Rolnicy z Podlasia na przełomie sierpnia i września przez osiem dni protestowali przed Urzędem Wojewódzkim. W poniedziałek 10 listopada ponownie odwiedzili urząd, domagając się wprowadzenia stanu klęski żywiołowej. Wojewoda zapowiedział wystąpienie do Rady Ministrów z wnioskiem o wprowadzenie tego stanu na terenie strefy z ograniczeniami, która została wyznaczona po wykryciu pierwszych przypadków ASF u dzików w Podlaskiem. 

Efektem było przyjęcie możliwości wypłaty przez ARiMR w ramach de minimis pomocy w wysokości 850 zł na ha uszkodzony przez dziki.

W podobnej sytuacji jaka zaistniała u nas, na terenie Republiki Łotewskiej w lipcu obecnego roku rząd wprowadził stan wyjątkowy na wyznaczonym obszarze z powodu choroby ASF – twierdzą rolnicy protestujący na Podlasiu i nie uważają, aby rozporządzenie wprowadzające możliwość wypłaty 850 zł na ha w ramach de minimis rozwiązywało problem.

- Taka pomoc tylko dzieli środowisko rolnicze  - mówi Krzysztof Tołwiński z Federacji Gospodarstw Rodzinnych. - Wyłączając z możliwości rekompensat rolników z pozostałego obszaru woj. podlaskiego narusza się zasady sprawiedliwości społecznej.  Dysponując zestawieniem szkód wyrządzonych przez dziki za sezon 2014/2015 od 1 kwietnia do 10 października 2014 roku w województwie podlaskim, sporządzonym przez Podlaski Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Szepietowie, wojewoda podlaski miał świadomość, jak na pozostałym obszarze, który nie znalazł się w dobrodziejstwie rekompensat, przedstawiają się krzywdzące w stosunku do rolników dane pomiędzy oszacowaną przez koła łowieckie wartością szkody w uprawach a  wartością wyceny, dokonaną przez komisję z ODR-u.

Zdaniem Tołwińskiego krzywdzący dla rolników jest już sam zamiar udzielania pomocy wliczanej do limitu de minimis:

- Za błędy państwa polskiego ja mam sam sobie z de minimis zwracać? – pyta. - Spadek cen na trzodę chlewną poniżej poziomu zwrotów kosztów produkcji, problem ze zbytem trzody chlewnej wymagają interwencji rządowej w zakresie rekompensat z budżetu państwa za poniesione straty z przyczyn niezależnych i nie wynikających z winy producentów rolnych.

Ponadto protestujący wskazują, że problemy będą się piętrzyć: przygotowywany program bioasekuracji będzie wymagał od rolników ogromnych nakładów: - Koszt wymaganych ogrodzeń to będzie ok. 100 zł na metr bieżący. W konsekwencji uniemożliwi się produkcję trzody chlewnej na obszarze zagrożonym ASF, powodując utratę źródła utrzymania przez gospodarstwa rolne, co rodzi bardzo poważne koszty społeczne.

Zdaniem Tołwińskiego należy przewidzieć rekompensaty za wygaszenie produkcji trzody na tym terenie tym gospodarstwom rodzinnym, które ze względu na warunki rynkowe nie są w stanie utrzymać produkcji trzody:

- W związku z wygaszeniem produkcji żywca wieprzowego w gospodarstwach z przyczyn ekonomicznych oraz decyzji stosownych organów państwa rząd powinien uruchomić program przebranżowienia się gospodarstw rolnych produkujących trzodę chlewną w innym kierunku produkcji rolnej z obszaru dotkniętego ograniczeniami w związku ze zwalczaniem ASF.