- Zgłaszałem w gminie straty w owsie na ponad 70 proc. – żali się gospodarz z powiatu lubartowskiego (woj. lubelskie). - Owszem, komisję do szacowania szkód powołali i stwierdzili, że ze względu na słabe gleby z pewnością rekompensatę dostanę. Tyle, że urzędnik z gminy, który miał tej komisji przewodzić następnego dnia po powołaniu do składu wyjechał na urlop. A ja ze żniwami czekać nie mogłem, musiałem przecież zebrać z pola chociaż to, co się urodziło. Urzędnik wypoczął i wrócił do pracy, a komisja zapowiedziała się z wizytą, gdy ja już byłem dawno po żniwach. Żadnych pieniędzy więc nie dostanę, bo jak udowodnić straty?

-U mnie komisja oszacowała 75 proc. strat w pszenicy. Sądziłem, że skoro urzędnicy tyle wyliczyli, a ja z protokołem się zgadzam, to dostanę tyle pieniędzy, ile się należy – mówi inny rolnik z Lubelszczyzny. - Tymczasem później przychodzi decyzja od wojewody, z której dowiaduję się, że straty miałem na 29proc. Pytam się więc, na jakiej podstawie wojewoda oszacował te straty, bo żadnego specjalisty do mnie nie przysyłał?

- Ani ja, ani żaden z moich znajomych pomocy suszowej nie dostanie, bo wszyscy mamy produkcję mieszaną roślinno-zwierzęcą. Metody obliczania strat są takie, że szansę na pieniądze mają bardzo nieliczni. Właściwie dotyczyć ona może tylko tych, którzy gospodarują na glebach V i VI klasy, a ilu takich jest? – pyta z kolei rolnik z województwa łódzkiego.

Wiele gorzkich uwag zgłaszają też rolnicy w związku z rekompensatami oferowanymi producentom trzody na bioasekurację gospodarstw.

-Niedawno minął termin składania wniosków, ale o rekompensaty wystąpiło u nas niewielu – twierdzi właściciel chlewni z powiatu radomszczańskiego (woj. łódzkie).-Okazało się, że przy wsparciu na ogrodzenie, pieniądze można dostać tylko na ogrodzenie samej chlewni i to przed dostępem zwierząt domowych. Wszyscy zachodzimy teraz w głowę: czy rząd zamiast walczyć z dzikami, które roznoszą ASF zaczął walczyć z kotami? Tylko, że dla kota żaden płot ani siatka nie stanowi przeszkody...

- Gdy ASF się u nas pojawił, ministerstwo rolnictwa obiecało pomoc na bioasekurację. Wszędzie pisali i mówili, że możemy liczyć na zwrot wydatków na podstawie dowodów zakupu – skarży się inny producent trzody z woj. lubelskiego.- Zakupiłem maty, środki dezynfekcyjne, specjalne buty i ubrania do chlewni. Na wszystko miałem paragony. Gdy pojechałem z wnioskiem do Agencji, to usłyszałem że pieniędzy nie zwrócą, bo wypłacają tylko na podstawie faktur. A ja nie jestem vatowcem, więc po co miałem brać faktury. Miały być dowody zakupu i tym właśnie są paragony.

- To bardzo pięknie, że rząd przeznaczył na pomoc wielkie sumy. Jednak wygląda na to, że zrobił to tylko po to, by pochwalić się swoją wielkodusznością w mediach. Wkrótce się okaże, że większość środków zostanie w budżecie, bo rolnicy nie byli zainteresowani wykorzystaniem rządowego wsparcia. To tak, jakby konia częstować cukrem, ale zza elektrycznego pastucha, żeby nie sięgał – kwituje nasz rozmówca.