o tym, żeby rekompensować farmerom bezpośrednio dalszy wzrost kosztów produkcji. Co więcej, wskazuje się na zakłady produkujące nawozy, jako na te, które miały ponieść straty w swojej działalności i jak rozumiem sprzedawały nawozy poniżej kosztów ich wytworzenia? Komisja Europejska nie przecięła spekulacji w tym zakresie. Nie podała, co mogła zrobić, jak mają się owe koszty, do cen gazu?  Nic nie stało na przeszkodzie, żeby zebrała takie dane i podała choćby przybliżone wartości. Nie wiemy także, w jakim stopniu nadal odbywa się eksport nawozów sztucznych z terytorium Wspólnoty na rynki trzecie? Komisja jedynie zaserwowała nam informacje, że nadal UE jest uzależniona importu nawozów w tym z Rosji i Białorusi.

Niestety, ale rynek wspólnotowy przegrywa. Komisja nie wyłoży dodatkowych pieniędzy na ratowanie opłacalności produkcji rolnej, bo po prostu ich nie ma. A skoro tego nie zrobi, to pozwala na pomoc publiczną, czyli taką, którą sami w swoim kraju realizują rządzący. Na to pozwala, choć zdaje sobie sprawę z tego, że zostanie zaburzona konkurencyjność. Wiadomo, że jednych stać na więcej, niż drugich. Zresztą ta nierówność już widać. W ramach pomocy publicznej – co podkreśla komisarz Wojciechowski – do całych gospodarek krajów unijnych trafiło ponad 450 mld euro, z czego blisko 90% stanowiła pomoc wypłacona przez dwa kraje: Niemcy i Francję. Polska na rolnictwo wypłaciła około 0,8 mld euro. Niewiele, być może dlatego unijny komisarz zachęca państwa członkowskie na jeszcze większe wsparcie sektorów żywnościowych w swoich krajach. To mu pozostaje, bo przewidywana na przyszły rok budżetowa rezerwa kryzysowa na rolnictwo wynosząca w całej UE jedynie 450 mln euro nijak się ma do wielkości udzielonej pomocy publicznej. Poza tym, ta rezerwa nie leży na kupce w banku i nie czka na wypłatę. Jest zapisem księgowym, którego uruchomienie powoduje cięcia w innych wydatkach.

Co wolno wojewodzie…

Czy nasi rolnicy mogą jeszcze liczyć na pomoc bezpośrednią w związku w wysokimi cenami nawozów? Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie, gdyż nie wiem, jak ewentualna pomoc publiczna dla zakładów produkujących nawozy (150 mln euro na zakład?) przełoży się na ceny sprzedaży nawozów? Nie wiem tego, bo wiele informacji na które czekają rolnicy jest skrzętnie ukrywanych? Bałagan na rynku jest potęgowany i widać wyraźnie, jak wiele producentów nawozów sztucznych skrzętnie ukrywa informacje ekonomiczne, o czym wspominałem powyżej. Szkoda, podkreślę to jeszcze raz, że Komisja w tej sprawie nie wyłożyła kart na stół. Być może, nie chcę tego przesądzać, w Europie toczy się nierówna gra, bo nad produkcją nawozów pieczę sprawuje także rosyjski kapitał, a wielu krajach, jest inaczej niż u nas, bo produkcja nawozów nie jest skupiona w państwowych spółkach. Nie wiem co jest lepsze w tym wypadku – kontrola polityków nad biznesem, czy wolny rynek?

Jak widać po tym co się dzieje u nas, można mieć spore wątpliwości co do szczerych intencji rządzących. Jak można odczytywać słowa wicepremiera i ministra rolnictwa, który już poinformował, że rząd rozważa pomoc finansową dla zakładów produkujących nawozy. Polski rząd już sonduje tę możliwość i czeka, co powiedzą na to rolnicy.

Ani słowa nie powiedział pan Kowalczyk o tym, w jakim zakresie rząd zajmie się ich dystrybucją – na co także zgadza się Komisja Europejska – i czy w ten sposób zabezpieczy rolnikom dostęp do tanich środków produkcji? Czy zabezpieczy podaż na odpowiednim poziomie? Nie można poważnie traktować wypowiedzi mówiących jedynie o zorganizowanej sprzedaży nawozów przez spółkę handlową (bo to już ponoć mamy), czy też przez Krajową Grupę Spożywczą (też już ponoć ma to miejsce)? Słyszymy jedynie, że ich tona powinna kosztować 3 – 4 tys. zł. A po ile jest dzisiaj? Azotowe kosztują poniżej 4 tys., niektóre wieloskładnikowe trochę powyżej. Co się zmieni? Zgoda, jaką Komisja Europejska dała państwom członkowskim na dofinansowanie produkcji to jedynie wybieg w przyszłość i zabezpieczenie producentów nawozów przed dalszymi ewentualnymi wzrostami cen gazu.

Konkrety środowiskowe

Komunikat Komisji Europejskiej z 9 listopada br. niesie ze sobą jedno zasadnicze przesłanie: Komisja Europejska nie odstąpi od celów środowiskowych, jakie wyznaczyła w swoich politykach i które zamierza osiągnąć w długiej perspektywie, do 2050 r. Czy jest szansa na to, czego oczekują rolnicy, że w krótkich terminach poluzuje zasady? To pytanie pada coraz częściej wobec wymogów, jakie stawia przed rolnikami program azotanowy.

Te programy nie podlegają weryfikacji – oświadczył komisarz – dodając, że być może w przyszłym roku zostaną one poluzowane. W zasadzie to jedyny konkret ważny dla rolników, jaki podała Komisja Europejska w komunikacie opublikowanym 9 listopada br. – komunikacie, który był bardzo oczekiwany. Jak widzicie we Wspólnocie, nic nie dzieje się z dnia nadzień, a decyzje podejmowane gremialnie nie przychodzą łatwo i bardzo często są poparte dogłębnymi analizami. Tak jest także w przypadku programu,  który ma celu zmniejszenie zanieczyszczenia wód azotanami pochodzącymi ze źródeł rolniczych oraz zapobiega dalszemu zanieczyszczeniu.

Program azotanowy to nie jedyne wyzwanie dla pana komisarza Janusza Wojciechowskiego. Jest nim także rolnictwo precyzyjne. W tym przypadku nie musi on bronić się przed naciskami ze strony polityków. Zachęca on ich do weryfikacji planów strategicznych i kierowania pieniędzy na ekoschematy powiązane z precyzyjnym stosowaniem nawozów mineralnych. Zanim jednak Unia wraz z krajami członkowskimi zweryfikuje przyszłość w tym zakresie czeka nas zima.

Polska to nie Unia, o czym od dawna przekonują nas rządzący, dlatego mam pewien pomysł dla polityków na zimowe spotkania z rolnikami. Skoro można „palić czym się da, poza oponami oczywiście”, to dlaczego nie można nawozić – trzymając się politycznej retoryki – czym się da!