Poseł Robert Telus, zabierając głos podczas wczorajszej sejmowej debaty nad projektem ustawy o płatnościach w ramach systemów wsparcia bezpośredniego, stwierdził, że rolnicy, którzy blokują drogi w całym kraju, nie są zadowoleni z negocjacji dotyczących kształtu WPR.

- Sytuacja, w której polscy rolnicy otrzymują dopłaty bezpośrednie niższe niż rolnicy niemieccy czy francuscy, jest ewidentnym naruszeniem art. 18 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Zapis ten mówi: „W zakresie zastosowania Traktatów i bez uszczerbku dla postanowień szczególnych, które one przewidują, zakazana jest wszelka dyskryminacja ze względu na przynależność państwową. Parlament Europejski i Rada, stanowiąc zgodnie ze zwykłą procedurą ustawodawczą, mogą przyjąć wszelkie przepisy w celu zakazania takiej dyskryminacji". Sytuacja, jaka jest w tej chwili w Unii Europejskiej, szczególnie dotyczy to Polski, jest łamaniem art. 18, bo polscy rolnicy są dyskryminowani. To trzeba mocno podkreślić - są oni dyskryminowani w Unii Europejskiej. Polski rząd, polski premier nie robią nic, żeby temu zapobiec. Skoro polski rolnik dostaje niższe dopłaty niż jego niemiecki czy francuski kolega, to czy nie jest to dyskryminacja polskiego rolnika ze względu na narodowość? Czy rząd PO-PSL mocno podkreślił ten problem na szczeblu europejskim? Panie ministrze, w czym polski rolnik jest gorszy od niemieckiego czy francuskiego farmera? - pytał poseł i ocenił, że wszyscy rolnicy będą poszkodowani, bo „pieniędzy jest po prostu mniej, niż powinno być. Dlatego wiele spraw jest jeszcze nieuregulowanych w tym projekcie ustawy".

Zgodził się z tym podejściem poseł Romuald Ajchler.

- Gdy słyszę, że jeden z przedstawicieli Platformy Obywatelskiej mówi, że rolnicy nie mają na co narzekać, przecież dostają największe środki, 21 mld w roku 2014, to ja pytam, skąd ta różnica między polskim rolnikiem a niemieckim rolnikiem, skąd ta różnica między 200 euro, które otrzymuje polski rolnik, a 340 euro, które otrzymuje rolnik niemiecki. Jak w tej sytuacji mamy konkurować na wspólnym europejskim rynku? - pytał.

Do tych wątków dyskusji nie odniósł się ani odpowiadający na pytania wiceminister rolnictwa Kazimierz Nalewajk, ani poseł sprawozdawca Artur Dunin. Wiceminister tak scharakteryzował opłacalność polskiego rolnictwa:

- Od jakiego hektara się zaczyna opłacalność? Trudno tu dywagować, bo, nie mówiąc już o samych branżach rolniczych, hektar hektarowi jest nierówny. Jeżeli się ma hektar pod osłonami, jest on nierówny hektarowi fizycznemu. Wiadomo, jest to trudne oczywiście. Ale też warto powiedzieć Wysokiej Izbie, że jeżeli nasz instytut ekonomiki obliczył, że bardzo wydajna krowa to jest 8 tys. l i że hektar dobrej ziemi przy obsiewie pszenicy z dopłatą bezpośrednią daje 2 tys. zysku, to łatwo obliczyć, że ten, kto ma 100 ha, ma razy dwa - 200 tys., a ten, kto ma 10 ha - 20 tys. Trudno w jednakowych warunkach przy tej samej liczbie osób w rodzinie się utrzymać i z tego, i z tego. Mało tego, myślę, że warto powiedzieć, że proponując pewne warunki, musimy mieć na względzie to, że dzisiaj produkt krajowy brutto jest w 6,5% wykonywany przez polskie rolnictwo, że mamy 18-20% ludzi żyjących z rolnictwa, natomiast na Zachodzie jest to 3%, a 38% mieszka na wsi i, jak mówię, chodzi też o średnią gospodarstw. Dlatego ten element naszej struktury i naszych warunków musi być przez nas, przez resort, przez Wysoką Izbę również uwzględniany, bo mamy taką specyfikę, jaką mamy.